Rosyjski ideolog Aleksander Dugin od lat mówi o „geografii sakralnej” – przekonaniu, że pewne ziemie należą do Rosji z odwiecznego, niemal boskiego prawa. Niestety, bardzo podobny sposób myślenia odnajduję u części ukraińskich nacjonalistów. Nazywam go „sakralną etnografią”.

Dobrym przykładem są ostatnie słowa Dmytra Jarosza o „ukraińskiej ziemi danej przez Boga”, na której Ukraińcy mają rzekomo prawo niszczyć „okupantów”. Problemem nie jest jednak sam Jarosz. Problemem jest stojąca za jego słowami idea.

Etnografia jest piękną i potrzebną nauką o narodach, kulturach i historii osadnictwa. Staje się jednak niebezpieczna wtedy, gdy zostaje wyniesiona na polityczne sztandary. Historia XX wieku pokazuje, że właśnie wtedy rodzą się roszczenia terytorialne, wypędzenia, czystki etniczne i ludobójstwa.

Po I wojnie światowej modne stały się teorie o „rdzennych” i „odwiecznych terytoriach etnicznych”. Szczególnie głęboko zakorzeniły się one w ukraińskiej myśli politycznej. To z nich wyrastała później ideologia OUN, według której ziemia miała należeć wyłącznie do jednego narodu, a obecność innych była czymś nienaturalnym.

Warto jednak podkreślić, że podobne mapy etnograficzne rysowało wiele narodów Europy. Same w sobie nie były niczym niezwykłym. Różnica polegała na tym, że nie wszyscy traktowali je jak niepodważalne dogmaty. W wielu państwach były jedynie jednym z argumentów podczas negocjacji granicznych, które kończyły się kompromisem. Natomiast tam, gdzie mapę etnograficzną uznano za prawdę absolutną, a każde odstępstwo od niej za historyczną niesprawiedliwość wymagającą naprawienia, bardzo łatwo rodziła się przemoc.

Problem polega na tym, że cała ta konstrukcja jest fałszywa.

Granice etniczne nigdy nie były trwałe ani niezmienne. Zmieniały się przez wieki pod wpływem migracji, kolonizacji, asymilacji oraz przemian politycznych.

Granice etniczne nigdy nie były też ostre. Nawet w górach istnieją strefy przejściowe zamieszkane przez ludność mieszaną. Tym bardziej dotyczyło to wielkich równin Europy Wschodniej, gdzie od stuleci przenikały się osadnictwo polskie, ukraińskie, białoruskie, litewskie, żydowskie, niemieckie itp.

Dlatego granice etniczne nie mogą być jedyną podstawą granic państwowych. Gdyby tak było, niemal każde państwo Europy mogłoby wysuwać niekończące się roszczenia wobec swoich sąsiadów. Granice państw są wynikiem historii, prawa międzynarodowego, traktatów, bezpieczeństwa i kompromisów politycznych. Kryterium etniczne może być jednym z elementów tej układanki, ale nigdy jedynym.

Właśnie dlatego tak niebezpieczne jest przekonanie o istnieniu „ziem danych przez Boga”, należących wyłącznie do jednego narodu. Gdy uzna się, że terytorium jest świętą własnością jednej wspólnoty etnicznej, bardzo łatwo dojść do wniosku, że innych należy z niego usunąć.

Tak rodzi się zbrodnicza etnografia.

Zmieniają się tylko nazwy narodów. Mechanizm pozostaje ten sam. Rosyjska „geografia sakralna” i ukraińska „sakralna etnografia” wyrastają z podobnego przekonania, że historia, etnografia, a nawet religia mogą usprawiedliwiać przemoc oraz podważać obowiązujące granice.

Etnografia powinna pozostać nauką, a nie ideologią. Bo ilekroć mapa etnograficzna przestawała być narzędziem poznania, a stawała się politycznym dogmatem, prędzej czy później zaczynała wydawać wyroki śmierci.