Marcin Jop: #PokóJ_Analiz
#Raport_z_Ukrainy!
Mamy dziś 13 stycznia 2023 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.
Od tygodnia z narastająca frustracją obserwuję zmagania o Soledar, który wczoraj – dzięki o Wielkie, Niezwyciężone Słońce – został przez armię ukraińską ostatecznie ewakuowany. Rzekłbym nawet, że wszystko to trwało o kilka dni zbyt długo i wywołało tak wielki bałagan, że potrzeba będzie kilku kolejnych dni na „posprzątanie”, czyli reorganizację i przegrupowanie sił.
Mówiąc szczerze – jestem wściekły. Nie tak bardzo, jak w czasie daremnych zmagań o Siewierodonieck, ale jednak, czuję nie znikającą gorycz, ponieważ kolejny raz ukraińskie ukraińskie dowództwo zatańczyło w tak rosyjskiej muzyki. Na szczęście tym razem obyło sie bez tragicznych strat w ludziach i sprzęcie – to odczuli przede wszystkim Rosjanie. Nawiasem mówiąc, ich strategia jasno wskazuje, że nie bardzo się przejęli swoją własna rubryką „straty własne”, której zawartość od początku była wkalkulowana w grę, której warunki stworzył Surowikin. Ale w zamian za ogromną daninę krwi, ale już nie sprzętu bojowego, którego w polu armia rosyjska ma mniej niż kiedykolwiek podczas tej wojny, Rosjanie uzyskali dokładnie to co chcieli – koncentrację ogromnych (stosunkowo rzecz jasna) sił ukraińskich na bardzo wąskim odcinku frontu w momencie, w którym armia rosyjska jest słabsza niż kiedykolwiek. Dowództwo ukraińskie doprowadziło do potężnego chaosu wprowadzając do akcji stanowczo zbyt wielką ilość jednostek bojowych i właściwie tracąc właściwie zdolność do skutecznego dowodzenia nad stłoczonym w punktach zapalnych wojskiem. Jeszcze raz i z naciskiem – to dokładnie to, czego oczekiwali Rosjanie.
Nadal powtarzać będę jak mantrę – wobec tak poważnego rozbudowania obrony w głąb, z Soledarem i Bachmutem, czy bez nich, główna linia obrony sił ukraińskich pozostaje dla Rosjan niemożliwą do przełamania, a jeśli nawet jakimś cudem taka sztuka by się im udała, nie posiadają i jeszcze przez szereg tygodni nie będą oni posiadać sił zdolnych do wykorzystania ewentualności takiego sukcesu. Jednakże, co należy podkreślać w nieskończoność, skutecznie angażując siły ukraińskie w bitwę materiałową, Rosjanie opóźniają proces odtwarzania pełnej zdolności bojowej jednostek ukraińskich, które teoretycznie powinny być zwolnione do rezerwy operacyjnej, lub nawet strategicznej, a przede wszystkim, „wypompowują” armię Ukrainy z zasobów otrzymywanych od państw zaprzyjaźnionych. To szalenie ważne, bo jeśli ktoś był zapomniał, to jednak możliwości odtworzenia zasobów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania jednostek ukraińskich posiadających na wyposażeniu sprzęt sowieckiej proweniencji na chwilę obecną maleje niemal do zera z uwagi na niemal totalne wykorzystanie dostępnych zasobów. Zatem stanowczo nie zalecałbym toczenia tak wyczerpujących i drenujących zasoby walk w takim miejscu.
A teraz drobna dygresja:
Podczas wojny rosyjsko tureckiej w roku 1877, armia osmańska dowodzona przez Osmana Paszę w chwili załamania sie tureckiej obrony nad Dunajem forsownym marszem odeszła znad granicy serbskiej, którą dozorowała i zajęła pozycje obronne w niewielkiej miejscowości w Bułgarii noszącej nazwę Plewna. Ta twierdza, po odparciu pierwszego rosyjskiego ataku została bardzo szybko i sprawnie rękami tysięcy tureckich żołnierzy rozbudowana. Na tyle skutecznie, że kolejny rosyjski szturm także się nie powiódł. Pozycja pod Plewną spędzała sen z powiek rosyjskiemu dowództwu flankując siły rosyjskie operujące w tym czasie już na przełęczach Bałkanu – w zasadzie nie wiedzieć czemu, bo Rosjanie posiadali tak duże siły, że mogli śmiało kontynuować swe śmiałe operacje na południe od gór zadawalając się jedynie blokada, lub wiązaniem sił Osmana Paszy. Tak oto doszło do trzeciej bitwy pod Plewną – dowództwo rosyjskie zdecydowane opanować za wszelką cenę pozostająca w tureckich rękach twierdzę skoncentrowało wielkie siły i przystąpiło do trzeciego szturmu na Plewnę. Atak ten zakończył się masakrą Rosjan. Stracili ponad 16 000 ludzi z ponad 100 000, a turecki garnizon liczył około 30 000 żołnierzy. Stało się tak dlatego, że Rosjanie zaatakowali najsilniej ufortyfikowany kierunek południowy, a gdy sojusznicze siły rumuńskie kosztem ogromnych ofiar zdobyły część stanowiących północno wschodni kraniec tureckich pozycji redut griwickich, zabrakło sił by wesprzeć zwycięskich Rumunów i w konsekwencji, stracili oni z takim trudem wywalczony wyłom w tureckich pozycjach. To nie koniec opowieści – otóż, po objęciu dowództwa nad siłami rosyjskimi przez generała Todtloebena, orzekł on, iż Plewna jest twierdzą nie do zdobycia (mylnie – przez całą kampanię Turcy właściwie nie ufortyfikowali północno zachodniego podejścia do swego głównego obozu) i rozpoczął on ścisłą blokadę. W konsekwencji braku zaopatrzenia i nasilających się chorób, dziesiątkujących tureckie szeregi, Osman Pasza postanowił przebić się i poniósł klęskę, a jego stłoczone na niewielkim obszarze główne siły powędrowały do niewoli. Jaki z tego morał?
