Mało znana historia Józefa Zajdy ps. „Ojciec”, „Stary” dowódcy Narodowej Organizacji Bojowej. Żołnierza konspiracji niepodległościowej na terenie Białki koło Makowa Podhalańskiego.

Jego losy od urodzin w 1909 r. Aż do śmierci w 1971 r. Spora część to czasy odrodzenia się NOB w 1950 roku. Wykaz członków organizacji, osób współpracujących, miejsce obozowania oddziału. Wykaz przeprowadzonych akcji, ilość uzbrojenia. Dalsza część to czasy po 1950 roku, samodzielne ukrywanie się Zajdy, więzienie i czasy po odzyskaniu wolności.
Niniejsze opracowanie nie ma charakteru naukowego. Jest wynikiem moich osobistych poszukiwań i chęci przybliżenia losów ojca – Józefa Zajdy ps. „Ojciec”, „Stary”. Prawie wszystkie zawarte w nim informacje zostały oparte na dokumentach archiwalnych, przede wszystkim aktach uzyskanych z Instytutu Pamięci Narodowej, niewielka część to wspomnienia ludzi którzy pamiętają Józefa Zajdę.

Józef Zajda ps. „Ojciec”, „Stary”
ur. 10 maja 1909 r. w Białce
Imiona rodziców Józef, Anna z domu Uczniak
zm. 8 lipca 1971 r
Początek moich poszukiwań.
Tata zmarł w 1971 roku, miałem wtedy sześć lat. W rodzinie bardzo mało mówiło się o jego działalności podczas okupacji i po 1945 roku. Komuniści bardzo dobrze wykonali swoje zadanie mieszając ludziom w głowach. Z Polaków którzy nie godzili się na ponowne zniewolenie – bohaterów, zrobili bandytów. Wiedziałem tylko, że był partyzantem, ukrywał się w lesie z ludźmi ze Śląska, dwukrotnie był w więzieniu, i był… dobrym człowiekiem.
W latach 80 ubiegłego wieku mój nie żyjący wujek Stanisław Małysa pożyczył mi od swojego znajomego książkę o partyzantach działających między innymi na naszym terenie. Było to “Świadectwo tamtym dniom” zagorzałego propagandysty pułkownika UB Stanisława Wałacha.
W książce było tylko, albo aż 10 stron poświęcone mojemu tacie ps. „Ojciec”, „Stary”. Traktowałem i nadal traktuję te 10 stron jako moją prywatną biblię. Nawet gdyby te 10 stron było w dziełach Lenina czy Marksa tak samo bym to czcił – w końcu było coś o moim „Ojcu”.
We wrześniu 2023 r. pod moim domem zepsuł się samochód mojego kuzyna Tadeusza Dyrcza i jego żony Zosi (głęboki ukłon w stronę Zosi). Dla nich pech a dla mnie Opatrzność Boska.
Jak się dowiedziałem mają oni kontakt z córkami Romana Jochemczyka, Marią Biesiadecką i Urszulą Przebierałą, który w latach pięćdziesiątych walczył o wolną Polskę na naszym terenie pod dowództwem mojego Ojca.
I tutaj zaczęła się lawina informacji, rozmów telefonicznych, spotkań.
Dzięki tym osobom poznałem między innymi działacza opozycji w latach 80 ubiegłego wieku, historyka, dziennikarza, publicystę, pisarza, „chodzącą encyklopedię” Michała Siwca – Cielebona.
Poznałem Rafała Dyrcza Naczelnika IPN w Wieliczce.
Poznałem profesora Józefa Brynkusa historyka i nauczyciela akademickiego doktora habilitowanego nauk humanistycznych, posła na Sejm VIII kadencji.
Poznałem wspaniałych ludzi ze stowarzyszenia Niezłomni Zorza, którzy kultywują pamięć o Janie Sałapatku ps. “Orzeł”.
I wiele innych ludzi, którym jestem bardzo wdzięczny za pomoc w odkrywaniu prawdy.
Z wiedzą, którą dotąd udało mi się zgromadzić, pragnę podzielić się z rodziną, bliskimi i przyjaciółmi. Wierzę, że moim moralnym obowiązkiem jest pielęgnowanie pamięci o naszych przodkach – ludziach niezłomnych, którzy z odwagą i determinacją stawiali opór zarówno hitlerowskiej jak i sowieckiej okupacji. To hołd, który IM się należy. To również zobowiązanie, które przyjąłem jako własne.
W pamięci szczególnie zapadły mi słowa dziś 85-letniego mojego kuzyna, Stanisława Zajdy, który ze łzami w oczach powiedział: „Może w końcu przestaną gadać, że Zajdy to byli bandyci.” Ten głos, prosty oddaje całą niesprawiedliwość, z jakim przez lata musieliśmy żyć.
Mam jednak świadomość, jak wiele jeszcze nie wiem. Może za kilka miesięcy, może za kilka lat, uda mi się dotrzeć do kolejnych źródeł, dokumentów, wspomnień – takich, które pozwolą nie tylko lepiej zrozumieć los „Starego”, „Ojca”, ale przede wszystkim pokazać Józefa Zajdę, jako zwykłego ojca, człowieka przedsiębiorczego i zaradnego , który mimo więzień, prześladowań i nieustannej inwigilacji, potrafił prowadzić działalność gospodarczą – która to również była pretekstem do aresztowania. Gdy Ubekom nie udało się znaleźć politycznych „haków” sięgnięto po inne fałszywe oskarżenia. Bo jak nie tak, to „za coś innego”. W tym wszystkim był jeszcze ktoś – małe dziecko. Ja. Wychowywany niemal wyłącznie przez Ojca, który wbrew wszystkiemu, znajdował w sobie siłę aby się mną opiekować, aż do własnej śmierci.
Działalność konspiracyjna
Józef Zajda po ukończeniu siódmej klasy szkoły powszechnej w 1923 r. pracował u swojego ojca na gospodarstwie rolnym.
W 1943 r. formalnie wstąpił do AK. Podczas okupacji trudnił się nielegalnym handlem, przeprowadzaniem osób przez granicę Rzesza – Generalne Gubernatorstwo , za co musiał się ukrywać przed władzą niemiecką – okupantem.
