Za sprawą speców od marketingu św. Walenty stał się patronem zakochanych. A że im miłość tylko z seksem się kojarzy moja skrzynka maliowa została wręcz zasypana reklamami seksownej bielizny, którą mam dziś dać swojej żonie.

Św. Walenty, co o nim wiemy?

Św. Walenty z Terni.
Jego biografia to kompilacja faktów i legend.
Był postacią historyczną.
Biskupem i lekarzem żyjącym za panowania cesarza rzymskiego Klaudiusza II Gockiego w III w. n.e.
Ten ostatni, potrzebując nieustannie nowych żołnierzy wydał dekret zabraniający legionistom w wieku od osiemnastego do trzydziestego roku życia, wstępowania w związki małżeńskie.
Dekretu nie uznał biskup Walenty i błogosławił śluby młodych legionistów, za co, cesarz wtrącił go do więzienia.
Przebywając w celi Walenty zakochał się w niewidomej córce swego strażnika, która, pod wpływem jego miłości, odzyskała wzrok.
Gdy dowiedział się o tym cesarz, kazał Walentego zabić.

W przeddzień swojej egzekucji Walenty napisał do ukochanej list zaczynający się od słów – „Od twego Walentego”.

Walenty jest czczony w nie tylko w KK, ale i w niektórych Kościołach Wschodnich i Protestanckich.

Jak marketing zdeformował piękny mit o miłości i poświęceniu

Z biografii św. Walentego, niezależnie czy ona jest prawdziwa, płynie piękne przesłanie, o miłości, która może pokonać wszystko.
Nawet udrękę i groźbę śmierci.
Takiej, która nie zna barier, nie kieruje się wyrachowaniem, nie ulega groźbom.

Natomiast obecne „Walentynki”, to złoty interes handlu oferującego w ten dzień wszystko co się z miłością kojarzy.
Od seksownej bielizny dla pań, bokserek dla panów, perfum, słodyczy, balonowych serduszek i innych pierdołek.
A chodzi o to, by w martwym sezonie handlowym, bo po Bożym Narodzeniu a przed Wielkanocą, ożywić sprzedaż i zagnać konsumentów do sklepów by wydawali kasę.

To znak naszych czasów.
Konsumpcjonizm w parze z hedonizmem.

A o prawdziwej miłości piszą już tylko poeci.

Moje z żoną selfie w Kampinosie