– Tempo działań musi być oparte o żelazną kalkulację polegająca na ustaleniu znaczenia danego miejsca walki w wymiarze operacyjnym i strategicznym. Nad wymiarem taktycznym nie ma po co dywagować, bo przecież oczywistym jest, że na tle sił ukraińskich oddziały rosyjskie w tym względzie prezentują wytworność na poziomie Zenka Martyniuka. Żaden Soledar, ani żaden Bachmut nie jest wart tego, by dla ich utrzymania poświęcać takie ilości drogocennych zasobów.
– Niech ktoś do jasnej cholery, w końcu podrzuci odpowiedzialnemu za stan spraw na miejscu ukraińskiemu oficerowi wybór pism i analiz mistrza obrony opartej na systemie taktycznych odwrotów na przygotowane uprzednio pośrednie pozycje obronne, który doprowadził tę formę obrony do absolutnej perfekcji, czyli Feldmarszałka Walthera Modela. Po kilku godzinach lektury, na odpowiedzialnego powinno spaść objawienie w formie wszechogarniającej iluminacji. Po tygodniu nadal nie wiem, jaki cel miało ukraińskie dowództwo pakujące taką ilość ludzi sprzętu w tak niewielki obszar, w dodatku pozbawiony wszelkiego znaczenia.
– Nie istnieją punkty „nie do zdobycia”. Istnieją tylko takie, których opanowanie wymaga nadzwyczajnych sił, środków i pomysłu. Nawet jeśli pomysł sprowadza się do na pozór bezmyślnego słania ludzi na rzeź. Dużo lepszym i mniej kosztownym rozwiązaniem jest nadal seria taktycznych odwrotów, które w końcu muszą skończyć się tym samym – skanalizowaniem rosyjskiego natarcia, czyli ograniczeniem jego zasięgu, a przede wszystkim szerokości pasa przełamania i oczekiwaniem na błąd, co w przypadku Rosjan jest na polu walki tak samo nieuchronne jak przewidywanie nadmiaru kiczu na kolejnym festiwalu Eurowizji.
– Próba bronienia za wszelką cenę jakiegokolwiek punktu jest absolutnie skazana na klęskę. Zawsze. Należy raczej zadać sobie pytanie – co mogę wygrać i co mogę przegrać przyjmując to błędne co do zasady założenie. W tym przypadku Osman Pasza, podobnie jak ukraińskie dowództwo zwyczajnie przedobrzyło zbyt długo fokusując się na utrzymaniu takiego, czy innego miejsca. Na szczęście w odróżnieniu od tureckiego dowódcy nie trzeba było iść – koniec końców – do niewoli, ale i tak rzucono do akcji stanowczo zbyt wiele jednostek na zbyt małej przestrzeni niwecząc całkowicie to, z czego słynie armia ukraińska, czyli z samodzielności w podejmowaniu decyzji i z inicjatywy dowódców niższego szczebla.