Ojciec, narażając życie, przeprowadził przez granicę wielu ludzi, wśród nich Ćwiękałe Stefana wraz z rodziną z Krzeszowa aż w okolice Kielc, Huberta Józefa z Śleszowic. Moja kuzynka Janina Bizoń, siostrzenica „Starego” wspomina, że mama jej opowiadała i pokazała zdjęcie żydowskiej rodziny którą „Stary” przeprowadzał przez granice. Niestety zdjęcie się zgubiło, a nazwisko zostało zapomniane.
To właśnie Ci ludzie którym pomagał podczas okupacji dawali mu schronienie po 1950 r.
Po zakończeniu II WŚ dalej pracował na gospodarstwie u swojego ojca. Po czym zakłada warsztat stolarski i uruchamia własny tartak. Zajmował się wyrobami z drewna, którymi handlował na okolicznych jarmarkach.
Dalej działał w podziemiu niepodległościowym. Był ściśle powiązany z oddziałem partyzanckim Błyskawica działającym na terenie ziemi makowskiej, pełniąc między innymi rolę łącznika.
Historyk Michał Siwiec-Cielebon określa rolę Józefa Zajdy w Błyskawicy jako kwatermistrza, człowieka od zadań związanych z szeroko rozumianym zaopatrzeniem.
W dniu 5 maja.1946 r. W Makowie Podhalańskim czteroosobowa grupa oddziału Błyskawica pod dowództwem porucznika Mieczysława Sobolewskiego ps. „Prut” wykonała wyrok śmierci na działaczu ludowym Szczepanie Fidelusie, który był posłem do Krajowej Rady Narodowej. Dokładnie akcie opisuje Andrzej Bryndza ps. „Borsuk” w swojej książce „Śladami zdarzeń sprzed pół wieku”.Po udanej akcji do Józefa Zajdy został przywieziony samochód marki Skoda którym poruszał się Fidelus, miał on być przechowany, przerejestrowany i zwrócony.
Warto przybliżyć postać Andrzeja Bryndzy
Porucznik W.P. Andrzej Bryndza ur. 22. 11.1924 zm. 29. 12. 2015 r. W 1946 roku żołnierz oddziału Błyskawica. Poznałem go w latach 90. Był ojczymem mojego szwagra. Niestety dopiero po opublikowaniu własnych wspomnień dowiedziałem się kim był, zacząłem się go dopytywać o „tamte lata – lata konspiracji”. Wspomniałem mu o moim ojcu, pamiętam wtedy powiedział: to ty jesteś synem Józefa Zajdy ps. „Stary”? Nie wiem kto bardziej był zaskoczony tym pytaniem ja czy on sam? Przez 20 lat spotykaliśmy się na uroczystościach rodzinnych. Mogłem mieć informacje z pierwszej ręki, mogłem… Jeszcze chwila i wiedzę będziemy czerpać tylko z opracowań historyków. Oby prawdziwą!
Nie wiadomo w jaki sposób czerwone pachołki dowiedziały się o tym zadaniu. I znów “Stary, “Ojciec” musiał się ukrywać, już nie przed Niemcami, ale przed sowieckimi sługusami. “Stary” ukrywał się między innymi “w lasach”, do stycznia 1949 r. w Skawicy u Wincentego Capka.
Na przełomie 1949 i 1950 roku do ukrywającego się „Starego” dołączył Stefan Pacyga
ps. „Stefek” – dwudziestojednoletni chłopak ze wsi Biała (obecnie Białka), bliski sąsiad „Starego”. „Stefek” otrzymał wezwanie do stawienia się w szeregach Ludowego Wojska Polskiego, lecz doskonale zdawał sobie sprawę, czym naprawdę jest to „wojsko”- podporządkowane i sterowane przez komunistów.
Narodowa Organizacja Bojowa (NOB)
Końcem kwietnia 1950 r. ze „Stefkiem” a później ze „Starym” skontaktował się Józef Lenik, człowiek mający rodzinę na Skawicy, zamieszkały na Śląsku. Którego koledzy Roman Jochemczyk i Augustyn Dolina za działalność antyludową byli poszukiwani przez UB-eckie organy ścigania.
Powodem kontaktu były trudne warunki do “zamelinowania się” chłopaków na Śląsku. Natomiast teren powiatu wadowickiego jest górzysty, porośnięty lasami, idealne miejsce do wykonywania zadań i ukrywania się.
Żeby zrozumieć jak powstał, a raczej odrodził się NOB na naszym terenie muszę napisać kilka słów o Romanie Jochemczyku.
W 1945 zaczął uczęszczać do Gimnazjum Ojców Franciszkanów w Nysie gdzie odbierał staranne wychowanie patriotyczne. Niewątpliwie jednak fundamenty pod jego niezłomną postawę zostały położone znacznie wcześniej – ogromny wpływ na kształtowanie jego charakteru wywarł stryj ksiądz Antoni Jochemczyk, żołnierz AK ps.”Odra”, kapelan NOW jeszcze z czasów okupacji Hitlerowskiej.
Z całą pewnością stryj opowiadał Romanowi Jochemczykowi o swojej działalności w podziemiu niepodległościowym, a on z kolei podzielił się tym ze „Starym”.
To tu właśnie za Górą Zabielską w lesie w szopie zbitej z desek a później w bunkrze odradza się Narodowa Organizacja Bojowa (NOB) której dowódcą jest Józef Zajda ps. „Stary”, „Ojciec”, a jego zastępcą Stefan Pacyga ps. „Stefek”. To tu powstaje pieczątka z orłem wycięta z gumy przez „Starego”. Wydarzenia te są opisane przez Romana Jochemczyka w jego życiorysie z 1994 r. i zeznaniach przed UB-ecią. IPN Ka 971/6/23
Narodowa Organizacja Bojowa – była antykomunistyczną organizacją niepodległościową, której celem było dokonywanie zamachów na funkcjonariuszy UB, MO, oficerów LWP, pozyskiwanie broni i amunicji, akcje ekspropriacyjne w spółdzielniach, co miało na celu osłabienie rządów komunistycznych i zdobycie środków na działalność niepodległościową.
