Starość, czy jak chce tego poprawność polityczna, wiek dojrzały, może być okresem twórczej aktywności, poznawania świata i siebie samego oraz wypoczynku. Może dawać radość i satysfakcję z życia. Wiele zależy od psychicznego nastawienia i tego jak postrzegamy siebie.

Jestem już w takim wieku, że pewnie ktoś z pokolenia Z tak o mnie mówi. Pierdacz. Nie obrażam się. Na niewiele rzeczy się już obrażam i mało mnie denerwuje. Ani naburmuszona ekspedientka, rzucająca na ladę resztę. Ani młoda rowerzystka, której pomyliły się kierunki jazdy w Polsce i jedzie na wprost mnie. Ani rwa, która mi do dokuczała. Tak widać miało być i teraz trzeba robić cierpliwie wszystko by minęła. Mam już dystans do siebie, innych i zmieniającej się nieustannie rzeczywistości. Tak już jest, jedni rosną do góry. Inni, jak ci w moim wieku, w dół. Po co tracić czas i nerwy na zmianę rzeczy, których zmienić samemu nie można. Dorosły już kolejne pokolenia, które chcą zmienić świat, by u schyłku życia napisać to samo, co ja w zdaniu powyżej.
Te lata, które nam zostały lepiej przeżyć maksymalnie radośnie i twórczo by nie być starym pierdaczem narzekającym na wszystko.

Jak to osiągnąć ?

W sumie to nie jest trudne.
Zacząć trzeba od powiedzenia sobie, ja już niczego nie muszę. Ja wyłącznie Mogę. Mogę jak chcę, ale nie bo muszę, zaopiekować się wnukiem czy wnuczką by młodzi gdzieś sobie poszli. Do kina, do dyskoteki. Mogę, ale nie jestem bezpłatną baby sitter, która będzie na każde zawołanie.

Mogę, ale nie muszę, spotkać się ze znajomymi, rodziną. Pod warunkiem, że to nie będzie obowiązek, ale wzajemna radość z bycia ze sobą.

Po drugie, ruszać się. Nie trzeba od razu biegać w maratonie, ale wystarczy szybki spacer przez godziną czy pół, ale konsekwentnie. By pobudzić endorfiny wprawiające nas w dobry nastrój.

Po trzecie zdrowo się odżywiać tzn. przestrzegać zbilansowanej diety, pasującej do naszych ewentualnych schorzeń. Nie katować się odmawianiem sobie drobnych, żywieniowych wyskoków: lodów, kawałka tortu orzechowego czy lampki wina. One też są dla pierdaczy byle były z umiarem stosowane.

Po czwarte, szukać kompromisu w pożyciu z partnerem/partnerką. Nie, że zawsze musi być „po mojemu”. Ustępowanie nie jest przejawem słabości, ale siły i – w tym przypadku- miłości.

Po piąte, robić sobie drobne frajdy ożywiające monotonię emerytury. Wyskok na Sycylię, jeśli nas stać, lub krajobrazowa wycieczka rowerem. Bo podróż zaczyna się już za naszym progiem i nie zawsze cel się liczy, ale sama droga.

I po szóste. Nie narzekać, że tu mnie strzyka. Tam boli. Ten lekarz to palant, a tamten arogant. Bo emerytura za mała, a sąsiad ma większą. Że, generalnie, życie na starość jest do dupy. A wszyscy młodzi są aroganccy i bezczelni. W takim momencie, kiedy przyjdzie nam ochota na narzekanie, warto pomyśleć, jak postrzegać mogą nas inni.

 

Koniec tych rad. Żyjcie tak by mieć frajdę z życia. Emerytura, starość to nie koniec życia, to jego najfajniejszy okres bo już nic nie musimy, ale jedynie możemy. Powodzenia.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl