Im dłużej mieszkam w okolicach Kobylej Góry, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że ta ziemia skrywa historię znacznie bogatszą, niż mogłoby się wydawać. Urodziłem się we Wrocławiu i tam spędziłem większą część życia. Dopiero tutaj zacząłem poznawać Wielkopolskę nie z podręczników ani archiwów, lecz przez rozmowy z ludźmi i ich wspomnienia. To właśnie one najpełniej oddają ducha miejsca.
Z każdą kolejną opowieścią odkrywam, gdzie przebiegała dawna granica polsko-niemiecka i jak w okresie międzywojennym przemycano tędy towary. Kobyla Góra leżała tuż przy zachodniej granicy II Rzeczypospolitej, a historia odcisnęła na niej wyraźne piętno. Przed podpisaniem traktatu wersalskiego miejscowość znajdowała się pod panowaniem pruskim.
Dopiero zwycięskie Powstanie Wielkopolskie oraz wygrana potyczka stoczona w 1919 roku pod pobliską Ligotą przywróciły te tereny Polsce. Niestety, nie na długo.
We wrześniu 1939 roku hitlerowskie Niemcy ponownie zajęły ten region, wcielając go bezpośrednio do III Rzeszy jako część tzw. Kraju Warty. Niemieckie wojska nacierały również od strony pobliskiego Sycowa, dzisiaj Dolny Śląsk.
Rozpoczęły się wysiedlenia polskich i żydowskich rodzin, a ich miejsce zajmowali niemieccy osadnicy sprowadzani między innymi z krajów bałtyckich. Mimo terroru nie zgasł duch oporu. Okolice Kobylej Góry należały do Obwodu Kępno Armii Krajowej, działającego pod kryptonimami „Reduta” i „Zguba”. Funkcjonował tu silny ruch konspiracyjny, a jednym z jego filarów był batalion AK „Giewont”, dowodzony przez podporucznika Józefa Młynarza.
Poznaję historię miejscowości, rodzin i ludzi, którzy przez pokolenia budowali charakter tej ziemi. Coraz częściej dostrzegam też, że sport nigdy nie był tutaj jedynie formą rekreacji. Był sposobem życia i szkołą wytrwałości.
Na tych terenach od wielu lat szczególne miejsce zajmuje triathlon. Kobyla Góra, Ostrów Wielkopolski czy Kalisz to miejsca, w których łatwo spotkać ludzi związanych z tą wymagającą dyscypliną. Jednym z nich jest Bartek Dolata, pochodzący z Kobylej Góry. W 1988 roku ustanowił rekord świata w supertriathlonie, pokonując 11,4 kilometra wpław, 540 km na rowerze i 126,6 km biegiem w czasie 38 godzin, 23 minut i 55 sekund. Rok później pobił rekord świata w 12-godzinnej jeździe na rowerze, osiągając 396,8 km, a następnie ustanowił rekord w dobowej jeździe rowerowej, pokonując 737,9 km. W 1990 roku dołożył kolejny światowy rekord, jadąc na rowerze nieprzerwanie przez 48 godzin. Był również strażakiem ochotnikiem w OSP Kobyla Góra, człowiekiem głęboko zaangażowanym w życie lokalnej społeczności i zawsze gotowym nieść pomoc innym. A jednak niewielu Polaków wie dziś o jego niezwykłych osiągnięciach.Tu na spotkanie z nim przychodzą tłumy.
Co ciekawe, także moje własne losy niespodziewanie splotły się z tą historią. Po ,,dachowaniu” na rowerze i skomplikowanym złamaniu ręki operował mnie w Ostrzeszowie Tomasz Dekert, chirurg, lekarz sportowy i pasjonat triathlonu. Dopiero z perspektywy czasu dostrzegłem, jak wiele sportowych śladów prowadzi właśnie do tej części Wielkopolski. I chyba na tym polega prawdziwe odkrywanie nowego miejsca.
Przyjeżdżamy z własnymi wyobrażeniami, przekonani, że wiemy już wystarczająco dużo. Tymczasem każdy dzień odsłania kolejne warstwy historii. Nagle okazuje się, że za spokojnym lasem, cichą drogą czy niewielką miejscowością kryją się losy ludzi, którzy potrafili zmieniać świat na swoją miarę. To oni nadają sens krajobrazowi. Dzięki nim miejsce przestaje być jedynie punktem na mapie. Staje się opowieścią.

Zostaw komentarz