„Stary” po zaznajomieniu Romana Jochemczyka i Augustyna Doliny z celami i zadaniami jakie stoją przed organizacją nadał im pseudonimy. Roman Jochemczyk ps. „Zbyszek” , Augustyn Dolina ps. „Leszek” Odbierając od nich uprzednio przyrzeczenie o odchowaniu bezwzględnej tajemnicy.
Już jako członek NOB-u Jochemczyk zniszczył dekoracje na cześć II Światowego Kongresu Obrońców Pokoju, który odbywał się w Warszawie: flagi z napisem „Pokój” przy szkole w Żarkach, wiszące na czerwonym płótnie portrety Bolesława Bieruta, Konstantego Rokossowskiego, czerwone flagi wiszące na szkole w Chełmku. Jochemczyk przyznał, że te dewastacje czynił z własnego przekonania, ale też na rozkaz swojego dowódcy z NOB-u Józefa Zajdy, który członkom organizacji nakazywał takie akty.
Pod koniec sierpnia 1950 r. NOB zasilona zostaje nowym członkiem Romanem Mruczkiem. Po otrzymaniu przyrzeczenia o dochowaniu tajemnicy zostaje formalnym jej członkiem o ps. „Piotrek” W tym samym czasie wstępuje do NOB Grzechynka Stanisław ps. „Staszek”.
W ostatnich dniach września 1950 r. do organizacji wstępuje Jadwiga Teuerle ps “Ewa”. Jej zadaniem jest utrzymywanie czystości w bunkrze, gotowanie posiłków, pranie i cerowanie bielizny. Już w kwietniu 1950 r. będąc zatrudniona na kopalni „Wesoła” w charakterze maszynistki sporządzała na maszynie do pisania upomnienia, które skierowane były do „postępowych działaczy komunistycznych” jak sama zeznała na polecenie swojego narzeczonego Augustyna Doliny.
W dniu 15 października do bunkra – siedziby NOB przybyli Lenik Józef z nowo zwerbowanymi członkami. Mosler Henryk, Mosler Józef, Stolarz Kazimierz, Kaszyca Henryk. Po ich przybyciu „Stary” uprzedził wymienionych o zachowaniu bezwzględnej tajemnicy oraz posłuszeństwie. Po czym nadał im pseudonimy. Lenik Józef ps. „Józek”, Mosler Henryk ps. „Brand”, Mosler Józef ps. „Gigant”, Stolarz Kazimierz ps. „Kazek”, Kaszyca Henryk ps. „Dzonson”.
Kaszyca Henryk po trzech dniach pobytu w bunkrze głosił się do „Starego” prosząc go o zwolnienie z organizacji, prośbę swą umotywował z jednej strony chorobą płuc, z drugiej strony trudnymi warunkami bytowymi w lesie, oraz szkodliwym działaniem ostrego górskiego powietrza na stan jego zdrowia. „Stary” początkowo nie zgodził się na zwolnienie z oddziału, ale kiedy Kaszyca przyrzekł dochować tajemnicy, oraz gotowość dalszej współpracy z oddziałem zezwolił mu na powrót do domu.
Chyba najdokładniejszy opis bunkra za Górą Zabielską można przeczytać w zeznaniach Kaszycy Henryka: ” …Kryjówka ta mieściła się w korycie wyschniętej rzeki. Po przyjściu na miejsce zeszliśmy około 3 metrów w dół koryta i tam była dziura, otwór wysokości około 1 metra i 20 centymetrów, szeroka zaś była około pół metra. Obok tej dziury rosły świerki… sama kryjówka wyglądała w ten sposób, była ona w skale, długości i szerokości 2 metry 50 centymetrów, tak, że można sobie było klęknąć. U góry było zaszolowane deskami. Na podłodze mieli poukładane deski na których mieli porobione legowiska ze słomy, w rogu kryjówki stał piecyk żelazny, od którego rura wychodziła gdzieś do góry … W dniu tym widziałem była zrobiona półka na której leżały dwa pistolety. Jeden z magazynkiem rożkowym, a jeden K.B.K.” IPN Ka 03/288/2 str. 242.
Mając na uwadze, że ilość członków organizacji ciągle wzrasta wyłoniła się potrzeba zaopatrzenia nowo przybyłych członków w broń.
W tym celu 29 września 1950 r. „Stary”, „Stefek”, „Zbyszek” i „Leszek” udali się do Juszczyna do myśliwych Stasika Stanisława i Edwarda Gałuszkę rekwirując dwie dubeltówki.
Organizacja „posiadała” samochód marki Hudson, który był własnością Henryka Moslera (Henryk Mosler złota rączka, mechanik, elektryk. Człowiek, który chciał za pomocą dynama, kilkunastu metrów kabla i strumyka, który płynie opodal bunkra, zainstalować w kryjówce światło). Organizacja posiadała drukarkę ręczną oraz, co najważniejsze, własną pieczęć Narodowej Organizacji Bojowej.
Jak silny moralnie (patriotycznie) kręgosłup mieli członkowie NOB można przeczytać w ich zeznaniach przed UB. Również relacje zwykłych ludzi którzy byli świadkami przeprowadzanych akcji, podkreślały partyzantów jako ludzi z wartościami wolnej, niepodległej Polski.
W dniu 18 października 1950 r. na Spółdzielnie Samopomocy Chłopskiej w Śleszowicach, powiat Żywiecki została przeprowadzona akcja zaopatrzeniowa. Po zakończonej akcji zostało wystawione pokwitowanie z pieczątką NOB na wszystkie zarekwirowane towary. Jeden z członków NOB widząc wiszące na ścianie portrety Prezydenta Bieruta i Marszałka Rokossowskiego zapytał, a raczej stwierdził „a co oni tu robią” następnie rękojeścią pistoletu porozbijał portrety. W drzwiach już na odchodne powiedział „z Bogiem, widzimy się w nowej Polsce”. Już same pokwitowania świadczyły o sprzeciwie do systemu który zapanował w Polsce i niekiedy mające znamiona drwiny z niego np. po akcji w dniu 12 Października 1950 r. W Białce, powiecie wadowickim zostawili kwit z napisem „wykonujemy plan 6-letni na życzenie Stalina”. W innym zaś o treści „na rozkaz Batiuchy Spółdzielnie zabierają zuchy”.)
