Też chciałbym dorzucić parę groszy do słynnego „koncertu”, „zamieszek”, „banderowskich flag” itp.

Jeżeli ktoś chciałby przestudiować, czym jest „moralna panika” (pojęcie socjologiczne) oraz „g**burza” (pojęcie publicystyczne) na bieżących przykładach z życia, to mamy podręcznikowy przypadek.

W ciągu kilku godzin z sytuacji, w której relatywnie NIC TAKIEGO się nie wydarzyło, powstał apokaliptyczny obraz i pojawił się temat, na który w „moralnym odruchu” potępienia wypowiedział się każdy, kto tylko mógł.

Otóż podniecona część fanów białoruskiego rapera Maksa Korża wdarła się na płytę Stadionu Narodowego i trochę poszarpała się z ochroną. To nowość? W 1966 r. doszło do starć z milicją pod Salą Kongresową przed koncertem Rolling Stones. W 1969 r. na koncercie The Doors w Atenach wybuchły zamieszki. Nawet koncerty ugładzonych The Beatles wyglądały jak dom wariatów za sprawą histerycznych fanek. Pamiętam, że na koncertach na warszawskiej Agrykoli w latach 90. na koncertach lały się całe bandy punków i skinów i musiała ich rozdzielać opancerzona prewencja.

Tym razem skończyło się na przeskoczeniu barierek. Stadion nie został zdewastowany, żadne zamieszki nie przeniosły się na ulice.

Oczywiście warto też zrozumieć kontekst. Wschodnia młodzież jest — jak na obecne standardy polskiej młodzieży — znacznie bardziej spontaniczna, anarchiczna i skora do przekraczania norm. W Polsce, w wyniku dekad pokoju i względnego dobrobytu, nasi młodzi ludzie po prostu zdziadzieli i zgrzecznieli, za wyjątkiem może fanów klubów piłki nożnej.

Jedyna rzecz, do której można by się przyczepić, to flaga Prawego Sektora w kolorach UPA, którą wniósł jeden człowiek na 60 tys. widzów. I jedna z symbolem Azowa — powiedzmy, faszyzującej ukraińskiej formacji, ale absolutnie pozytywnie (wg oficjalnych deklaracji) nastawionej do Polski i Polaków. Od razu zostało to wyłuskane przez „zainteresowanych”. Na zamieszczonych w sieci filmikach widać, że „ktoś” zrobił specjalne zbliżenie na te flagi (czy było zrobione przez operatora, czy montażystę — nie wiem). Ten obrazek został zmultiplikowany w tysiącach egzemplarzy. A sprawca zamieszania już zdążył przeprosić Polaków.

Dzień wcześniej doszło także do kolejnego „apokaliptycznego” — według naszego komentariatu — wydarzenia. Około 1,5 tys. fanów Maksa Korża zebrało się na warszawskiej Woli, odpaliło race, pośpiewało i zostało rozgonionych przez policję. Uwaga doszło do “strasznej dewastacji” – pozostawili oni na ławkach i chodnikach puszki i butelki po alkoholu. Ogólnie zatrzymano ponad 100 osób, przy czym za takie “zbrodnie” jak konsumpcję alkoholu czy posiadanie narkotyków.

Czym te sytuacje różnią się od przyjazdu tysięcy fanów piłki nożnej podczas rozmaitych rozgrywek? Zawsze ktoś się popije, ktoś poawanturuje i pobije. Dyskusja nad tym trwa dosłownie chwilę. Ale tym razem nasza opinia publiczna dostała jakiegoś tajemniczego p***lca. A właściwie zupełnie nietajemniczego. Wszystkie te incydenty zostały rozdmuchane do niebotycznych rozmiarów.

To przede wszystkim potężny sukces wszelakich „jawnych, niejawnych i dwupłciowych” trollowni. Część z nich związana jest z ugrupowaniami prawicowymi, które na antyukrainizmie budują sobie wyborczą bazę. Reszta to „pomocna dłoń” z Moskwy, która skłóca nas z Ukraińcami, Białorusinami itd.

Te „największe zamieszki” na stadionie dokumentuje kręcony w kółko, na setkach profili i w telewizji, jeden filmik pokazujący wdarcie się na płytę. Reszta nagrań to rozmaite tańce i pogo fanów przed sceną, które chyba przeraziły Polaków swoją spontanicznością. Według moich informacji od dwóch osób, które były na koncercie, trwało to chwilę. A różnym harcom sprzyjało dwugodzinne opóźnienie, wywołane wyjątkowo drobiazgowym sprawdzaniem wchodzących. Potem koncert odbył się bez jakichkolwiek incydentów. I wszyscy rozeszli się w spokoju.

Naturalnie, może i zasadne były argumenty, że część z tych ludzi to młodzi Ukraińcy, którzy powinni wyżywać się nie na koncertach, ale w obronie kraju. Tylko akurat wygłaszanie takich argumentów w Polsce jest dość kuriozalne. Mówimy bowiem o kraju, w którym według kwietniowego sondażu SE, 35 procent badanych zapowiada, że go opuści po rozpoczęciu wojny.

Zresztą nie jest tak, że Polakom potrzebni są Ukraińcy, żeby mieć się na kim wyżyć. Przecież niedawno doszło do innej g**burzy o supermarket Dino w Wilanowie (czy raczej na Zawadach). Grupa kilkuset mieszkańców napisała petycję w obawie przed hałasem i korkami — czyli standardowy zestaw obaw każdego Polaka. Kilku anonimowo skrytykowało też wygląd nowego obiektu. Fakt, stodoły Dino są wyjątkowo okropne. Kiedyś byłaby to informacja co najwyżej dla jakiegoś „Głosu Wilanowa”, dziś do akcji wkraczają posłowie. Patryk Jaki zdążył już odmówić im polskości i wybierania „niemieckiego” Lidla itd.

Niech więc ci wszyscy, którzy tak grają tematem powrotu do mitycznej monoetniczności Polski, nie myślą, że po wyjeździe Ukraińców i Białorusinów zacznie się złota era. Wtedy dopiero skoczymy sobie do gardeł.

Tekst pierwotnie został opublikowany na prywatnym profilu Jakuba Biernata na Facebook’u.

Autor:  Jakub Biernat Dziennikarz Belsat.pl