Słabe, niesterowne państwo, z upadłym sądownictwem.
Czasami pewne rzeczy definiuje się negatywnie, tj wskazując na cechy, które świadczą czym definiowane pojęcie na pewno nie jest.
Jeżeli pytacie o praworządność, to zdecydowanie nie jest nią to, czego PiS dokonał w sądownictwie. Jarosław Kaczyński mógł sobie na to pozwolić, bo aktualna Konstytucja czyni czołowych polityków w państwie nieodpowiedzialnymi.
Postawienie Prezydenta Rzeczypospolitej w stan oskarżenia może nastąpić uchwałą Zgromadzenia Narodowego podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego na wniosek co najmniej 140 członków Zgromadzenia Narodowego.
Uchwałę o pociągnięciu członka Rady Ministrów do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu Sejm podejmuje na wniosek Prezydenta Rzeczypospolitej lub co najmniej 115 posłów większością 3/5 ustawowej liczby posłów.
Są to liczby kosmiczne, nierealne.
Takie mamy państwo i w zasadzie można się cieszyć, że to Jarosław Kaczyński, a nie Zbigniew Ziobro jest w nim najważniejszym człowiekiem.
Jacek Sierpiński informuje:
„W sierpniu 2017 roku Stowarzyszenie Libertariańskie zaproponowało napisany przeze mnie wstępny projekt ustawy w istotny sposób zwiększającej rolę ławników w wymiarze sprawiedliwości. Zgodnie z tym projektem, ławnicy mieli orzekać w sprawach, gdzie występowałby spór między prywatnymi osobami a państwem, a także w sprawach dyscyplinarnych sędziów i prokuratorów. Również w Sądzie Najwyższym. Mieli też być losowani do spraw z grona chętnych osób spełniających wymogi.
Celem takiej zmiany miało być oddanie rozstrzygania takich spraw w ręce osób w żaden sposób niezwiązanych z państwem – w szczególności decydującego głosu w osądzaniu samych sędziów, a także prokuratorów, nie mieliby ani ich koledzy, ani politycy.
Projekt ustawy (owszem, na pewno wymagający wielu poprawek), został wysłany do Prezydenta RP (https://tiny.pl/wjw3t).
Oczywiście, ani prezydent, ani nikt inny we władzy nie zwrócił na niego uwagi. Idea ławników biorących udział w rozpatrywaniu spraw w Sądzie Najwyższym – w tym spraw dyscyplinarnych sędziów i prokuratorów – jednak się pojawiła, choć w odmiennej formie. W 2018 r. uchwalono ustawę, zgodnie z którą tacy ławnicy mieli być wybierani przez Senat spośród kandydatów zgłaszanych przez organizacje społeczne i obywateli. I w tym samym roku takich ławników wybrano.
W Senacie wówczas większość miała partia rządząca. Senatorzy opozycji zbojkotowali wybór ławników, twierdząc, że ustawa ich ustanawiająca jest niekonstytucyjna.
Wybieranie ławników Sądu Najwyższego przez Senat skomentowałem (https://tiny.pl/wjw3r) wówczas tak:
„w postępowaniach dyscyplinarnych prowadzonych przed Sądem Najwyższym oraz w sprawach ze skarg nadzwyczajnych będą orzekać ławnicy wybierani na czteroletnią kadencję przez Senat – czyli przedstawiciele polityków, a ściśle partii mającej aktualnie większość w Senacie (czyli obecnie PiS, za 4 lata może być to PO).
Zamiast większej kontroli sędziów przez obywateli ma więc być większa kontrola sędziów przez polityków”.
Jakie poglądy polityczne mieli wówczas wybrani ławnicy i jak orzekali – nie wiem. Jednak ich kadencja upłynęła i w zeszłym roku Senat, w którym teraz większość ma opozycja, wybrał – już bez kwestionowania konstytucyjności ustawy – nowych ławników Sądu Najwyższego. W większości osoby rekomendowane przez Komitet Obrony Demokracji.