Organizacja NOB liczyła 13 członków:
Józef Zajda Dowódca ps. „Ojciec”, „Stary” ur. 10 maja 1909 r., zm. 8 lipca 1971 r.
Stefan Pacyga. Zastępca dowódcy ps. „Stefek” ur. 3 marca 1929 r. Zamordowany 22 października 1950 r.
Roman Jochemczyk ps. „Zbyszek” ur. 9 sierpnia 1931 r., zm. 20 maja 1998 r.
Augustyn Dolina ps. “Leszek”. ur. 28 maja 1931 r. Zamordowany 4 grudnia 1950 r.
Józef Lenik ur. 14.12.1929 r.
Józef Mosler ps. ”Gigant” ur. 1932 r. Zamordowany 22 października 1950 r.
Henryk Mosler ps.”Brand” ur. 1927 r., zm. 2013 r. Przydzielona funkcja: Szef bunkra.
Jadwiga Teuerle ps. “Ewa” ur. 30 marca 1933 r., zm. 26 lipca 1973 r. Podczas wstąpienia do NOB miała tylko 17 lat.
Kazimierz Stolarz ur. 22 października 1926 r. Zamordowany 22 października 1950 r.- jeszcze dziewięć dni wcześniej, to jest 13 października 1950 r. był przesłuchiwany przez UB w Katowicach w związku z poszukiwaniem Romana Jochemczyka. Pod przymusem podpisał zobowiązanie współpracy z UB pod ps. „Mały”. Od razu po wyjściu z urzędu uciekł w góry do „Starego”.
Henryk Kaszyca ps. ”Jonson” ur. 30 marca 1933 r.
Roman Mruczek ps. „Piotrek” ur. 25 grudnia 1929 r. W czerwcu 1946 r. został aresztowany za przynależność do Wolność i Niepodległość, skazany na karę więzienia 5 lat w zawieszeniu na 2 lata.
Stanisław Grzechynka ps. „Staszek” ur. 6 lipca 1927 r. Od grudnia 1951 r. agent na służbie UB ps. “Michał”. IPN Kr 009/3713 t.1-3. Nie wiedząc tak naprawdę kim jest, około 2010 r. podałem Grzechynce rękę, z myślą, że co nieco przybliży mi postać mojego ojca. Grzechynka ani raz nie popatrzył mi prosto w oczy. Wtedy był dla mnie bohaterem. Jan Marek ur. 23 kwietnia 1929 r. zm. 24 luty 2001 r. Nowe fakty rzucają zupełnie nowe światło na postać Jana Marka. Dotychczas był on postrzegany głównie jako informator współpracujący z Narodową Organizacją Bojową, którego rola ograniczała się do przekazywania wiadomości o obecności milicji, wojska czy Urzędu Bezpieczeństwa na wsi. Dzięki odnalezionemu donosowi z więzienia w Pszczynie, wyszły na jaw nowe informacje. Wnioski są takie, że Jan Marek nie musiał się ukrywać w lesie z kolegami, ponieważ nie był rozpracowywany, nie był ścigany ani poszukiwany przez organy UB. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że brał czynny udział w akcjach zaopatrzeniowych (aprowizacyjnych). Kluczowym odkryciem jest fakt, że u niego przechowywana była broń organizacji. Fakt, że komunistyczny aparat bezpieczeństwa nie posiadał żadnej wiedzy na temat jego realnej roli, zwłaszcza przechowywania uzbrojenia, dowodzi skuteczności i szczelności organizacji.
Osoby współpracujące z NOB z terenu Białka, Skawica:
Jan Dyrcz ur. 14 lutego 1927 r.
Stanisław Pacyga ur. 23 kwietnia 1928 r.
Stefania Pająk ur. 17 września 1909 r. Donos informatora „Jaskółka” z więzienia w Pszczynie:…Więzień Mruczek oświadczył… Dużo też zależy od Pająk Stefani bo w jej mieszkaniu dużo się działo. IPN ka 03/288/1 str.55.
Stanisław Pająk ur. 15 maja 1902 r. Od 13.12.1950 r. współpracownik UB o ps. Wicher. IPN Kr 07/3277/2 str. 309-310. Józef Dyrcz ur. 27 sierpnia 1920 r.
Ile osób z okolicznych wiosek było zaangażowanych trudno jest dzisiaj powiedzieć. Wymieniłem tylko współpracowników NOB którzy zostali zatrzymani przez UB i którzy zostali skazani przez sądy komunistyczne na karę więzienia. Na uwagę zasługuje donos z więzienia w Pszczynie z dnia 17 stycznia 1951 r. gdzie donosiciel o ps. „Jaskółka” informuje: „Więzień Mruczek oświadczył, że Zajda ma w Białce prawie, że wszystkich dobrze znajomych, którzy udzielali nie tylko jemu, ale i „bandzie” pomocy. Oświadczył, że wszystko co się odbywało jak: otrzymywanie listów pocztą, którą dostarczał listonosz do mieszkania Pająk Stefani. Całą łączność z wolnością łączyła Pająk Stefania. Listonosz który do niej przychodził również wiedział o działalności „bandy”, gdzie często z Zajdą rozmawiał i dawał mu pewne ostrzeżenia”. (Pisownia jak w oryginale).
Nie wątpliwie największą pomoc udzielali najbliżsi – rodzina, która musiała znosić częste UB-ckie „rewizje”, szykany i poniżania. Mój kuzyn Stanisław Zajda opowiadał, jak w domu rodzinnym u Wincentego, brata „Starego” UB potrafiło w dzień wigilijny zrobić „rewizję”, a raczej splądrować i niszczyć wszystko, co weszło im pod rękę, meble, piec, podłogę, łóżka, a przy tym nie oszczędzając małych dzieci. Takich „przeszukań” była niezliczona ilość.
