Szef MSZ Ukrainy „Przypomniał, że >>w najciemniejszej godzinie<<, w 2022 r., Polska jako pierwsza wyciągnęła pomocną dłoń do Ukrainy. Ukraina głęboko to docenia i zawsze będzie za to głęboko wdzięczna, więc pozostaje otwarta na równy i uczciwy dialog.”

Uczciwy dialog:

Tak, polskie oddziały partyzanckie (AK, BCh) w ramach akcji odwetowych dopuszczały się zbrodni na cywilnej ludności ukraińskiej, choć główną przyczyną eskalacji przemocy było ludobójstwo planowane przez OUN-UPA.

W odwetach za rzezie dokonywane przez UPA, ginęli nie tylko bojownicy ukraińskiego podziemia, ale również często niewinni cywile, w tym kobiety, starcy i dzieci.

Choć nie był to odgórnie zaplanowany proces ludobójczy, akcje te są zbrodniami wojennymi i doprowadziły do śmierci od kilku do kilkunastu tysięcy ukraińskich cywilów.

Ponadto Akcja „Wisła”, chociaż zorganizowana przez komunistów, opierała się na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej, co oznacza, że represje dotknęły w ogromnej mierze ludność cywilną, która nie była zaangażowana w działania zbrojne.

Choć liczba bezpośrednio zamordowanych cywilów nie jest tak „spektakularna” jak w przypadku Wołynia, należy pamiętać o ogromnej skali wysiedleń (ponad 140 tysięcy osób), które doprowadziły do zniszczenia struktury społecznej, religijnej i kulturowej mniejszości ukraińskiej i łemkowskiej w Polsce.

Nie zapominamy też też, że:

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, państwo polskie prowadziło politykę, która była polityką dyskryminacji:

1. Pacyfikacje (1930) – brutalna operacja policyjno-wojskowa wymierzona w ukraińskie wsie na terenie Galicji Wschodniej w odpowiedzi na akty sabotażu dokonywane przez UWO (Ukraińską Organizację Wojskową). Pacyfikacje wiązały się z niszczeniem mienia, biciem ludności i zamykaniem ukraińskich instytucji oświatowych.

2. Akcja rewindykacyjno-rewindykacyjna (1938): Niszczenie cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i południowym Podlasiu. Działania te, często przymusowe, były odbierane jako zamach na tożsamość religijną i narodową Ukraińców (próba przymusowej polonizacji i konwersji na katolicyzm).

3. Polityka osadnictwa wojskowego: Nadawanie ziemi polskim weteranom wojennym na terenach wschodnich było postrzegane przez ukraińską ludność wiejską jako próba zmiany struktury własnościowej i etnicznej na niekorzyść Ukraińców.

Tyle. Przepraszamy. Prosimy o wybaczenie. Nigdy nie byliśmy z tego dumni w wolnej Polsce.

Teraz Wy chłopaki o dziewczyny z Ukrainy:

Tak w latach 1943–1945 z rąk OUN-UPA oraz wspierającej ich części ludności ukraińskiej zginęło łącznie około 100 tysięcy Polaków.

Była to zaplanowana akcja eksterminacyjna. Użycie prymitywnych narzędzi i okrucieństwo nie wynikały z braku broni palnej, lecz z ideologicznego założenia, że śmierć musi być tak straszna, aby pozostała przy życiu polska ludność w panice opuściła te tereny, a pamięć o niej została wymazana.

Oprócz osób zamordowanych, ok. 450 tysięcy Polaków zostało zmuszonych do ucieczki z Wołynia i Galicji Wschodniej w głąb Polski centralnej.

Przepraszacie? Prosicie o wybaczenie?

Czy raczej jesteście z tego dumni w wolnej Ukrainie, skoro nadajecie waszym ulicom i placom imiona ludzi odpowiedzialnych za tę zbrodnię i stawiacie im pomniki?

Po cholerę nam kolejna „komisja historyków”? Po cholerę nam ściemniacie, że „doceniacie i jesteście głęboko wdzięczni”, że Polska jako pierwsza wyciągnęła do Was pomocną dłoń, skoro jednocześnie robicie wrzutki typu nadanie imienia „Bohaterów UPA” jednostce wojskowej, czy odsłonięcie w tego roku w Botyniu (Boćwinie)krzyża upamiętniającego „Oczeretenkę”?

Jego oddział był częścią struktur UPA-Północ, która pod bezpośrednim dowództwem Dmytra Klaczkiwskiego („Kłym Sawur”) przeprowadzała zorganizowaną akcję eksterminacyjną ludności polskiej.

Czy Wy o tym w ogóle wiecie? Czy nie chcecie wiedzieć?

Dziś rozmawiałem z Natalią. Natalia jest z Ukrainy. Tam skończyła szkoly. Nie ma uprzedzeń do Polaków. Pamiętam, jak w 2022 r. powiedziała mi, że Ukraińcy nie zrobiliby dla nas tego, co my dla nich, gdyby sytuacja była odwrotna. Jej pradziadek został zamordowany przez UPA w brutalny sposób. Natalia powiedziała mi, że…. wtedy na Wołyniu zginęła połowa Polaków i połowa Ukraińców. Natalia nie rozumie o co tak cała awantura.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Ja wiem, że są ukraińscy konserwatyści, nacjonaliści. Być może władze ukraińskie kierują się teraz idealistyczną polityką „wszystkie ręce na pokład”.

