Polska historia zna wielu bohaterów. Ich imiona zdobią pomniki, tablice pamiątkowe, podręczniki szkolne. Jednak nie wszyscy mieli to szczęście. Tysiące, a może i miliony ludzi walczyło, ginęło, a potem… zapadli się w niepamięć.
Jednym z nich był Starszy Sierżant Józef Staręga – żołnierz, który oddał życie w nierównej walce, wierząc do końca, że jego poświęcenie ma sens.
Urodził się 6 lutego 1924 roku we wsi Ujrzanów. Był czwartym synem w rodzinie. Miał jeszcze dwie młodsze siostry.
Młodość przerwała mu wojna. W lutym 1944 roku włożył wojskowy mundur. Ruszył na front jako żołnierz 8 Dywizji Piechoty 2 Armii Wojska Polskiego.
Gdy nadeszło wyzwolenie, nie świętował. Bo dla niego wojna się nie skończyła. 18 maja 1945 roku dostał nowy rozkaz. Kierunek: Bieszczady
We wrześniu 1945 roku w Bieszczadach powstały Wojska Ochrony Pogranicza. Był to nowy front walki – z UPA z bandami, które siały krwawy terror.
Józef, już zaprawiony w bojach, trafił do 164. strażnicy WOP w Wołkowyi. Szybko nauczył się ukraińskiego. Miał niezwykły talent do języków. To on otworzył mu drzwi do najniebezpieczniejszej misji w jego życiu.
Został zwiadowcą. Przełożeni postawili przed nim zadanie: przeniknąć do struktur UPA, zdobyć informacje o sotni „Bira”.
Wcześnie rano, zaopatrzony w fałszywe dokumenty, ruszył z Baligrodu w stronę Jabłonek.
Nie zdążył dojść daleko. Przed zmierzchem natknął się na patrol UPA. Kilka godzin wcześniej polskie wojsko schwytało ukraińskiego łącznika. Józef wiedział, że jeden fałszywy ruch oznacza śmierć.
Hasło, które podał, zadziałało.
Uznano go za kuriera „Oresta”. Cud? Szczęście? A może przeznaczenie?
Po powrocie z misji długo nie odpoczywał.
Nowy rozkaz: w jednej z cerkwi znajdował się punkt kontaktowy UPA. Miał się tam dostać.
Przebrany za banderowca zapukał do drzwi. Prosił o jedzenie. Paroch – ostrożny, nieufny – wpuścił go do środka.
Rozmowa trwała długo. Józef umiejętnie wplatał w nią tajne hasła. W końcu ksiądz się przełamał. Zabrał go do cerkwi.
Za ciężkimi, skrzypiącymi drzwiami skrytki ukazał się arsenał: granaty, amunicja, pistolety, broń maszynowa.
To miał być zbrojownia banderowców.
Zaledwie kilka dni później cerkiew została otoczona przez wojsko. Nie było ucieczki. Aresztowano całą siatkę UPA. 4 maja 1946 roku. Miał dostarczyć meldunek z Wołkowyi do Baligrodu. Prosty rozkaz. Ale w Bieszczadach nie było prostych rozkazów.
Ruszył w drogę z przyjacielem.
Był piękny, majowy poranek. Słońce delikatnie ogrzewało dolinę. Ale spokój był iluzją. Trafili na banderowców.
Józef rzucił się do rowu. W mgnieniu oka wyciągnął szarą, zalakowaną kopertę i podpalił meldunek.
Banderowcy kazali się poddać. Odpowiedział im huk wystrzału i
seria z pepeszy. Granaty eksplodowały, wstrząsając ziemią.
Nagle poczuł, jak jego przyjaciel upada obok niego. Spojrzał na niego. Krew płynęła z ust. Wróg się zbliżał. Rzucił ostatni granat.
Ostatnia seria. Pociągnął za spust. Zamek został w tylnym położeniu.
Broń jego przyjaciela? Pusta.
Nie chciał wpaść w ręce wroga. Nie miał wyjścia. Z pustym magazynkiem ruszył do ataku.
Runął na ziemię, przeszyty kulami.
Strzały zaalarmowały garnizon w Wołkowyi. Wojsko ruszyło na miejsce starcia. Ale było już za późno.Na drodze znaleźli zmasakrowane, ograbione ciała dwóch żołnierzy. Spopielony meldunek.
7 maja 1946 roku polskie wojsko rozbiło oddział UPA. Wśród pojmanych znalazł się bandyta, który miał przy sobie osobiste rzeczy Józefa. Przyznał się. To on tam był. To on patrzył, jak Józef rzuca się do ostatniego ataku.
Miał 22 lata.
Przez lata strażnica WOP w Jaśliskach nosiła jego imię. Dziś zostało po tym wspomnienie.
Starszy Sierżant Józef Staręga zrobił to, co do niego należało.
I choć historia dziś o nim milczy,
to takich jak on były tysiące.
Mieli matki, które czekały.
Domy, do których już nie wrócili.
Oddali to, co mieli najcenniejsze – własne życie.
Zostali tam, gdzie polegli.
W miejscach, których bronili do końca.
Bo Ojczyzna to nie tylko historia zapisana w książkach.
To cisza po tych, którzy nie wrócili.
To ślady, których już nie widać… ale które nigdy nie zniknęły.
Ta ziemia – naznaczona ich krwią– pamięta wszystko.
Nawet jeśli my zapomnimy.
Autor: Jędruś Ciupaga
Zostaw komentarz