Jeden z punktów planu jak postępować z rodziną i najbliższymi sporządzony w dniu 19.12.1951 r. zatwierdzony przez naczelnika wydziału III w Krakowie pułkownika Stanisława Wałacha.
Punkt 3. Po szczegółowym opracowaniu rodziny i kolegów ukrywającego się u tychże zastosować nękającą rewizje, ciągłe przesłuchanie, wzywając na posterunek MO w Makowie Podhalańskim. Ponadto w stosunku do poszczególnych członków rodziny i bliskich kolegów ukrywających się zastosować ciągłość meldowania się na posterunku MO w Makowie. IPN Kr 07/3177/2 (pisownia w oryginale). Tego typu punktów utrzymanych w tej formie tylko w tym planie jest siedem.
Organizacja posiadała następujące uzbrojenie:
4 automaty PM
5 karabinków KBK
4 rewolwery
2 dubeltówki myśliwskie
1 granat obronny
330 sztuk amunicji różnego rodzaju.
Organizacja NOB dokonała 17 akcji zaopatrzeniowo-akwizycyjnych w powiatach: żywieckim, wadowickim, pszczyńskim, chrzanowskim, myślenickim. Wykonano trzy akcje dozbrojeniowe na funkcjonariuszach MO i jedną akcję akwizycyjną na listonosza.
Tragedia na Przysłopiu i obława na bunkier
W październiku 1950 r. NOB postanowiła się dozbroić. W tym celu w dniu 13 października 1950 roku „Stary” udał się do Zawoi Przysłop, do myśliwych Władysława Spyrki i Albina Smyraka, w celu pozyskania naboi do dubeltówek. Spyrka wymówił się brakiem amunicji, natomiast Smyrak oświadczył, że obecnie żadnej nie posiada, lecz może udać się do Krakowa, aby ją zakupić. „Stary” zostawił Smyrakowi 1500 złotych i umówił się, że po odbiór amunicji przyjdzie 15 października.
Obydwaj myśliwi donieśli o „odwiedzinach” partyzantów na posterunki Milicji Obywatelskiej – Spyrka w Makowie Podhalańskim, a Smyrak w Zawoi (IPN Kr 07/3277/2, s. 181).
W domu Smyraka zorganizowano milicyjną zasadzkę. Po kilku dniach oczekiwania na partyzantów postanowiono ją jednak zlikwidować. Na miejscu pozostawiono jedynie dwóch milicjantów, którzy w najbliższym czasie również mieli opuścić chatę Smyraka.
„Stary” nie pojawił się na umówione spotkanie 15 października – zachowując ostrożność, odczekał jeszcze kilka dni. 22 października 1950 roku czterech członków NOB-u udało się po odbiór amunicji. Byli to:
Stefan Pacyga ps. „Stefek” – Znający adres Smyraka
Roman Jochemczyk ps. „Zbyszek” – na obstawie
Józef Mosler ps. „Gigant”
Kazimierz Stolarz ps. „Kazek”
Milicjanci, którzy ukryci byli w chacie Smyraka, zaczęli bez żadnego ostrzeżenia ostrzeliwać partyzantów, w wyniku czego Stefan Pacyga, Józef Mosler i Kazimierz Stolarz zostali bestialsko zamordowani. Milicjanci praktycznie strzelając na oślep, śmiertelnie postrzelili czteroletniego syna Smyraka. Na dodatek, jeden z milicjantów trafił swojego kompana w nogę. (Według zeznań Romana Jochemczyka, który był na obstawie ukryty za kopcem ziemniaków, to on postrzelił milicjanta.)
Jan Żurek z Zawoi, pasjonat historii Przysłopia i autor książki Przysłop z widokiem na historię, na stronie 41 przytacza wspomnienia Pani Genowefy Chowaniak, która opisuje czasy powojenne: …Pamiętam też partyzantów po wojnie. U nas też byli, dwóch starszych i jeden młody. Dwóch zginęło w obławie u Albina Smyraka, Jeden był chyba z Białki, bo pamiętam, jak pojechaliśmy kiedyś na Białkę kupować nogi do maszyny, to tamci ludzie mieli do nas pretensje, że chłopak od nich zginął na Przysłopiu… Chodzi tu o Stefana Pacygę ps. „Stefek”.
Z czasem pamięć zaciera szczegóły, więc trzeba to uporządkować „…dwóch starszych i jeden młody…”. Było na odwrót. Jeden starszy i dwóch młodych. Z pewnością chodzi tu o pierwszą wizytę u Smyraka w której brał udział Józef Zajda ps. „Stary” w 1950 r. roku miał 41 lat i dwóch jego młodych podwładnych (20-22 lata). „… Dwóch zginęło w obławie…” w obławie zginęło trzech partyzantów.
I jeszcze jedna historia opowiedziana przez ojca kolegi, myśliwego z Zawoi. Przeprowadził on rozmowę z drugim synem Albina Smyraka. Mężczyzna ten nie chętnie wspomina – zbyt wiele bólu wraca wraz ze wspomnieniami. Mówił, że każde słowo o donosicielstwie ojca budzi w nim na nowo nienawiść, a zarazem przywołuje tragedię, śmierć jego młodszego brata, będącą konsekwencją tamtych wydarzeń.
„Tata dostał krzyż (odznaczenie), a my ten krzyż po dziś dźwigamy na plecach”
Po 74 latach, wspólnie z Michałem Siwcem, zlokalizowaliśmy miejsce, w którym dokonała się ta tragedia.
Przy zamordowanych chłopakach znaleziono dokumenty, adresy, zapiski. Niestety ta nieostrożność umożliwiła UB-eci ich identyfikację. IPN Kr 075/42 t. 1 str. 150.
Od tego zdarzenia UB-ecja zorientowała się, że grupa pojawiająca się na terenie Śląska to ta sama grupa, która działa w powiecie wadowickim.
3 grudnia 1950 r. na terenie Śląska w bunkrze w miejscowości Imielin-Jazd o godzinie 6.30 doszło do aresztowań Romana Jochemczyka i Romana Mroczka co w konsekwencji doprowadziło do obławy na bunkier w lesie za Górą Zabielską w Białce.
