Marcin Jop: #Pokój_Analiz.
#Raport_z_Ukrainy!

Mamy dziś 30 stycznia 2023 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.

A więc przystopowały nam nieco rosyjskie próby przypomnienia szerszej publice, jak wyglądały radzieckie natarcia na Froncie Wschodnim w 1943 roku…

Ale od początku. Obecnie, przebieg linii frontu w Donbasie nie nastraja optymizmem, co zrozumiałe, bo przecież od kilku tygodni Rosjanie parli naprzód. Wprawdzie w tempie porównywalnym z dynamiką brytyjskiego natarcia nad Sommą w 1916 roku, ale jednak. Ale od czego mamy media? Wytworzona raz atmosfera klęski i upadku sączy się jadem ze wszystkich stron. Teraz już jest nieco spokojniej, ale jeszcze parę dni temu milion „prawdziwych autorytetów” zastanawiało się, jakie konsekwencje może mieć mieć dla Ukrainy upadek Soledaru, a już nie dajcie Bogowie – Bachmutu. Tymczasem wystarczyła deklaracja dostarczenia walczącej Ukrainie czołgów „Leopard” 2 przez szereg krajów, przy czym nadal nie znamy nawet konkretnej liczby wozów, a już atmosfera klęski i zwątpienia uleciała jak poranna mgła…

Tymczasem, Rosjanie jak się zdaje przegięli z wykorzystaniem (do niedawna) elitarnej Grupy Wagnera, więc postanowili ją zluzować na linii frontu przez wojska regularnej armii. Jest to tylko potwierdzenie doniesień o przerażających stratach ponoszonych przez Rosjan przy okazji dotychczasowych postępów terenowych. Co arcyważne – ich próby rozproszenia ukraińskich środków i sił poprzez podjęcie prób rozpoznania bojem w rejonie Wuhłedaru zakończyły się sromotnym fiaskiem, co jeszcze bardzie potwierdza sens dotychczasowej narracji o niezdolności armii rosyjskiej do poszerzenia pasa natarcia, a już zwłaszcza do poszukiwania przełamania głównego pasa ukraińskiej obrony w jakimkolwiek punkcie, by móc poszukać lepszych perspektyw w tak zwanej „przestrzeni operacyjnej”. Celowo ująłem ową przestrzeń w cudzysłowie, gdyż nadal poziom nasycenia ciężkim sprzętem, a zwłaszcza czołgami i towarzyszącymi im pojazdami piechoty zmechanizowanej jest u Rosjan nadal najniższe od początku wojny. To kształtuje pewien rodzaj okrutnej rzeczywistości pola walki – konsekwentnie czuję się zmuszony powtarzać, że daleko nam do rozstrzygnięć i przesileń. Celem Rosjan jest nadal i wciąż usiłowanie demontażu potencjału ukraińskiej armii na drobne w starciach o niewiele znaczące cele i obszary.

Mówiąc szczerze, nie uważam, by dowództwo rosyjskiej armii używało jednostek regularnych, zresztą z takim trudem uzupełnionych, do kontynuowania dotychczasowych natarć z dotychczasowym natężeniem w rejonie Bachmutu. Jeśli jednak postanowią nadal brnąć do przodu z pomocą ludzkiej fali sytuacja nie przedstawia sie ani źle, ani tragicznie, ani nawet kiepsko dla sił ukraińskich. Nawet ewakuacja Bachmutu nie stanowi poważnych podstaw do obaw o trwałość frontu. Nadal wygląda on solidnie i stabilnie. Nadal wiemy wszyscy, że do czasu mocniejszych rosyjskich uderzeń jeszcze trochę brakuje dni w kalendarzu. Tym bardziej, że w odróżnieniu od Rosjan strona ukraińska nadal nie zdecydowała się na przegrupowanie połączone z rotacją jednostek na froncie. Mają ku temu odpowiednie zaplecze, więc jest to jasny sygnał, że nie bardzo chcą tańczyć w takt rosyjskiej muzyki.

