W normalnym kraju, gdy wybucha skandal z publicznymi pieniędzmi, władza tłumaczy się przed obywatelami. W Polsce – władza tłumaczy obywatelom, że to oni są problemem.

Ministra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, odpowiedzialna za fundusze unijne, obarczyła winą za aferę KPO… internautów. Bo to przecież my – ci od klawiatury – wyciągnęliśmy „cząstkowe dane z kontekstu” i rozpętaliśmy „twitterowe lincze”.

I co takiego zrobiliśmy?

Weszliśmy na jawne listy beneficjentów, zobaczyliśmy jachty, luksusowe meble, wirtualne strzelnice, sauny, a obok nazwisk beneficjentów – znajome twarze z kampanii Donalda Tuska, sponsorów, darczyńców i ludzi z politycznego zaplecza. Dostali też ci, którzy ideologicznie są blisko, a nawet i ci, którzy publicznie deklarowali „niezależność”. Bo przecież w tej Polsce niezależność kończy się tam, gdzie zaczyna się przelew z KPO.

Na to wszystko minister sprawiedliwości Waldemar Żurek macha ręką: „To zupełnie drobiazg”. Handel firmami pod dotacje? Promil. Powiązania polityczne? Normalka. Jakby chciał powiedzieć: „Spokojnie, w takich wielkich projektach zawsze znajdzie się trochę brudu”. Tyle że – jak to w życiu – kiedy znajdziesz muchę w zupie, nie cieszysz się, że to tylko jedna mucha.

A teraz spójrzmy szerzej: jeśli w KPO tak wygląda „drobiazg”, to co się dzieje w innych sferach – na przykład w kulturze, gdzie dotacje można przyznawać pod hasłem „promowania wartości europejskich”? Ile scen i festiwali stanie się „prywatnym teatrem” tych, którzy są blisko władzy? Ile muzeów dostanie nowego dyrektora, bo „tak będzie łatwiej z dotacjami”?

Władza właśnie pokazała, że problemem nie jest rozdawanie pieniędzy swoim – problemem jest to, że ktoś to zauważył. To trochę jak w tym żarcie o złodzieju: „Nie złapałbym cię za rękę, gdybyś nie patrzył”.

W tym rządzie to my jesteśmy winni, że patrzymy, a oni – biedni – muszą się tłumaczyć.

Mój apel jest prosty: jawność to nie dekoracja do folderów wyborczych. Jeśli obywatele nie mają prawa patrzeć na ręce władzy, to znaczy, że władza już dawno przestała być nasza. A każda złotówka, która wpadła w nie te kieszenie, musi zostać odzyskana. Bo jeśli dziś odpuścimy „drobiazg” w KPO, jutro ktoś w kulturze, edukacji czy zdrowiu powie nam to samo: „To tylko promil”.

Foto: Gov.pl