Obława odbyła się 4 grudnia 1950 r. O godzinie 5.10 oddział UB przystąpił do obstawy miejsca w którym znajdował się bunkier. W Akcji brało udział PUBP Pszczyna i Wadowice wraz ze 100 osobową grupą żołnierzy KBW. W bunkrze przebywało 3 członków NOB: Józef Zajda ps. “Stary”, „Ojciec”, Augustyn Dolina ps. “Leszek” i Jadwiga Teuerle ps. “Ewa”.
“Stary” i “Leszek” wyszli z bunkra celem pozyskania drewna na opał. Idąc w ciemnościach usłyszeli od żołnierza obławy: “Stój, hasło”, “Stary” nie namyślając się zaświecił latarką elektryczną w kierunku skąd usłyszał głos i w tej samej chwili oddał strzał ze swojej broni jednocześnie zaczął uciekać, co uratowało mu życie. Niestety Augustyn Dolina ps. “Leszek” został śmiertelnie trafiony. Mój kuzyn Stanisław Zajda opowiadał mi, że pamięta UB-eków, którzy nieśli na deskach zastrzelonego Augustyna Doliny. Jak sam wspomina: zwłoki „Leszka” zostały wystawione na widok publiczny przy przydrożnej kapliczce.
W tym samym czasie, w bunkrze, samotnie pozostała najmłodsza z grupy, „Ewa”, zaledwie 17-letnia dziewczyna. Wiedząc, że została otoczona, chwyciła za broń. Niestety, w krytycznym momencie jej karabin zaciął się. Ten techniczny defekt przesądził o jej losie i uniemożliwił desperacką obronę. Jadwiga Teuerle została ujęta i natychmiast wrzucona w machinę komunistycznego terroru. Jako młoda dziewczyna, przeszła okrutne i nieludzkie przesłuchania prowadzone przez funkcjonariuszy UB, by ostatecznie trafić do stalinowskich kazamatów, gdzie czekało ją jeszcze gorsze piekło.
Można by się pokusić o gdybanie, co by było gdyby.
Już latem pięćdziesiątego „Stary” kilkakrotnie wspominał o chęci przyłączenia oddziału do Jana Sałapatka ps. „Orzeł”. Jak donosi agent Michał: Zajda osobiście kontaktował się z Sałapatkiem i jego podwładnym Majkrzakiem Józefem. IPN Kr 009/3713 t.1 str.61-64. Po październikowej zasadzce w Zawoi Przysłop, w której zginęło trzech członków NOB, Zajda chyba wyczuwał, że Ube-cia, podążając za śladem, w końcu dotrze do współpracowników i członków NOB.
Współpracownik NOB Jan Marek będąc w więzieniu w Pszczynie podczas rozmowy z Stanisławem Pająkiem został podsłuchany przez donosiciela o ps. Jaskółka, który pisze w donosie: Na tydzień przed obławą na bunkier za Górą Zabielską Zajda podjął decyzję o połączeniu się z Sałapatkiem i ma to zrobić na dniach.
Dlaczego tak się nie stało?
Sałapatek i Zajda dwa mocne charaktery, znali się jeszcze z czasów okupacji. Sałapatek był człowiekiem bardzo ostrożnym, w dobrym tego słowa znaczeniu. Był zdania, że skutecznie można się ukrywać tylko w małej grupie. Trzy, cztery osoby, co dawało szanse na skutecznie przeprowadzenie akcji i przetrwanie. Zajda tych ludzi miał trzynastu, jak sam Sałapatek stwierdza, „światowców”, Ślązaków, czyli ludzi nie naszych. IPN Kr 009/3713 t. 2 str. 73 (108). Być może to była przyczyna która stała na przeszkodzie w połączeniu sił. Trzeba jednak zaznaczyć, że w pięćdziesiątym pierwszym obydwaj Panowie byli często razem widywani.
Jak donosi informator Julian Wajdzik ps.”Stary” z Krzeszowa 8 Maja 1951 r. Zajda i Sałapatek oraz dwóch nieznanych osobników przybyli do Wajdzików celem „rozprawienia” się tw-sami. Podczas konfrontacji dużo młodszy Sałapatek doradza Zajdzie „Jeżeli zależy ci na ludziach to zostaw i chodź, gdyż na wszystko masz dość czasu”. Czy mieli tego czasu aż tyle?
Wracając do momentu obławy na bunkier i zastrzelenie Augustyna Doliny.
Z bardzo krótkiej notatki zapisanej w meldunku nr. 17 z dnia 30.12.1950 r. wynika, że UB-ecia jeszcze w tym samym miesiącu zorganizowała kolejną zasadzkę na „Starego” „z wynikiem negatywnym”. IPN Kr 07/3277/2 str. 181.
Po wydostaniu się z obław “Stary” ukrywał się u zaufanych ludzi. U ludzi, którym jeszcze kilka lat wcześniej pomagał podczas okupacji. Między innymi na terenie powiatu żywieckiego w Krzeszowie, w Śleszowicach, a w późniejszym okresie w Juszczynie (wieś sąsiadująca z Białką) w powiecie wadowickim u Firka Stanisława, Koska Stanisława i Anieli Stecównej.
Co szczególnie intryguje, wielu spośród ukrywających się niezłomnych znajdowało schronienie u swoich najbliższych, w rodzinnych domach, wśród krewnych, w miejscowościach z których pochodzili. Losy „Starego” potoczyły się zupełnie inaczej. Jego ścieżki wiodły przez niemal wszystkie okoliczne wsie, gdzie znajdował tymczasowe schronienie. Rodzinnej Biłki jednak konsekwentnie unikał, nie chcąc narażać swoich bliskich na represje.
Zdrada i mistyfikacja UB
31 grudnia 1951 r. został zwerbowany przez UB jako agent Stanisław Grzechynka ps. “Michał”, (pomocy UB w odnalezieniu ukrywającego się Grzechynki w Nysie udzielił jego brat Grzechynka Józef, późniejszy tw „Grzebień”) Celem „Michała” było odnalezienie ukrywającego się “Starego”. Prywatnie Grzechynka był szwagrem brata “Starego” – Wincentego. Stanisław Grzechynka jeszcze kilka miesięcy wcześniej kilkakrotnie brał udział w akcjach zaopatrzeniowo -akwizycyjnych oraz znosił z kolegami z NOB-u niedole ukrywania się w lesie.