Drodzy Państwo – poza zużyciem zasobów nic wielkiego się nie stało. Ja wiem, że w oczach rosyjskich propagandystów Soledar urósł do roli co najmniej Stalingradu, ale na szczęście tak się nie stało. Ukraińcy dostali co najwyżej właściwie prztyczka w nos. Lepiej, w znacznej mierze sami go sobie dali, reagując z nadmierną agresją i doprowadzając do sytuacji, w której sami pozbawili się swych atutów. Mówiąc szczerze martwią mnie jedynie detale – takie jak fakt rozpoczęcia się łańcuszka niekorzystnych zdarzeń w chwili, gdy centrum pozycji w Soledarze zajęła 46 Brygada Desantowa, która przejęła pozycje od 128 Brygady Strzelców Górskich. Martwi mnie bowiem fakt, że świeża, ale wyszkolona przez zachodnich specjalistów jednostka nie zdołała opanować sytuacji. Na ile doprowadziły do tego błędy dowództwa wyższego rzędu, a na ile decyzje oficerów tworzących kręgosłup 46 Brygady? Trudno powiedzieć – niemniej jednak – należy obserwować wyniki działań bojowych najmłodszych stażem jednostek armii ukraińskiej, czy aby nie odstają poziomem od zaprawionych w bojach jednostek pokroju 92, lub 93 Brygady Zmechanizowanej. Zwłaszcza, że ta druga utrzymywała mimo rosyjskiego naporu obszar Soledaru tygodniami. Mam nieodparte wrażenie, że jednak naszmądziło dowództwo wyższe komasując bez należytej kontroli liczne jednostki bojowe na malutkim obszarze. Może jednak lepiej byłoby zdać się na doświadczenie i umiejętności oficerów liniowych, jak wtedy, gdy samotna 81 Brygada Desantowa stanęła naprzeciw głównych sił rosyjskiej 1 Armii Pancernej Gwardii na południe od Izjum – pod Kurulką – i dała Rosjanom ostro popalić powstrzymując ich pancerny klin?
Kończąc moje dzisiejsze wywody – Drodzy Państwo, branie się za brutalną wymianę ciosów na środku ringu jest może pożądane przez kibiców zawodowego boksu zwłaszcza w wadze ciężkiej, z czego najwyraźniej zawodowi bokserzy wagi ciężkiej doskonale zdają sobie sprawę, ale nie jesteśmy kibicami boksu, a omawiamy nie sytuację na ringu, lecz zmagania wojenne, gdzie nic nie dzieje sie bez przyczyny, a każda decyzja niesie za sobą określone konsekwencje. W tym przypadku, to niepowetowane straty w sprzęcie i w ludziach. Mogę jeszcze co najwyżej dodać od siebie, że zdaje sobie sprawę z tego, że jestem trudnym rozmówcą, z uwagi na opryskliwość, ciężkawe poczucie humoru, silną tendencję do aroganckiej postawy, kompletny brak taktu, cierpliwości i wreszcie choleryczne usposobienie. Niemniej jednak, jestem człowiekiem inteligentnym (niektórzy nie wiedzieć czemu twierdzą, że nawet bardzo), który całe życie zajmuje się sprawami związanymi z wojną. I bez względu na to, że nie byłem nigdy oficerem sił zbrojnych coś jednak o tym wiem – wiedza ta kieruje mnie od czasu do czasu w stronę ostrej krytyki sposobu prowadzenia tej wojny przez stronę ukraińską, i nie dzieje się to bez przyczyny, zatem, jeśli ktoś nie godzi się z takim stawianiem sprawy, proszę o wybaczenie, ale poszukac innego analityka, a najlepiej propaganstysty. Pisze to, ponieważ na prawdę nie chcę kolejny raz odpierać zmasowanych ataków osób tak silnie zorientowanych na stronę ukraińską, że aż niezbyt zainteresowanych realnym obrazem sytuacji. Póki co pomyliłem się raz – i natychmiast się do tego przyznałem, przy czym zaznaczam, że nikt nie musiał mnie do tego zachęcać. A już najmniej uśmiecha mi się tłumaczenie po której stronie w tej wojnie właściwie jestem. Raz jeszcze powtarzam – jestem analitykiem, a nie propagandystą i bardzo źle reaguję na zarzucanie mnie bzdurami na temat przebiegu wojny, także możliwego i hipotetycznego, ponieważ zdecydowanie zbyt wielu moich przyjaciół oddało już na polach bitew życie, bym potrafił zachować spokój podczas tego rodzaju dyskusji. Poza tym, życzę przyjemnej lektury i lepszych wieści z frontu w nadchodzących tygodniach.
Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu:
buycoffee.to/marcin_jop
Jaką literaturę (oprócz Sun Tzu) poleciłby Pan laikowi by poszerzyć swoją wiedzę nt. strategii wojennej i taktyki etc. ?
Panie Rafale, gama publikacji jest bardzo szeroka i z pewnością znajdzie Pan coś dla siebie. Osobiście polecam serdecznie prace Hansa Delbrucka, który wyśmienicie potrafił wyławiać kluczowe aspekty wojskowości.
Taktyczną logikę rozumiem, szkoda strat, ale zawsze szkoda strat, a teraz strategicznie patrząc – co wiec chciano tam osiągnąć, i po której stronie straty te okazały się jednak – w ostatecznym rozrachunku na ten moment wojny – bardziej korzystne / jak kto woli – bolesne? Kto kogo wciągnął w zasadzkę by coś osiągnąć?