– Tylko uważajcie na siebie i nie dajcie się wywieźć na targ niewolników do Algierii w bagażniku – powiedział przewodnik po Marsylii, a wtedy w autokarze zapadła niepewna cisza. Przewodnik szybko więc dodał, że on tylko żartuje i w Marsylii wcale nie jest tak niebezpiecznie, chociaż należy na siebie uważać.
Naprawdę groźne są tylko peryferyjne blokowiska opanowane przez różne grupy etniczne. Nie ma jednak obaw, gdyż wstęp do nich odgrodzony jest przez wywrócone na środku ulicy kosze ze śmieciami. To znak dla ludzi i policji, że tam nie należy wchodzić. A najgroźniejsze jest terytorium Czarnych Stóp.
Rzeczywiście w centrum, gdzie byliśmy, nie było wcale groźnie. Mity o tym, że po Marsylii strach chodzić, są więc oczywiście przesadzone. Jest to miasto multikulturowe, ale w centrum nie tworzy to żadnych problemów. Nie ma nawet miejsca do konfliktów kulturowych, gdyż różne grupy wcale się nie przenikają.
Obraz mieszanych rodzin to świat Netflixa, którego nie widać na marsylskiej ulicy. Tutaj są białe rodziny, muzułmańskie, czarne i rosyjsko/ukraińskie. Każda żyje według własnej tradycji. Większym więc problemem jest zapewne segregacja, ale nie tworzy to żadnych konfliktów. Tyle tylko, że białe francuskie małżeństwa mają psa i jedno dziecko, a muzułmańskie ósemkę dzieci. A czas mija szybko.
Było też oczywiście piękne morze, forty, stare budowle i kościoły, ale też było brudno i brzydko. Bo sprzątanie jest drogie. A świat zachodni zbudowany jest na wartości pieniądza, a nie na czystości. Przewróciło się – niech leży, jeżeli trzeba zapłacić za podniesienie. Lepiej takie upadłe gruzowiska pozamieniać w architektoniczny skansen i na tym zarabiać.
A kiedyś Zachód prezentował się dla nas bardziej okazale. Gdy pierwszy raz wyjechałem na Zachód ze świata komunistycznego właśnie czystość zrobiła na mnie największe wrażenie obok sklepów wypełnionych wszelakimi towarami. A teraz nie jest to już takie jednoznaczne. Nawet polskie toalety na trasie wyglądały lepiej od niemieckich czy francuskich. Nie wiem tylko, czy to Polska tak skutecznie ściga Zachód, czy Zachód jednak upada.
Obawiam się, że to drugie. Uupadek komunizmu we wschodniej Europie stał się katastrofą dla zachodniej Europy. Niby zyskali nowy Lebensraum z łatwym rynkiem zbytu i tanią siłą roboczą, ale stracili motywację. Przestali się starać. Dopóki zagrażał im komunizm – musieli budować państwo opiekuńcze i czyste miasteczka, aby komunistyczne idee o równości do nich nie przeniknęły. Gdy jednak padł komunizm – nie muszą się już starać. Szkoda na to pieniędzy. A zdemoralizowane przez system opiekuńczy społeczeństwo można wymienić na nowe.
W każdym razie do bazyliki pojechaliśmy zabawną kolejką, taką jak dla dzieci, przy dźwiękach polskiego hymnu narodowego. Aż głupio nam było. Ale właściciel kolejki uwielbiał Polskę i Polaków, gdyż z Marsylii łatwo dolecieć tanimi liniami do Krakowa. I w ten sposób właściciel marsyliańskich kolejek właśnie wrócił z urlopu w Zakopanem i wciąż był pod silnym wrażeniem. Ja mu się wcale nie dziwię. Szczególnie doceniał żurek, zakopiańskiego szaszłyka i Lewandowskiego. Dlatego jechaliśmy przez Marsylię przy dźwiękach „Mazurka Dąbrowskiego” i wśród okrzyków „Vive la Pologne!”. A do tego pod bazyliką od razu natrafiliśmy na tablicę ku czci Karola Wojtyły.
– A tam, o tam, jest dzielnica Czarnych Stóp, gdzie naprawdę nie wolno wchodzić.
Czarne Stopy to najniższa francuska klasa społeczna, najliczniej reprezentowana w Marsylii ze względów geograficznych. To rdzenni Francuzi, którzy musieli powrócić do Francji po przyznaniu niepodległości Algierii. Są to ludzie mocno sfrustrowani, gdyż czują się oszukani i zdradzeni przez własne państwo. Najpierw ich zachęcano do osiedlenia się w Algierii w imię wspierania francuskiego kolonializmu, a następnie uznano za ludzi zbędnych.
Aby złagodzić ich frustracje, starano się ułatwić im życie poprzez różne ułatwienia. Na przykład stworzono dla nich specjalne szkoły z ograniczonymi wymaganiami. Bo przecież nie znali dobrze języka francuskiego, więc obawiano się, aby normalne wymagania, które stawiano pozostałym obywatelom francuskim, nie powiększyły ich frustracji. Robiono to dla ich dobra.
Dzisiaj Czarnymi Stopami jest drugie lub trzecie pokolenie repatriantów z Algierii. Żyją w zamkniętych gettach, gdyż ich dyplomy szkolne nie są traktowane poważnie. Nadal nie znają dobrze języka francuskiego i mają problem z pisaniem. Przylgnęła do nich opinia, że są najniższą klasą społeczną Francji. Nie mają więc żadnej szansy, aby wyrwać się marsylskiego getta. A ich wrogość do społeczeństwa francuskiego narasta.
I wtedy uświadomiłem sobie, że my tu wszyscy we wschodniej Europie traktowani jesteśmy dla naszego dobra jak Czarne Stopy Europy.
Zostaw komentarz