Jak należało przypuszczać, decyzja o dostawach czołgów III generacji dla Ukrainy natychmiast wywołała dyskusję o dostawach samolotów bojowych, ale w tym przypadku radziłbym wziąć głęboki oddech i zdecydowanie unikać nastawiania sie na cokolwiek w tej sprawie. Będzie, to będzie. Jeśli nie, to trudno. Przerabialiśmy to zresztą już ileś tam razy, włącznie z dostawami A-10 i frywolnymi imaginacjami na temat czegoż to, maszyny te z ukraińskimi pilotami za sterami nie osiągną na froncie. To nie jest takie proste – zupełnie jak w przypadku czołgów, albo innego rodzaju zachodniego uzbrojenia. To już nawet nie kwestia wyszkolenia i zasobów, ale bardziej sprawa umiejętnego i możliwego wykorzystania z sensem przez walcząca Ukrainę. Nie są dostawy F-16, lub innego typu samolotów z zachodu automatycznym i niezawodnym lekarstwem na wszelkie słabości i bolączki ukraińskich sił powietrznych. Prawidłowe, a przede wszystkim skuteczne użycie samolotów zachodnich wymaga nie tylko gruntownego przeszkolenia pilotów i członków obsługi naziemnej, ale także wsparcia radioelektronicznego, o którym ukraińskim siłom powietrznym się dotąd nie śniło. Takowe może zapewnić tylko NATO, ale ów sojusz póki co i mimo całej radioelektronicznej pomocy nie jest stroną wojny w Ukrainie. Zatem wyluzujmy i na pewien czas w odróżnieniu od obywatela Melnyka oczekującego niemieckich okrętów podwodnych wyluzujmy z oczekiwaniami.

Tymczasem, co podkreślę z dumą, z racji własnych zapatrywań połączonych z odrobiną szaleństwa w sukurs walczącej Ukrainie przyszedł zupełnie niespodziewanie trzymający sie dotąd na uboczu głównego biegu zdarzeń Izrael. Moje przemyślenia dotyczące skutków ataków izraelskich dronów na cele w Iranie ograniczą się teraz do podstawowych. Po pierwsze reklamowany jako doskonały i najlepszy na świecie system rakietowej obrony przeciwlotniczej (jak twierdzą reklamodawcy), a oparty na pierwszy rzut oka na rosyjskich S-300 oblał egzamin tak, jak oblewa się egzamin Z Historii Starożytnej Bliskiego Wschodu na UAM w Poznaniu, czyli totalnie i nieodwołalnie. Zniszczenie iluś tam zakładów produkujących podzespoły dla szeroko reklamowanych dronów zasilających rosyjskie siły zbrojne ma tutaj mniejsze znaczenie. Jeśli imamowie będą chcieli szybko wznowić produkcję, będzie ona szybko wznowiona. Chodzi mi o to, jak łatwo można było oszukać „przodująca w świecie” irańską (opartą o rosyjską technologię podlaną delikatnym sosem religijnej gorliwości i ideowości człowieka z lastryko – czyli jak to w Islamskiej Republice Iranu bywa) technologię, z której starają się możliwie obficie korzystać siły rosyjskie. Izraelscy operatorzy pokazali z całą jaskrawością jak słabe, albo wręcz beznadziejne są nędzne imitacje zachodnich modeli uzbrojenia bojowego i systemów walki radioelektronicznej. Mam nadzieję, że tym samym jakiekolwiek obawy o przyrost rosyjskich możliwości skutecznej walki na sposób dwudziesto pierwszo wieczny właśnie uleciały wraz z dymem snującym się wciąż nad pewną fabryką w Isfahanie. Jeśli Rosjanie osiągają jakieś sukcesy za pomocą irańskich UAV, lub własnych, to tylko z nadmiernego nagromadzenia środków bojowych armii ukraińskiej na niewielkim obszarze. I tego się trzymajmy.

Na koniec daję nie budzące wątpliwości zdjęcie z miejsca zdarzenia – irańska obrona przeciwlotnicza zareagowała stanowczo i skutecznie. Jak widać…

Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu:
buycoffee.to/marcin_jop