Relacje społeczne są dziś głęboko darwinistyczne. Jesteśmy przedmiotem nieustannej gry statusowej, mającej na celu nierównomierną dyspozycję zasobów. Kiedyś głównym narzędziem tej gry była bezpośrednia przemoc. Dzisiaj – architektura systemu oraz komunikacja.
Jednym z najbardziej fundamentalnych i poważnych pod względem konsekwencji problemów systemowych jest brak mechanizmów zapobiegających eskalacji zysków. Przywołam tu po raz kolejny Nicholasa Taleba, który to zjawisko szczegółowo przedstawił w swoich książkach. Chodzi o lewarowanie – osiąganie niewspółmiernych korzyści w relacji do wysiłku i ryzyka. Mało kto dochodzi do sukcesu, stawiając na strategię proporcjonalną: jeśli wyprodukuję i sprzedam 2x więcej bułek, to zarobię 2x więcej. Zwycięża strategia skali. Lepiej wyprodukować dzieło raz i sprzedawać wielokrotnie to samo. W ten sposób relacja zysków do kosztów dąży do nieskończoności. To funkcjonalny sens emergentnej przewagi cyfrowej sprzedaży filmów, muzyki, gier, książek czy artykułów. Tak działa też reklama wiralowa i rynek uwagi, a przede wszystkim – licencji i subskrypcji. Tego rodzaju struktura sprzedaży opiera się na minimalnym krańcowym koszcie replikacji i dystrybucji. Skutkiem tego rośnie dysproporcja między malejącą grupą zwycięzców oferujących swoje usługi lub produkty globalnie, a resztą, która nie ma takich narzędzi. Warto to sobie wyobrazić rozkładem typu „zwycięzca bierze wszystko”, z przebiegiem zbliżonym do krzywej hiperbolicznej.
Konsekwencje społeczne są dość jasne : to zjawisko wprost odpowiada za przewagę rynkowego globalizmu i narastającą nierównowagę majątkową, a także kaskadowo dalsze negatywne konsekwencje powyższych. Przesunięcie od własności do dostępu nie jest neutralne. Spopularyzowane przez WEF hasło „nie będziesz posiadał niczego, lecz będziesz szczęśliwy” to eufemistyczne określenie niewolnictwa biernego konsumenta subskrypcji. Docelowy ustrój społeczny jest jednak w mojej ocenie ewolucyjnie suboptymalną, ślepą ścieżką : bieżącą efektywność przedkłada ponad odporność i możliwości rozwoju. Prowadzi do stagnacji, sztywności i narażenia na ryzyka długookresowe.
Określiwszy ramy zagadnienia, przejdę do jednego z aspektów, który ma szczególnie duży potencjał sprzężenia zwrotnego z przyczyną. Chodzi o komunikację. To obszar, w którym kształtujemy nasze relacje i decydujemy o kształcie systemu, w jakim funkcjonujemy.
Komunikacja jest szczególnie narażona na asymetrię i zjawisko eskalacji. Mierzymy się z dysproporcją ilości informacji, możliwością dezinformacji, tworzeniem całkowicie fikcyjnych treści z użyciem AI, zwątpienia w realne treści wskutek interakcji z produktami AI, przestymulowaniem i uzależnieniem – tak poznawczym, jak i od społecznej aprobaty, tudzież samej uwagi.
Weźmy choćby najbardziej banalny przykład – spam rozsyłany mailem. Koszt nadania komunikatu dla nadawcy jest minimalny, podczas gdy realne koszty są uwspólniane. Zużycie energii, koszty budowy i utrzymania infrastruktury energetycznej i telekomunikacyjnej są rozlane na całe społeczeństwo, poprzez podatki czy koszty stałe, wliczane w rachunki wszystkich odbiorców sieci energetycznej. Stworzenie komunikatu po stronie nadawcy kosztuje w przybliżeniu tyle samo wysiłku, czy odbiorcą jest 1 czy miliard. Tymczasem niewspółmierne koszty odbioru – selekcji, czytania, analizy – ponoszą wszyscy.
Dlatego od lat pojawiają się propozycje wprowadzenia choćby symbolicznej opłaty za wysłanie maila – np. 1 grosz. Dla przeciętnego użytkownika byłoby to bez znaczenia. Dla spamera to śmierć modelu biznesowego. Taki odpowiednik „znaczka pocztowego” jest w istocie prostym wprowadzeniem tarcia i odpowiedzialności, radykalnie tnąc zyski użytkowników wykorzystujących słabość systemu. Niestety nie spotkały się z aprobatą, choć zapewne wyeliminowałyby problem.
W zbliżony sposób działa komunikacja w social mediach– tylko z większymi stawkami. Platformy są formalnie „darmowe”, ale płacimy inną walutą: uwagą, czasem, prywatnością, rozchwianiem poznawczym. Stajemy się podatni na manipulację, desensytyzację lub polaryzację, w konsekwencji erozję zaufania. Nieprawidłowe modele monetyzacyjne, ukształtowane jedynie pod kątem osiągania zysków przez koncerny medialne, są tutaj sednem problemu.
