To należy sobie szczerze przyznać, bowiem obecna afera różni się od wszystkiego, co obserwowałem przedtem, przede wszystkim tym, że ona ma oddźwięk również po stronie ukraińskiej.
Należy zdawać sobie sprawę z tego, że po stronie polskiej i ukraińskiej nie tylko różni się ocena pewnych wydarzeń historycznych, ale i ich waga dla społeczeństwa się różni. Albo raczej… z reguły różniła się. Zawsze podkreślałem typowy przebieg tych „afer”, gdzie po stronie polskiej są rozgrzane emocje, są dyskusje i każdy polityk zabiera w tej sprawie głos, a po stronie ukraińskiej nikt nie wie zasadniczo, że w Polsce wrze, bo kilka wydań napisze o tym kilka zdań i tyle, temat pozostaje w trzecim lub czwartym rzędzie. Po raz pierwszy wyglądało to inaczej… najpierw tradycyjnie, sama wiadomość o nadaniu imienia bohaterów UPA tej jednostce zasadniczo na Ukrainie nikogo nie zainteresowała, ale ona wywołała burzę po stronie polskiej i już ta burza została zaobserwowana po stronie ukraińskiej. A najbardziej chyba ruch prezydenta Polski został dostrzeżony. I wtedy już zaczęła się fala reakcji po stronie ukraińskiej. Ale tam przede wszystkim liczą się głosy nie polityków, tylko tej aktywnej części społeczeństwa, która wspiera wojsko, wolontariatu no i samych wojskowych.
W lipcu poprzedniego roku w swoim artykule dla Fronda.pl pisałem o tym, w jaki prawidłowy sposób należy budować komunikację ze stroną ukraińską, by polski punkt widzenia się przebił i wywołał merytoryczną dyskusję na Ukrainie. Pisałem, że przede wszystkim należy rozbroić narracje budowane przez ukraińskich radykałów, którzy prezentują polski punkt widzenia jako postimperialny ból państwa próbującego narzucić Ukraińcom jedyną słuszną swoją wersję historii i prezentują siebie jako świętych. Co z mojego punktu widzenia jest po prostu nieprawdą. Z polskiej strony nigdy nie istniała żadna próba budowania jakiejkolwiek polityki wschodniej czy próba obecności w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej, by polski punkt widzenia w sprawach trudnych prezentować. Problem ze strony ukraińskiej jest zasadniczo inny… oni po prostu nie interesują się zbytnio Polską i nie traktują tych spraw jako ważnych. To jest po prostu fakt… sedno problemu nie jest takie, jak to w Polsce wielu sobie wyobraża – że tam ktoś coś na złość robi Polsce. Sedno problemu polega na tym, że czynnik polski po stronie ukraińskiej po prostu nie waży. Ukraińskie tematy są cały czas widoczne w polskiej dyskusji publicznej, podczas gdy polskie po stronie ukraińskiej są gdzieś daleko na trzecim, czwartym czy jakimś szóstym miejscu. Czyli z politycznego punktu widzenia tam dla decydentów to nie jest ważny temat, a w sensie strategicznym ja pisałem chyba jeszcze w 2024 roku, jak mocno wizje przyszłości po obu stronach granicy się rozjeżdżają i sądzę, że w Kijowie po prostu zdecydowano, że Polska nie jest priorytetowym partnerem. Więc zasadniczo ta polsko-ukraińska komunikacja zawsze wyglądała jak głuchego ze ślepym.
Natomiast dlaczego mówię, że sytuacja rozwija się w kierunku najgorszym z możliwych? Dlatego, że narracja radykałów z ukraińskiej strony zwyciężyła w naturalny sposób. Po stronie ukraińskiej włączył się mechanizm defensywny w społeczeństwie i sytuację odebrano jako próbę tworzenia nacisku z zewnątrz i wskazywanie Ukraińcom, jak im układać życie wewnątrz ich państwa. To jest podobny mechanizm, jaki włączył się wcześniej na początku 2025 roku podczas „Nie masz żadnych kart” w Białym Domie. Ukraińcy wtedy się skonsolidowali i uparli. I tak samo dzieje się teraz – osoby, które w ogóle nie interesowały się nigdy tematem i nie wiedzą, o co chodzi z tym Wołyniem i UPA, odruchowo wspierają teraz Zełenskiego, bo „nikt nam nie będzie kazał, co mamy robić”. Jestem pewien, że za chwilę dostaniemy 90% poparcia dla decyzji Zełenskiego.
To ma ten skutek, że przestrzeń dla merytorycznej dyskusji, w ramach której takie osoby jak ja jeszcze próbowały po stronie ukraińskiej tłumaczyć polski punkt widzenia na sprawę… wyparowała. Sprawa zamknięta i ja niestety nie mam już nic do roboty tutaj. I też w tych okolicznościach obawiam się, że wpłynąć na stronę ukraińską już się po prostu nie da. Przynajmniej jeżeli cokolwiek wiem o charakterze narodowym Ukraińców i dodając do tego fakt, że wojna pewne cechy wzmacnia i robi społeczeństwo na pewne rzeczy uczulonym, to stwierdziłbym, że właśnie oni się uprą dla zasady teraz. Polska pewnie wykorzysta kartę przystąpienia do Unii… ale ja już nie sądzę, że ta karta zadziała. Problem też jest taki, że Polska nie wybudowała żadnych lewarów, żeby mieć wpływ na Kijów, a te, które miała, już straciła… ale to może temat na osobny tekst.
___________________________________________________________
Zachęcam również do wspierania mojej niezależnej publicystyki, linki w pierwszym komentarzu. —->
Zostaw komentarz