Jednak zdają się przy tym nie dostrzegać jak skomplikowane, brutalne i często niebezpieczne jest otoczenie międzynarodowe.

Ten ich „idealizm” zderza się z twardą polityką zagraniczną: Kijów zmaga się z poważnymi napięciami dyplomatycznymi, które mają charakter wielowymiarowy – od historycznych, przez gospodarcze, po polityczne.

Poza problemami z Polską z takimi na ten przykład Węgrami relacje są napięte głównie z powodów gospodarczych i energetycznych (spór o tranzyt ropy przez Ukrainę oraz kwestie finansowe w ramach UE). Węgry oskarżają Ukrainę o szantaż, a Ukraina Węgry o nielojalność wobec unijnych ustaleń. Historycznie napięcia te podsyca również sytuacja mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu.

A tu znowuż taka Praga (a konkretnie rząd premiera Andreja Babisza) odmawia przekazania Ukrainie sprzętu wojskowego (np. samolotów L-159), powołując się na własne potrzeby obronne.

Ukraińcy zdają się nie rozumieć, że dla państwa znajdującego się w stanie wojny, otwarcie lub zaostrzenie frontów dyplomatycznych z sąsiadami niesie ze sobą konkretne zagrożenia.

Ukraina potrzebuje jednomyślności państw członkowskich w kwestiach finansowych i procesów akcesyjnych. Napięcia z Polską, Węgrami czy Czechami mogą być wykorzystywane do blokowania kluczowych decyzji (np. pożyczek dla Kijowa). Pomoc dla Ukrainy może stać się przedmiotem skomplikowanych gier między państwami, co będzie opóźniać działania na jej rzecz.

Światowe media (CNN, New York Times) coraz częściej komentują spory historyczne Ukrainy, co stawia Kijów w defensywie. Narracja o „heroicznej walce o wolność” zderza się z krytyką upamiętniania kontrowersyjnych postaci historycznych (mówiąc wprost: morderców), co daje amunicję propagandzie przedstawiającej władze Ukrainy w negatywnym świetle.

Pogorszenie relacji politycznych przekłada się na realne ryzyko utrudnień na granicach, co przy obecnych wyzwaniach w transporcie surowców energetycznych jest dla Ukrainy bardzo kosztowne. A przecież rządy Tuska nie będą trwały nie tylko wiecznie, ale jest prawdopodobieństwo, całkiem niemałe, że skończą się już w przyszłym roku. I może się okazać, że tacy politycy w Polsce jak Mentzen, Bosak i Braun mają znacznie więcej do powiedzenia na temat stosunków z Ukrainą niż teraz. Czy ekipa w Kijowie nie strzela sobie czasami w kolano?

Ukraina potrzebuje silnego bloku państw Europy Środkowo-Wschodniej jako sojuszników wewnątrz Unii Europejskiej. Konflikty z sąsiadami osłabiają tę wspólnotę interesów i mogą prowadzić do „zmęczenia Ukrainą” wśród partnerów, którzy do tej pory byli jej najgorętszymi orędownikami.

Ukraina stoi także przed wyzwaniem znalezienia balansu między budowaniem własnej tożsamości narodowej (która obecnie opiera się na kulcie UPA jako symbolu walki z totalitaryzmami) a potrzebą utrzymania jedności sojuszniczej. Jeśli Kijów nie wykona gestów deeskalacyjnych – zwłaszcza wobec Polski – ryzykuje utratę strategicznego partnera w momencie, gdy jest on najbardziej potrzebny dla jej stabilności i przyszłości w strukturach europejskich.

Dzisiejsza wizyta Sybihy w Warszawie nie zapowiada przełomu; służy głównie „wyciszeniu” nastrojów w Polsce przed zbliżającą się rocznicą rzezi wołyńskiej (11 lipca). Jest to raczej odłożenie trudnych tematów w czasie, aby uniknąć dalszych eskalacji (jak np. kolejne odebrania odznaczeń czy protesty). Dlatego trudno uwierzyć, że celem tej wizyty jest szczera chęć pojednania.

Dla Kijowa ustępstwa w kwestiach historycznych (np. w sprawie UPA) są niezwykle kosztowne politycznie, zwłaszcza gdy tożsamość narodowa budowana jest na kulcie walki o niepodległość. Powołanie „komisji historyków” to sposób na „zamrożenie” problemu w biurokratycznych ramach, bez konieczności podejmowania realnych decyzji.

Brak deklaracji o zmianie polityki historycznej (np. w kwestii nazw jednostek wojskowych czy ekshumacji) sprawia, że propozycje te wyglądają na pusty gest.

Szkoda!

Jeśli spór o historię nie zostanie „zarządzony” w sposób odpowiedzialny przez elity, radykałowie będą naturalnymi beneficjentami tego konfliktu, wykorzystując emocje ludzi do budowania własnego kapitału politycznego, co w dłuższej perspektywie może trwale osłabić stabilność całego regionu.

Czytaj więcej.

Fot. Gov.pl