Podobno decyzją nowych władz telewizji Tomasz Wolny nie będzie prowadził  koncertu  poświęconego 80 rocznicy Powstania Warszawskiego. Czego to reżim Tuska jeszcze nie spaskudził? Chcą łapserdaki,  albo obrzydzić samą ideę  czczenia wielkiego zrywu Polaków przeciwko Niemcom, bo niby dokąd jeszcze mamy  protektorom i żyrantom PO, wypominać zburzenie  stolicy, wymordowanie  setek  tysięcy  cywilnej ludności, albo  w odruchu odwetu… strzelili sobie, jak to  się mówi w stopę?  Rodzice żony przez całe Powstanie,  przebywali w swoim przedwojennym  mieszkaniu w Warszawie przy ulicy Hożej. Dzisiaj próbuję sobie wyobrazić  ich sytuację. Traumy, które były udziałem  zwykłych cywili. Teść był w tym czasie dobrze już pod sześćdziesiątkę, więc  mobilizacji powstańczej nie podlegał. Siedzieli, jak to wspominała matka żony cały czas w domu, zdani na  informacje  z  zagranicznego radia i powstańczy gazetek. Za podejrzenie  posiadania radia, teść, zapalonego  radioamatora  wcześniej  Niemcy zamknęli na Pawiaku i nie wiadomo co by z nim zrobili, żeby nie teściowa, która go od Niemców wykupiła za 10 tys. dolarów, które należałoby również  im doliczyć do rachunku , wystawionego przez PIS. No więc dzień po dniu, tydzień po tygodniu walk, oni w tym domu, potem już  w piwnicy tego domu przy Hożej, którego już nie ma – siedzieli w …oczekiwaniu wszystkiego, co najgorsze. Po kapitulacji Powstania pędzono ich wraz z  pozostałymi przy życiu z tej hekatomby Warszawiakami do  obozu koncentracyjnego w Prószkowie. Udało się im jednak  po drodze uciec  i schronili się w Podkowie Leśnej, w której ojciec teściowej    był  współwłaścicielem wilii.  Warszawę, jak powszechnie  wiadomo Niemcy prawie do cna, zburzyli, jednak zaraz po jej  wyzwoleniu w styczniu 1945 r. teściowa przeprawiła się  do niej łodzią. I w gruzach  owej kamienicy przy ulicy Hożej odkopała, schowane wcześniej  cenniejsze przedmioty. W tym komplet na 6 osób srebrnych sztućców, które w 1968 r. żona otrzymała  w posagu. Są to niewątpliwie  autentyczne artefakty  z Powstania, które  traktujemy z  należytym szacunkiem, nakrywając  nimi stół  przy  świątecznych okazjach. Stanowiły one, te sztućce uratowane z Powstania także, jakby to określić fachowo – lewar, wspierający nas  w trudnych czasach, świadomością o ich nie tylko sentymentalnej wartości, że jak przyjdzie czarna godzina,  zawsze można  je sprzedać. Za komuny godziny były na szczęście   szare, czarnej nie doświadczyli, mimo zwolnienia mnie z pracy w szpitalu psychiatrycznym. Ocalałe  z Powstania   sztućce przetrwały wraz z dziełem  bardzo popularnego  przed wojną malarza  Karola Biskiego, obrazu, wyciętego z ram i schowanego, także  przy ulicy Hożej w Warszawie,  stanowiącego ozdobę salonu rodziców żony, którym, jako równie autentycznym artefaktem z Powstania, ten tekst ilustruję.