Pośród wojennego zgiełku, dobiegającego z frontów naszej codziennej, plemiennej napierdalanki moją szczególną uwagę przyciągają manewry MEN-u, zmierzające do wdrożenia tak zwanej Reformy 26, nazywanej też “Kompasem Jutra”. Reforma jest realizowana etapami od września 2026 i wydała już owoce. Niestety zgniłe. Pierwszą zgniłką była decyzja o likwidacji zadań domowych, która zdemolowała organizację pracy nauczycieli. Następną śliwką robaczywką była próba wprowadzenia lekcji edukacji zdrowotnej, zakończona spektakularna klapą frekwencyjną.
Pomyłką jest też zapis “Kompasu” stanowiący, że jednym z najważniejszych celów szkoły ma być dbałość o dobrostan uczniów.
Dobrostan – błogostan – srotostan – mlę w ustach magiczne słowo, jak sfrustrowane dziecko z echolalią, które za chwilę zdzieli kogoś po łbie.
Najpewniej urzędników i ekspertów MEN-u, którym szkoła pomyliła się z placem zabaw i wesołym miasteczkiem. Więc zamiast do szkół niech posyłają dzieci do lodziarni i lunaparków – tam mają błogostan gwarantowany – myślę zirytowany.

Innym pomysłem twórców Reformy 26 jest odchudzanie programów nauczania. Zapewne, to odciążenie ma przyśpieszyć osiąganie przez uczniów błogosławionej nirwany. Ofiarami redukcji mają paść, między innymi, utwory Mickiewicza z Panem Tadeuszem na czele.

Przypuszczam, że Ministerstwo obawia się, że twórczość wieszcza może skłaniać młodzież do afirmacji wartości: patriotycznych i religijnych. Czyli reakcyjnych, co jest niezgodnych z aktualną linią partii, wytyczonej przez “Kompas Jutra”.

Ale to niepotrzebne obawy, ponieważ uczniowie mają w nosie lektury i żaden przytomny nastolatek nie chce naśladować Gustawa i Konrada, wręcz przeciwnie – nastolatki pieprzą Mickiewicza, a wzorce czerpią z Tik – Toka.

Najlepszym tego przykładem będzie zdarzenie, o którym opowiadał mi kolega polonista. Prowadził lekcję w klasie 7b poświęconą tematyce drugiej części Dziadów.
Wszystko szło, jak zawsze, to znaczy przy pełnej obojętności i braku zainteresowania ze strony młodzieży, aż do momentu, kiedy nauczyciel zaczął analizować grzech Zosi.
Przypomnę, że widmo Zosi, które objawiło się zebranym w kaplicy uczestnikom Dziadów, było duchem najpiękniejszej panny we wsi. Dziewczyna była zbyt dumna, by odwzajemniać uczucia zalecających się do niej chłopców i wszystkim dawała kosza.

Najpiękniejsza z tego sioła
Zosia pasając baranki
Skacze i śpiewa wesoła

Oleś za parę gołąbków
Chciał raz pocałować w usta
Lecz prośbę i ofiarę
Wyśmiała dziewczyna pusta

Józio dał wstążkę pasterce
Antoś oddał swoje serce
Lecz i z Józia i z Antosia
Śmieje się pierzchliwa Zosia

Za karę, że wzgardziła ziemską miłością duch Zosi, musiał błąkać się między niebem, a ziemią. Widmo prosiło, żeby Guślarz przywołał do niej chłopców.

Niechaj podbiegą młodzieńce
Niech mię pochwycą za ręce
Niechaj przyciągną do ziemi
Niech poigram chwilkę z niemi

Kiedy nauczyciel zaczął wyjaśniać uczniom, co autor miał na myśli i tłumaczył, że człowiek nie może istnieć tylko dla siebie, że nie wolno uciekać od rzeczywistości, żyć samymi marzeniami, ale przyjmować to co jest nam, jako mężczyznom i kobietom przeznaczone w klasie rozpętała się burza. Najgwałtowniej swój sprzeciw wyraziły dziewczęta.
Krzyczały, że bedą żyć, jak im się podoba i nic nikomu do tego, że mają praw być singielkami i zamiast z chłopcami mogą żyć z kotkami albo pieskami, i że pieprzą Mickiewicza oraz jego dziaderskie nauki.

Wysłuchałem opowieści kolegi polonisty i pomyślałem, że gdyby twórcy “Kompasu Jutra” znali rekcję klasy 7b, byliby zadowoleni.
Dlatego napisałem ten post. Może przeczytają i zostawią Dziady w kanonie?

Autor: Marek Szarek