Polacy są przyzwyczajeni do powtarzania pewnego ekonomicznego przesądu, który sprowadza się do tego, że wzrost gospodarczy w Polsce opiera się na niskich wynagrodzeniach i byciu dostawcą wielkich tego świata.
Rzeczywiście, dwadzieścia lat temu, taki pogląd był uprawniony. Jak rzecz wygląda dzisiaj?
W ciągu ostatniej dekady w UE mówiło się o dwóch liderach wzrostu, Hiszpanii oraz Polsce. Hiszpania jest krajem bardziej ludnym, o wyższym PKB per capita, przy prostym, mechanicznym porównaniu, możemy uchodzić za słabeusza. Co więcej Hiszpania jest też jednocześnie wśród liderów demograficznych Europy, na pierwszy rzut oka sukces bijący po oczach.
Wzrosty średnie PKB w ostatniej dekadzie to 2.1 %, co jest najlepszym wynikiem w strefie Euro oraz średniorocznym wzroście populacji, na poziomie 1%. Gospodarczy i społeczny cud?
Polska i Hiszpania prezentują zupełnie odmienne modele, Hiszpania twardo stawiając na gospodarkę i ekstensywnym rozwoju, zwiększa ilość pracujących w gospodarce poprzez import rąk do pracy, a imigranci lokowani są w sferach o najniższej wartości dodanej, głównie turystyce i usługach z nią związanych oraz rolnictwie.
Powoduje to parcie pracodawców na jak najniższe wynagrodzenia, imigranci stanowią bezpośrednią konkurencję dla młodych, niewykwalifikowanych Hiszpanów. Oczywiście trzeba tutaj oddać sprawiedliwość socjalistom, że w zakresie pracy młodych odnieśli sukces zbijając wskaźnik bezrobocia o połowę do poziomu 26% poprzez wymuszenie zawierania trwalszych umów o pracę (wcześniej dominowały umowy krótkotrwałe). Nie mniej jednak połowa 30-latków mieszka z rodzicami lub dziadkami, gdyż presja imigrantów oraz turystów (długotrwały i krótkotrwały wynajem) na dostępność lokali mieszkalnych wypycha samych Hiszpanów z rynku mieszkaniowego.
Podsumowując bezrobocie wśród młodych, mimo drastycznego spadku jest ogromne, ci którzy opuścili Hiszpanię w czasie kryzysu zadłużeniowego rzadko wracają do ojczyzny.
Wzrost oparty na niskiej produktywności (w Polsce w ostatniej dekadzie wystąpił wzrost o 35 pkt – jesteśmy jednym z liderów), demografia równie zła co w Polsce, koszty życia rosnące szybciej niż w Polsce przy stojących w miejscu wynagrodzeniach.
Jedynym, realnym czynnikiem wzrostu gospodarczego był import setek tysięcy imigrantów rocznie, to ich ręce w dużej mierze zajmowały blisko 100 milionami turystów rocznie, ale wartość dodana w gospodarce jest w stagnacji. Można oczekiwać, że możliwości przyjęcia turystów jeszcze nieco wzrosną, ale te możliwości się właśnie kończą. Perspektywy młodego pokolenia wyglądają katastrofalnie, co więcej osoby majętne dopadły ostatnio nowe podatki płacone nawet w wymiarze 3.5% wartości posiadanego majątku (Hiszpania i Norwegia, jako pierwsze wdrożyły pomysły Brukseli w tym zakresie, jak się nietrudno domyśleć, spowodowało to ucieczkę z kraju osób lepiej uposażonych).
Czy nasze elity polityczne wyciągną wnioski? Chyba, przy tym poziomie skłócenia i rozemocjonowana będzie o to trudno. A nasz wzrost gospodarczy też ma swoje granice, demografia dosyć brutalnie da o sobie znać, gdyż proces wzrostu ilości emerytów przy jednoczesnym spadku wchodzących na rynek pracy już się zaczął.
Imigranci mogą pomóc podtrzymać wzrost o charakterze intensywnym lub dać dobre samopoczucie i zniszczyć perspektywy na później jak w Hiszpanii. Jakie będą wybory naszych elit?
Warto w tym miejscu sobie uświadomić, że Hiszpania daje też 2 inne, katastrofalne lekcje, Hodowla została absolutnie zdominowana przez chiński koncern Smithfield Foods, u nas już widać, też objawy tego procesu. Co więcej w Hiszpanii ucieczka młodych kobiet do miast, połączona z zanikiem rolnictwa (poza korporacjami) oraz usług i miejsc pracy, spowodowała wyludnienie prowincji, to głównie młodzi mężczyźni i imigranci pracują u Chińczyków.
W Polsce mamy coraz więcej gmin, gdzie ilość mieszkańców spadła poniżej 3 tysięcy, utrzymanie się ich w perspektywie przyszłych dekad jest niemożliwe. Proces wyludnienia wsi już jest zaawansowany, to nie jest jeszcze stadium hiszpańskie, ale likwidacja polskich gospodarstw, jaką możemy, na razie w niedużej skali obserwować, również powinna wymuszać zmiany wyprzedzające, bez nich, za dekadę, dominacja chińska w rolnictwie i zmiany ludnościowe będą przypominać hiszpańskie.
Autor: Krzysztof Jaroszuk
Zostaw komentarz