I okazało się, że Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska odmawia przyjęcia od nich ślubowania, bo oficjalnie ma wątpliwości, czy są „nieskazitelnego charakteru”, co jest ustawowym wymogiem (https://tiny.pl/wjw3d). Przyczyną tych wątpliwości ma być ich „daleko idące zaangażowanie polityczne, które nie daje gwarancji bezstronności”. Tyle, że ustawa o Sądzie Najwyższym ani nie zakazuje zaangażowania politycznego kandydatów na ławników, ani nie daje I Prezesowi SN prawa badania tego wymogu czy legalności wyboru ławnika. Po prostu stwierdza w art. 63, że „Listę wybranych ławników Sądu Najwyższego (…) Marszałek Senatu niezwłocznie przesyła Pierwszemu Prezesowi Sądu Najwyższego”, a „Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego wręcza ławnikom Sądu Najwyższego zawiadomienie o wyborze i odbiera od nich ślubowanie”.
Ale w praktyce wygląda to tak, że jeśli prezes Manowska nie przyjmie ślubowania od ławników, którzy jej się nie podobają, to praktycznie nie ma sposobu, by ją do tego zmusić. Chyba, że przez postępowanie dyscyplinarne, które jest bardzo mało prawdopodobne – żądanie musiałoby wyjść od Kolegium SN, Rzecznika Dyscyplinarnego SN, Prokuratora Generalnego lub Prokuratora Krajowego, następnie Rzecznik Dyscyplinarny SN musiałby zdecydować o wszczęciu postępowania, a orzekać miałaby Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN – notabene z udziałem ławników, których może w tej sytuacji brakować.
Czyli mamy sytuację, w której opozycyjny Senat wybrał ławników kierując się – tak jak przewidywałem – kryteriami politycznymi, a Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego – popierana przez rządzący obóz polityczny i powołana przez Andrzeja Dudę mimo uzyskania dwukrotnie mniejszej liczby głosów na Zgromadzeniu Ogólnym sędziów SN od swojego kontrkandydata – tego wyboru nie chce uznać. I nie ma co udawać, że przyczyną też nie są tu kryteria polityczne.
Tylko, że jeśli nie będzie wystarczającej liczby ławników, to może to zablokować rozpatrywanie nie tylko spraw dyscyplinarnych sędziów i prokuratorów, ale i skarg nadzwyczajnych. Na sporze politycznym znowu ucierpią zwykli ludzie.
A można było ławników losować. No, ale wtedy politycy mieliby mniejszy wpływ na to, kto znajdzie się w składzie orzekającym”.
Fot. Józef Wieczorek
Od dawna wiadomo (gdzieś tak już za kadencji AWS-u, że usługi prawnicze w Polsce są tak drogie, że zamiast nająć adwokata taniej jest kupić sędziego.
„Takie mamy państwo i w zasadzie można się cieszyć, że to Jarosław Kaczyński, a nie Zbigniew Ziobro jest w nim najważniejszym człowiekiem.”
Oj, tak, szczęście znajomych Autora nie ma granic. Szkoda tylko że sędziami, prokuratorami i biegłymi tudzież sądowymi urzędnikami są dalej w większosci poprodukowani u schyłku PRLu postSBccy, milicyjni i ormowscy trepofunkcjonariusze oraz ich młody resortowy narybek, i cały ten udający euroentuzjastów eksbajzel który justicjami broni swych mocodawców muszących teraz wyżyć z takich emerytur jakimi przez blisko trzy dziesiątki lat dręczyli swoje dawne, walczące z komuną ofiary. Takim oto ryjkom marzy się właśnie by obecnie rządzących móc (bez)prawnie odsunąć (bo ani palą ani kijem Bolka tego już nie zrobią) i szybko odzyskać to co im w imię społecznej sprawiedliwości wreszcie skutecznie odebrano. A zwłaszcza ich dzieciom i pociotkom, mogącym sobie z rent i emerytur całej tej budżetowej pijawy spokojnie żyć i jak się da wyprowadzać majątek Polski za granicę, vatem i szmuglem czego się da. Był u nas w Wąchocku taki jeden synuś byłego milicjanta i sbka, szpanował po wsi najnowszym lexusem i przychodził na nabożeństwo w dresie, śmiejąc się obleśne ze złego Kaczora i tych wszystkich oszołomów wokół, aż mu ojciec nagle po 2017 tak zbiedniał że musiał aż do Portugalii uciekać gdzie za wywiezioną z Polski na kasę jakiś geszeft na plaży prowadzi i bidę po ramieniu klepie. No szczęście, panie dziejku, ale manna z nieba już znajomym Autora nie leci…