Wyjątek stanowią filmy fabularne, gdzie taka jednoczesna „narracja” nie jest jeszcze powszechna. Wystarczy, żeby aktor robił głupie miny i każde słowo akcentował gestem rąk, a można go okrzyknąć „artystą”.
Internauci są ponoć oburzeni filmem, w którym zagrał nieżyjący już aktor. AI nadała mu nowe, fikcyjne życie, jak to w filmach bywa. Widzowie nie są skłonni wyrażać opinii o nowych filmach, które oczywiście muszą być marne, na ile to tylko możliwe. Nie czują się upoważnieni do dyskutowania z twórcami „artystami”, no chyba, że prawo do bycia „artystą” uzurpuje sobie AI, bo a nuż zrobi dobry film, budzący uznaniei co wtedy? Szpetni aktorzy kreujący role głupków, mogliby tracić intratne zajęcia, a do tego dopuścić nie wolno.
Zostaw komentarz