Jak wynika z akt Grzechynka po odnalezieniu “Starego” w Juszczynie u Pani Anieli Stecównej na jednym ze spotkań z UB sam zaproponował “sprzątnięcie Starego”. Trudno pohamować emocje czytając w aktach UB taką deklarację!
Ubecja jednak miała inne plany.
Sam towarzysz pułkownik Stanisław Wałach stworzył scenariusz (być może wzorował się na operacji „CEZARY” UB-eckiej mistyfikacji, która działała w latach 1948-1952) który zakładał, że zostanie stworzona fikcyjna organizacja niepodległościowa podlegająca rządowi w Londynie, której zadaniem będzie podporządkowanie “Starego” jej strukturom. Gdy ten cel już zostanie osiągnięty poprzez “Starego” dotrzemy do Jana Sałapatka ps. “Orzeł”.
UB-ecy aby zrealizować swój zamiar posługiwali się nawet plotką. Zaczęto rozgłaszać, że kobiety w okolicy Osielca noszą bluzki uszyte z materiałów, które wykorzystuje się do sporządzania spadochronów, aby utwierdzać „Starego” w przekonaniu, iż na terenie Podhala nadal rozwija się antykomunistyczna partyzantka, która ma wsparcie z Zachodu.
W pierwszym okresie mistyfikacji plan przebiegał zgodnie z oczekiwaniami UB. Do pierwszego spotkania Zajdy z podstawionym UB-eckim agentem o pseudonimie „Tokarz” doszło 12 marca 1952 r. Podczas następnych spotkań Zajda przyjmował wytyczne i rozkazy, ale i sam wychodził z inicjatywą przedstawiając swoje plany między innymi rozprawieniem się z Albinem Smyrakiem. Sporządził listę ludzi którzy byli konfidentami, zagorzałymi komunistami i członkami PZPR.
Aby jeszcze bardziej uwiarygodnić fakt, że „Stary” działa w nielegalnej organizacji podziemia niepodległościowego UB-ecja postanowiła przydzielić „Staremu” radiostację i trzech ludzi do jej ochrony, którzy zostali wyposażeni w broń pochodzenia amerykańskiego i niemieckiego.
W tym czasie „Ojciec” pozostawił po sobie jeden, jedyny dokument zapisany własną ręką, nie protokół z przesłuchania pisany przez UBeckiego urzędnika, ale kilka kartek zapisanych szyfrem.
Udało mi się rozkodować ten kod. Treść zaszyfrowana sposobem „masońskim” często zwanym „szyfrem pigpen” a na dodatek naszą gwarą z lat 50, której praktycznie się już nie używa. Np. Słowo u Ojca „ca”dzisiaj to „potrzeba”, „należy”.
Odszyfrowanie ich po latach stało się możliwe dzięki raportom, które pisał agent „Michał” do swoich Ubeckich przełożonych. I tak, paradoksalnie, to donosy zdrajcy okazały się kluczem do zrozumienia słów Ojca.
Szyfr zawiera wiadomości o ludziach, którzy go zdradzili. O ludziach którzy w pewnym momencie swojego życia sprzedali się UBeci. Ale nie tylko. Po rozszyfrowaniu okazało się jednak, że skrywa również inne cenne informacje historyczne dotyczące ludzi z naszej miejscowości. Między innymi Ojciec opisuje zastrzelenie przez UB Sołtysa wsi Biała pana Marka Stanisława, który według Ubeckiej wersji popełnił samobójstwo wieszając się na drzewie …jak podkreśla „Stary”: z dziurą po kuli w głowie.
„Stary” opisuje również wydarzenia bezpośrednio związane z NOB.
…Pajak Staniław (Pająk Stanisław) meldował na UBE kto sieshodzi z temi co uhodza. UBE aresztowało piencih hłopaków i jedne dziewczen. Obecnie sieda w wieżeniu na slasku i równiesz Pajak zdrajca siedzi w wieżeniu z temi ludziami… IPN Kr 07/3277/2 str.53.
Stanisław Pająk podczas współpracy z UB posługiwał się pseudonimem Wicher. IPN Kr 07/3277/2 str.309-310. Dla „Wichra” była to bardzo krótka współpraca z UB. Komuniści szybo doszli do wniosku, że „Wicher” nie ma możliwości pomocy w pojmaniu „Starego”, końcem grudnia 1950 r. został aresztowany i odesłany do PUBP Pszczyna.
Po jednym ze spotkań „Starego” zaniepokoiło, że agent „Tokarz” jest pod wpływem alkoholu. UB od razu zmieniło „Tokarza” na innego agenta o ps. „Lucjan”, ale i ten agent nie uporał się z zadaniem. Na propozycję aby Zajda nawiązał kontakt z Sałapatkiem, Zajda odpowiedział: „choćbym nogi zdarł ta szukając go sam nieznadjdę go nigdy, a jedynie może znaleźć go tylko który z nim ma kontakt” IPN Kr 009/3713 t. 2 str. 59.
Komuniści doszli do wniosku że na tym etapie do akcji musi wejść doświadczony funkcjonariusz UB porucznik Józef Dysko. „Stary” jednak nie wyrażał chęci na doprowadzenie pseudo agentów do Jana Sałapatka.
Ostatnia obława
Wiedząc z raportów „Michała” gdzie ukrywa się „Stary”. 5 lipca 1952 r. o godzinie 3 rano specjalna grupa pracowników WUBP wydz. III, PUBP Wadowice plus 5 wybranych podoficerów KBW przystąpiła do obstawy zabudowań Anieli Stecównej w Juszczynie. Zadaniem Grzechynki było zakleszczyć pistolet (Parabellum 9 mm. Nr. 806) który posiadał “Stary”. Po otoczeniu zabudowań Pani Stecównej “Stary” został wezwany do poddania się. Chyba nie do końca udało się Grzechynce zakleszczyć pistolet “Starego”, gdyż oddał on cztery strzały, ostatni wycelował w swoją głowę. Na szczęście kula tylko mocno zraniła “Starego” nie odbierając mu życia. Kilka dni przeleżał pod strażą w szpitalu w Makowie Podhalańskim po czym został przewieziony do więzienia w Wadowicach, a następnie do Krakowa.
