Takie pytanie, dlaczego państwo nie motywuje obywateli do służby wojskowej?
Dlaczego obywatele którzy poprzez służbę wojskową, służbę państwu i społeczeństwu udowadniają swój patriotyzm i lojalność nie są doceniani, ale za to są doceniani ci którzy na państwo, na służby plują, popatrzcie na tych wszystkich którzy opluwali straż graniczną, ile posad rządowych dostali, mimo zerowych moim zdaniem kompetencji.
DZIENNIK KOTA veni vidi vici, autor napisał.
„Ja nie widzę alternatywy innej niż powszechne szkolenie obronne. Niech to się nazywa służba dobrowolna, niech ona trwa pół roku, ale jest proste rozwiązanie. Nie możesz być posłem, senatorem, prezydentem, nie może zajmować żadnych stanowisk w jednostkach samorządu, nie możesz pracować w firmie państwowej, jeżeli nie masz odbytej służby dobrowolnej. Kolejna rzecz… Chcesz iść na bezpłatne studia? Musisz mieć odbyte szkolenie wojskowe. To jest proste jak barszcz. Gdyby każdy poseł był po służbie dobrowolne może, chociażby inaczej mówił, inaczej myślał i może przede wszystkim nauczyłby się słuchać”.

Z jakichś dziwnych powodów państwo zarówno PiSu jak i KO, nie jest zainteresowane masowym szkoleniem wojskowym.
Problem w tym że jak do czegoś dojdzie, to ci wszyscy którzy nie chcą się szkolić I TAK TRAFIĄ NA WOJNĘ, tylko będą do służby ZNACZNIE GORZEJ PRZYGOTOWANI, a więc będą ginąć częściej, będą tracić, ręce nogi, wzrok i będą mniej skuteczni w boju.

Rozmawiając z ludźmi którzy albo zgłosili się do wojska na ochotnika (i odeszli) znam taką osobę, albo byli na szkoleniu rezerwy mam jeden wniosek. Chodzi o to żeby do społeczeństwa, nie dotarły informacje o SKRAJNEJ NIEKOMPETENCJI I ZANIEDBANIACH które w wojsku mają miejsce. Żeby było jasne, nie twierdzę że tak jest wszędzie we wszystkich jednostkach. Jednak opowieści dotyczące zarówno szkolenia rezerwy, jak i służby były wstrząsające. Braki w wyposażeniu, szkolenie na wojnę która miała wyglądać ja II wojna światowa, a nie jak konflikt na Ukrainie, robienie wszystkiego na „odpier…” po to żeby odhaczyć, a nie żeby nauczyć.
Probblemem jest to, że jeśli dużo ludzi do wojska pójdzie, to ZOBACZY TĘ CAŁĄ NIEKOMPETENCJĘ I PIERDOLNIK, który budowano LATAMI. Więc lepiej ludzi nie brać do wojska, bo zaraz będą pretensje, filmiki, wpisy w internecie wywiady i ci którzy siedzą na ciepłych posadkach będą się musieli wziąć za robotę, czegoś się nauczyć, oderwać dupę od krzesła. A po co im to? A to, że może będzie jakaś wojna, może będą zabijać, może trzeba się nauczyć wojować? Po co sobie truć głowę, teraz jest fajnie, a wojna może będzie, a może nie, więc na jaką cholerę psuć sobie wygodne życie jakimiś szkoleniami.

A MY NA TO POZWALAMY I TO AKCEPTUJEMY.

Foto: Twitter/Władysław Kosiniak-Kamysz

Czytaj więcej.