Wystarczyłoby uzależnić koszt publikacji od planowanej wielkości grupy docelowej. Być może nawet sam akt polubienia – rekomendacji, powinien mieć koszt własny. Celem takiego rozwiązania nie jest generowanie zysków potentatom technologicznym, tylko wprowadzenie odpowiedzialności. To istotny czynnik optymalizujący podejmowane wybory, co w książce „Skóra w grze” dogłębnie wyjaśnił Taleb. Działania wywołujące istotne konsekwencje społeczne, powinny mieć współudział w kosztach, a najlepiej także w skutkach.
Można spekulować, czy podobne rozwiązania nie ograniczyłyby działalności hejterskich farm trolli i operacji wpływu, których destruktywne społecznie oddziaływanie jest powszechnie niedoceniane i bagatelizowane.
Jednocześnie, w świecie pozornie darmowej komunikacji, paywall odcina dostęp części użytkowników do wartościowej publikacji, zachęcając do korzystania z informacji amatorskiej, często niskiej jakości lub finansowanej przez aktorów o niejawnych interesach – politycznych, komercyjnych, geopolitycznych. Pod tę kategorię podpadają tak obce wywiady, jak organizacje lobbingowe, w tym typu NGO i filantropokapitalistyczne. Konsumenci są przy tym często zmuszani do transakcji wiązanych na zasadzie „wszystko albo nic”, które wynikają z uprzywilejowanej pozycji rynkowej dużych graczy. Utrzymanie kilku pakietów rocznej subskrypcji, dających dostęp do nieprzebranej ilości materiałów, gdy odbiorcę interesuje zaledwie kilka, nie znajduje jednak zdrowego ekonomicznego uzasadnia: relacja kosztów do korzyści dramatycznie spada, odstraszając użytkowników. To kolejna zamknięta pętla sprzężenia zwrotnego.
Niezależni publikatorzy, zderzywszy się z tym problemem, przechodzą na Substacka lub proszą o składki przez narzędzia typu „buy me a coffee”. Z jednej strony to demokratyzacja obiegu informacji. Z drugiej, następuje dalsza selekcja, fragmentacja i hermetyzacja. Wciąż pozostaje otwarte pytanie – czy zebrane w ten sposób wynagrodzenie jest adekwatne do społecznej przydatności komunikatu, zwłaszcza w kontekście przywołanej przeze mnie eskalacji skutków? Mali gracze de facto kopiują te same instrumenty, jakie wykorzystują korporacje. Oceniam, że skutkiem jest raczej informacyjny chaos. Informacje nie rozchodzą się kaskadowo, w sieciach referencyjnych. Część treści utyka za płatnymi bramkami, inne – bez istotnej wartości własnej – rozchodzą się jak pożar. Nieproporcjonalne zyski osiągają w pierwszej kolejności materiały żerujące na najniższych instynktach, ale posiadające największy potencjał uzależnieniowy, czego przykładem są chociażby sukcesy Twitch i OnlyFans.
Thomas Sowell napisał: „Much of the social history of the Western world over the past three decades has involved replacing what worked with what sounded good. In area after area – crime, education, housing, race relations – the situation has gotten worse after the bright new theories were put into operation. The amazing thing is that this history of failure and disaster has neither discouraged the social engineers nor discredited them.” To trafna diagnoza i ostrzeżenie.
Finalnie, nie chodzi bowiem tylko o konstrukcje mediów elektronicznych. Te same symboliczne struktury przejawiają się relacjach międzyludzkich.
Żeby zbudować skuteczne organizmy społeczne, przez setki pokoleń doskonaliliśmy sztukę współdziałania. Obecnie, posiadamy biologicznie wbudowane mechanizmy nagradzające prospołeczne zachowania. W dobie komunikacji pozbawionej odpowiedzialności, te mechanizmy znalazły się pod szczególnie silną negatywną presją – na wielu różnych poziomach. O marketingowej manipulacji, doskonale skatalogowanej przez Roberta Cialidiniego, pisałem już wielokrotnie, więc nie będę się tu na ten temat rozwodził. Wystarczy zauważyć i pamiętać, że bodźce są dziś projektowane tak, by omijać racjonalność.
Towarzyszy temu zjawisko sygnalizowania cnót i fałszywej empatii. Szczególnie ważne, ponieważ to krzywdy, jakie wyrządzamy sobie en masse samodzielnie. To klasyczne podążanie za ewolucyjnymi nadbodźcami. Choć desygnat jest wątpliwy, powtarzamy rytuały zapewniające społeczną gratyfikację, ignorując praktyczne, fizyczne następstwa.
Od lat łagodzimy język odpowiedzialności. Zamiast mówić o błędzie, opakowujemy go w eufemizmy, zwiększając tolerancję na nieudolność i nieefektywność. To stwarza pole do popisu manipulatorom i społecznym drapieżnikom.