Grzechynka oczywiście “uciekł” z obławy. IPN Kr 075/42 t. 2 str. 346-347.
Jak mi opowiadał Stanisław Zajda za tłumaczeniem Grzechynki: “jak tylko usłyszałem strzały od razu rzuciłem się do ucieczki, ale natknąłem się na ubeka z wycelowanym automatem w moją stronę, który powiedział: ty jesteś za młody możesz spieprzać”.
Oczywiście po jakimś czasie korzystając z amnestii Grzechynka “ujawnił się” nie ponosząc żadnych konsekwencji. Później jak sam pisał w raportach (a raczej opowiadał, ubecy sami doszli do wniosku że Grzechynka nie potrafi przelać na papier swoich myśli) miał kilka nieprzyjemnych spięć, gdzie towarzysze od wspólnego alkoholu zadawali mu pytania typu: coś tam musiało być skoro nie siedziałeś ani dnia za swoją partyzantkę.

Życie po więzieniu i dalsza inwigilacja
20.08.1956 r. Józef Zajda na mocy amnestii z 27.04.1956 r. został warunkowo zwolniony z więzienia.
Po wyjściu z więzienia zakłada własną inicjatywę, działalność gospodarczą która prężnie się rozwija. I wydawać by się mogło, żyjemy spokojnie dalej, nie wracamy do spraw przedawnionych. Nic mylnego. Czerwone Pachołki nie odpuszczają.
A wręcz przeciwnie przypuszczają atak.
Grzechynka już nie jako agent UB tylko tajny współpracownik – “tw” (tajny współpracownik) służy z całych sił bezpiece oferując swoje usługi w inwigilacji “Starego”.
Jak ważną osobą musiał być „Stary” skoro z Krakowa na spotkanie z Grzechynką przyjeżdża zaufany człowiek towarzysza Wałacha Starszy Inspektor Służby Bezpieczeństwa major Spisak, który poucza towarzyszy co do sposobu i kierunku zleconego zadania.
Wszystko to kręci się wokół “Starego”, “Ojca”.
Jak sprowokować, jak skompromitować, jak utrudnić życie.
Oczywiście nieścisłości w prowadzeniu firmy. Kara więzienia – osiem miesięcy.
Bez przesady „Stary” jak feniks znów się odradza. Snuje swoje swoje plany, a przy tym jest bardzo konsekwentny. Ma zamiar się ożenić zbudować dom i prowadzić firmę.
Z donosu tw Michał: „Stary” jeszcze w styczniu 1962 r. deklarował chęć spotkania się z chłopakami ze śląska z NOB. Jaka więź łączyła tych ludzi ? Pomimo więzień, szykan i prześladowań dalej w głowie istnieli koledzy z organizacji i inna wizja Polski.
Testament pamięci
Ostatni charakterystyka „Starego” już nie z UB a SB jest z 1986 r. czyli 15 lat po jego śmierci.
Można by pokazywać na okrągło „sprawozdania”, „donosy”, pokwitowania. Nie tylko tw „Michała”, ale też „Gore” (przez „o” jak w raportach), „Grzebienia”, „Czarnego”, „S.W”, „Stefania”, „Zemsta”. „K-20”, „Stary”, „Młody” i wielu innych. Jednak moim celem nie jest obnażanie donosicielstwa, a ukazanie jakie mieli wartości i jak żyli ludzie którzy nie zgadzali się z bolszewickim ustrojem.
Ukrywanie się gdzieś po lasach, na strychach cudzych domów, obawa przed czerwoną niewolą, ciągła inwigilacja, chorobliwa ostrożność, nieufność niestety zrobiły swoje. Pamiętam, piękne lipcowe popołudnie w 1971 r. Zwieźliśmy siano z pół, które przekładaliśmy z wozu na strych tata umiera wskutek wylewu, mając zaledwie 62 lata. (pisząc „my” mam na myśli: byłem przy tym, plątając się między wozem a koniem jako sześciolatek).
Można by spuentować, ale nie zakończyć moich poszukiwań słowami „Starego” które często powtarzał:
„…jesteśmy prawdziwymi Polakami, a oni to ludzie bez jutra…”
Jestem dumny mając takiego “Starego”, “Ojca”
Dzisiaj pisząc te kilka słów o własnym ojcu mam 60 lat. Przeżyliśmy komunę tak znienawidzona przez naszych ojców i nas. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku dokonaliśmy wielkiego skoku politycznego, a zaledwie kilka dekad później – gospodarczego, ale czy w tej pogoni pamiętamy jeszcze o naszej historii? Czy pamiętamy, kim byli i co uczynili dla nas nasi przodkowie? Nie każdy musi być powstańcem, partyzantem, ale każdy powinien być POLAKIEM, na swój sposób walcząc o suwerenną POLSKĘ.
Powstał pomysł upamiętnienia obozowania oddziału NOB w bunkrze za Górą Zabielską w miejscowości Białka, śmierci Augustyna Doliny pseudonim „Leszek”, oraz trzech członków Narodowej Organizacji Bojowej zamordowanych w Zawoi Przysłop. Stefana Pacygi ps. Stefek, Józefa Moslera ps. Gigant i Kazimierza Stolarza ps. Kazek. Mam zgodę właściciela działki leśnej gdzie znajduje się bunkier. Wystosowałem pismo do Dyrektora IPN w Krakowie Filipa Musiała w którym opisuję zamiar. Dostałem pismo od oddziału IPN w Krakowie w którym zostałem poinformowany: …Rozpoczęliśmy stosowną kwerendę historyczną w tej sprawie…
Nie szukam uznania dla siebie, pragnę jedynie, aby historia mojego Ojca została opowiedziana i zapamiętana. Józef Zajda (syn)
Zostaw komentarz