W sobotę różne rzeczy przychodzą człowiekowi do głowy. Np. analiza wiersza z uwzględnieniem obecnych trendów, a w szczególności dobrostanu Planety, zwierząt i osób wrażliwych:

„Transmitowanie treści zabójczych dla Planety. Dostrzegalna seksualna obsesja z ciałowstrętęm wobec nienormatywnych kształtów. Przemocowy, maczystowski, promujący zbrodnicze nawyki żywieniowe, wytwory cywilizacji militarystycznej i lekceważenie cierpienia zwierząt.
Dewastację umysłów mają ułatwić onomatopeiczne zabiegi. Na śmietnik! „

Inkryminowany tekst:
Stoi na stacji lokomotywa, Ciężka, ogromna i pot z niej spływa: Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha, Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha: Uch – jak gorąco! Puff – jak gorąco! Uff – jak gorąco!

Już ledwo sapie, już ledwo zipie, A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.

Wagony do niej podoczepiali Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie, A w jednym krowy, a w drugim konie, A w trzecim siedzą same grubasy, Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy,
A czwarty wagon pełen bananów, A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata – o! jaka wielka! Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy, W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym – same tuczone świnie,
W dziesiątym – kufry, paki i skrzynie, A tych wagonów jest ze czterdzieści, Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.
Lecz choćby przyszło tysiąc atletów I każdy zjadłby tysiąc kotletów, I każdy nie wiem jak się wytężał, To nie udźwigną, taki to ciężar.
Nagle – gwizd! Nagle – świst! Para – buch! Koła – w ruch! Najpierw – powoli — jak żółw — ociężale, Ruszyła — maszyna — po szynach — ospale, Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem, I kręci się, kręci się koło za kołem, I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej, I dudni, i stuka, łomoce i pędzi, A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost! Po torze, po torze, po torze, przez most, Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las, I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas, Do taktu turkoce i puka, i stuka to: Tak to to, tak to to , tak to to, tak to to. Gładko tak, lekko tak toczy się w dal, Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana. A skądże to, jakże to, czemu tak gna? A co to to, co to to, kto to tak pcha, Że pędzi, że wali, że bucha buch, buch? To para gorąca wprawiła to w ruch, To para, co z kotła rurami do tłoków, A tłoki kołami ruszają z dwóch boków I gnają, i pchają, i pociąg się toczy, Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy, I koła turkocą, i puka, i stuka to: Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, publikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.