Każde państwo ma w historii postacie niejednoznaczne. Każde ma swoje ciemne karty. Problem zaczyna się wtedy, gdy mord przestaje być mordem, a kat zostaje przedstawiony jako wzór do naśladowania. Gdy ofiary spycha się na margines pamięci, a sprawców wynosi na pomniki.
Psychologia społeczna zna to zjawisko doskonale. To mechanizm obronny zbiorowości. Łatwiej budować narodową dumę na micie niż na prawdzie. Łatwiej przemilczeć niewygodne fakty, niż zmierzyć się z nimi uczciwie. Tyle że naród naprawdę dojrzały nie boi się prawdy, nawet jeśli jest trudna i bolesna. Oczywiście nie
ma nic złego w patriotyzmie. Nie ma nic złego w szukaniu bohaterów. Ale jest coś głęboko niepokojącego w sytuacji, gdy zwyrodnialec odpowiedzialny za ideologię nienawiści, czystki etniczne i masowe sadystyczne mordy, staje się symbolem narodowej chwały.
Wielkość narodu nie polega na tym, że nigdy nie popełnia błędów. Wielkość polega na tym, że potrafi nazwać zło po imieniu, nawet jeśli zło było dziełem „swoich”.
Bo prawda historyczna nie jest wrogiem patriotyzmu. Jest jego najtrudniejszym egzaminem. I nie każdy naród potrafi go zdać.Ukraina go nie zdała i okryła się hańbą. Na zdjęciu polski prezydent Duda, w roku 2O18, składa kwiaty w polu na Wołyniu,gdzie była kiedyś polska wieś Pokuta.