Osoba pozbawiona skrupułów traktuje komunikację – sam fakt komunikacji – jako broń. Przekaz bywa drugorzędny. Chodzi w pierwszej kolejności o nierównowagę w zaangażowaniu emocjonalnym i wysiłku. Korzysta z tego, że ofiara ponosi wyższy koszt – czasowy, poznawczy, emocjonalny. Jeśli wiąże się z tym silny komponent sadystyczny, narcyzm i psychopatią, to satysfakcją staje się sama strata po drugiej stronie: zainteresowanie, zmieszanie, frustracja i cierpienie. To daje poczucie władzy i stawia w centrum uwagi.
Nie mamy do czynienia z normalną komunikacją, na zasadach ukształtowanych ewolucyjnie i kulturowa, lecz z zupełnie nowym zjawiskiem, jakim jest komunikacyjna wojna hybrydowa, toczona w podstępny, ukryty sposób, pozornie „zwyczajny”. Jej uczestnikiem są nie tylko patologiczne jednostki, działające na własny rachunek, ale całe redakcje, wydziały propagandy i grupy kapitałowe.
Najskuteczniejszą metodą samoobrony jest ograniczenie wzmocnienia. Przełamać asymetrię kosztów i nie grać w grę opartą na nieuczciwych zasadach, żeby nie ponosić eskalujących kosztów. Nie tłumaczyć się, nie prostować w nieskończoność, nie liczyć na skruchę. Zamiast tego stosować krótkie komunikaty graniczne i jednoznaczne zasady.
To podręcznikowe zasady znane z opisu relacji narcystycznych, które coraz wyraźniej wymagają adaptacji na skalę społeczną – w tym włączenia ich w obręb regulacji systemowych. Trzeba jednak dobrze ocenić kontekst: potencjalne zyski narcyza i własne straty, zależnie od środka komunikacji i obecności widowni. W warunkach szumu informacyjnego, przy rosnącej liczbie fałszywych negatywnych intepretacji, stosowanie skądinąd skutecznej strategii „wet za wet”, grozi nam degradacją wzajemności i eskalacją konfliktu, aż do kulminacji.
Globalny obieg informacji przypomina niezorganizowaną, ukształtowaną ewolucyjnie strukturę, jak mózg. Tylko że dziś to raczej mózg, w którym szaleją zrakowaciałe neurony: łączą na chybił trafił odległe rejony, przekazują bezsensowne impulsy, wywołując kaskady reakcji doprowadzające cały organizm do przypadkowych paroksyzmów. To objawy choroby.
Oczywiście, sensu largo, to wciąż ewolucja w działaniu. Być może we wszechświecie wśród milionów inteligentnych cywilizacji są takie, które na różny sposób sobie radzą z tym problemem. Część wyginie, inne przetrwają, zgodnie z naturalnym mechanizmem selekcji negatywnej. Ale czy stać nas na komfort takiego dystansu do własnej egzystencji? Skoro posiedliśmy pewną samoświadomość, moglibyśmy pokusić się o ukierunkowanie własnej ewolucji. Żeby sprostać temu zadaniu, należy zrewidować matematyczne podstawy obiegu informacji i ustrukturyzować je od podstaw, obejmując tak społecznym tabu jak i regulacjami.
POST SCRIPTUM
Poświęciłem kilka godzin na tekst, o który nikt nie prosił. Może jest niepotrzebny. Mam nadzieję, że nikogo nie odstraszyła ilość.
Teksty powstał w warstwie merytorycznej bez udziału AI. Użyłem AI do korekty błędów i ogólnej redakcji.
CREDITS:
Daniel Pawłowski, OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora, Krystyna Romanowska. N. Taleb, R.Cialdini, Gad Saad
APPENDIX:
Żeby przeciwdziałać efektowi skali, użytkownik powinien znać produkcyjną wartość materiału, a wynagrodzenie – wraz z czasem i liczbą odsłon – powinno rosnąć coraz wolniej (malejąca krańcowa stopa wzrostu). Intuicyjnie: funkcja wypłaty powinna być wklęsła (np. logarytmiczna), a nie liniowa. Kolejne przyrosty zasięgu powinny przynosić hiperbolicznie malejący przyrost wynagrodzenia, zamiast budować piramidalną przewagę.
Takie algorytmy są sprzeczne z intuicją rynkową uczestników nastawionych na maksymalizację zysku, więc wymagają oparcia w regulacjach wynikających ze społecznego porozumienia – po to, by uniknąć katastrofalnych dla wszystkich konsekwencji nieutemperowanych egoizmów.
BIBLIOGRAFIA (własna jak i podsuwana przez AI – 6:4):
Robert Cialdini – Influence / Pre-Suasion
Taleb – Skin in the Game + Antifragile
Robert Axelrod, The Evolution of Cooperation
Robert Trivers, „The Evolution of Reciprocal Altruism”
Richard Dawkins, The Selfish Gene (ramy popularno-teoretyczne)
Robert Wright, The Moral Animal (popularno-psychologiczne tło)
Buckels, Trapnell, Paulhus – Internet trolling and everyday sadism: Parallel effects on pain perception and moral judgment + Trolls just want to have fun
Zostaw komentarz