Legenda jeziora Krasne
Pojezierze łęczyńsko-włodawskie nazywane „lubelskimi Mazurami” lub „małymi Mazurami”,liczy ponad 60 jezior.
O jednym z nich krąży tajemnicza opowieść…
Dawno temu, zanim wokół jeziora powstały letniska i ośrodki wypoczynkowe, okolice Krasnego wyglądały zupełnie inaczej. Rozciągały się tam gęste lasy sosnowe, podmokłe łąki i nieprzebyte bagna. Wąskie ścieżki prowadziły jedynie do kilku ubogich osad rybackich ukrytych pośród drzew. Ludzie żyli skromnie z połowu ryb, bartnictwa i pracy na piaszczystej ziemi.
Mieszkańcy wierzyli jednak, że jezioro nie jest zwykłym zbiornikiem wody. Mówiono, że ma ono „duszę”, a pod jego spokojną taflą kryje się stare tajemnica. Szczególnym lękiem otaczano wielki głaz leżący niegdyś przy południowym brzegu jeziora. Na kamieniu widniało zagłębienie przypominające odcisk ludzkiej stopy.
Starcy powiadali, że ślad pojawił się w czasach, gdy ziemię nawiedziła susza i głód. Jezioro zaczęło wtedy wysychać, ryb było coraz mniej, a ludzie stawali się chciwi i okrutni wobec siebie. Bogatsi gospodarze nie pomagali biednym. Coraz częściej dochodziło do kłótni o ziemię, wodę i sieci rybackie.
Pewnego jesiennego wieczoru do osady przybył nieznajomy. Szedł pieszo od strony bagien. Był wysoki, szczupły i ubrany w ciemny, długi płaszcz. Twarz skrywał pod kapturem. Niósł jedynie drewniany kij i mały worek przewieszony przez ramię.
Zapukał do pierwszej chaty i poprosił o wodę oraz kawałek chleba.
Idź dalej, starcze! Odpowiedział gospodarz i zatrzasnął drzwi.
Tak samo potraktowano go w kolejnych domach. Ludzie bali się obcego, ale też nie chcieli dzielić się zapasami. Dopiero na skraju osady mieszkała stara wdowa z wnuczką. Kobieta była biedna, lecz miała dobre serce. Wpuściła wędrowca do środka, podała mu gorącą strawę i pozwoliła ogrzać się przy piecu.
Wieczorem nieznajomy długo patrzył w płomienie ognia. W końcu odezwał się cichym głosem:-Ta ziemia została skażona pychą ludzi. Nim kogut zapieje po raz trzeci, uciekajcie na wzgórze za lasem. I cokolwiek się stanie -nie oglądajcie się za siebie!
Wdowa przestraszyła się tych słów, lecz w oczach przybysza dostrzegła coś dziwnego.Obudziła więc wnuczkę jeszcze przed świtem i obie ruszyły leśną drogą.
Gdy były już daleko od osady, ziemia nagle zadrżała. Rozległ się głuchy huk, jakby pod ziemią pękały skały. Zerwał się potężny wiatr. Z bagien i podziemnych źródeł zaczęła gwałtownie wypływać woda.
Chaty zapadały się w ziemię jedna po drugiej. Ludzie wybiegali na zewnątrz, lecz było już za późno. Tam, gdzie jeszcze chwilę wcześniej stała osada, pojawiła się ogromna toń jeziora.
Przerażona wnuczka odwróciła głowę. Wtedy na brzegu zobaczyła nieznajomego stojącego na wielkim kamieniu. Wędrowiec uniósł kij ku niebu, a pod jego stopą skała miała zmięknąć niczym mokra glina. Gdy odszedł, na kamieniu pozostał wyraźny ślad ludzkiej stopy.Nigdy więcej nikt go już nie zobaczył…
Od tej chwili mieszkańcy pobliskich wsi zaczęli opowiadać różne wersje wydarzeń. Jedni wierzyli, że tajemniczy przybysz był świętym pielgrzymem zesłanym przez Boga, aby ostrzec dobrych ludzi przed karą. Inni twierdzili, że był to sam diabeł, który zabrał grzeszną osadę na dno jeziora.
Przez wiele lat kamień ze śladem stopy był miejscem pełnym tajemnicy. Młode dziewczęta przychodziły tam prosić o szczęście i miłość. Rybacy dotykali odbicia przed wypłynięciem na połów, wierząc, że ochroni ich przed utonięciem. Ale po zachodzie słońca nikt nie odważył się tam przebywać.
Mówiono bowiem, że podczas jesiennych mgieł z głębi jeziora dochodzi dźwięk dzwonów zatopionej osady. Niektórzy twierdzili nawet, że w spokojnej wodzie można zobaczyć zarysy dachów i krzyża dawnej kapliczki.
Tajemniczy kamień spoczywa do dziś u brzegu jeziora,ogrodzony metalowym płotkiem obok kapliczki.Czy znalazł się w tym miejscu aby go nikt nie dotykał?
Na to pytanie już chyba nie znajdziemy odpowiedzi…
Cdn…


Legenda jeziora Krasne
Zostaw komentarz