Przez lata słyszeliśmy, że filarami Międzymorza powinny być Polska i Ukraina. Inni przekonywali, że naturalnym rdzeniem tej koncepcji są Polska, Węgry i państwa Grupy Wyszehradzkiej.

Tymczasem historia i polityka podpowiadają coś innego.

Jedynym trwałym formalnym sojuszem Polski w Europie Środkowo-Wschodniej w okresie międzywojennym był sojusz z Rumunią. To właśnie on był najbliższy temu, co dziś można uznać za zalążek idei Międzymorza.

Co równie istotne, Polskę i Rumunię nie obciążają ani głębokie spory historyczne, ani współczesne konflikty polityczne. Nasze relacje od dziesięcioleci należą do najbardziej stabilnych w regionie i opierają się na zbieżnych interesach bezpieczeństwa.

Nieprzypadkowo to właśnie Polska i Rumunia stały się dziś dwoma najaktywniejszymi państwami rozwijającymi współpracę w Europie Środkowo-Wschodniej. Zarówno poprzedni, jak i obecny prezydent Rumunii konsekwentnie wspierali rozwój Inicjatywy Trójmorza oraz Formatu Bukaresztańskiego (B9), widząc w nich fundament bezpieczeństwa i współpracy naszego regionu.

Być może więc to właśnie Polska i Rumunia – bardziej niż jakakolwiek inna para państw – są dziś najtrwalszymi filarami współczesnej idei Międzymorza.

Jedyną poważniejszą przeszkodą pozostają… różnice językowe. Na szczęście od tego są tłumacze.