Jan Maciejewski ma 36 lat i grono czytelników ceniących sobie jego eseje, zwłaszcza słynne „Nic to! Dlaczego historia Polski musi się powtarzać?” Teraz opublikował „Listy do Zuzanny”.
Powieść? Opowieść? Te 140 stron wymyka się zaszeregowaniom. Książka jest tak niezwyczajna, że moją recenzję, która nie chce być recenzją, zacznę od… instrukcji. Najlepiej czytać „Listy do Zuzanny” na raty i bez pośpiechu. To nie będzie trudne, gdyż Maciejewski zawarł opowieść w 14 listach. Dwa tygodnie na lekturę będzie w sam raz.
Nie chodzi o czas – listy nie są długie – tylko o zachętę do wolnego namysłu nad tekstem zawierającym fajerwerki myśli i stylu zanurzone w utkanej 'z powietrza’ historii. Nie dość że autor stawia przed nami narracyjno-filozoficzne rebusy, to jeszcze każe się zastanawiać, czy tytułowa Zuzanna istnieje naprawdę. Może jest tylko tworem wyobraźni starego profesora?
Uwielbiany przez studentów, ekscentryczny i ascetyczny mistrz od literatury płonął dziwnym żarem a jego brat podejrzewał, że adorowana kobieta jest tylko zmyśleniem. Gdy profesor wylądował w szpitalu, jego brat indaguje lekarza.
Ten fragment po prostu zacytuję. „… Kiedy wspomniałem o Zuzannie, on uśmiechnął się i zapytał co u niej słychać. Straciłem nad sobą panowanie. – Niech pan nie robi z siebie idioty! Nie ma żadnej Zuzanny! To tylko postać z książki dla dzieci. Zuzanna, która nie chciała dłużej bawić się w Narnię. Mój brat jest starym kawalerem, profesorem literatury i dziwakiem. On nigdy nie miał kobiety. Dlatego zakochał się w postaci z książki […] Jej nie ma. Jest tylko zawał i mój brat, który pali cygara zamiast się leczyć. – Nie znam się na literaturze dziecięcej – odparł spokojnym tonem. Niewiele mi wiadomo o starych kawalerach, a z literaturoznawców znam tylko pańskiego brata. Ale to i owo wiem o chorobach serca. Nie zamierzam się z panem spierać na temat Zuzanny. Osobiście też jej nigdy nie spotkałem. Ale widziałem serce pańskiego brata. Bezpośrednio, podczas operacji. Rozmawiałem z nim przez wiele godzin. Potrafię poznać kiedy mój pacjent zmyśla lub halucynuje, a kiedy mówi prawdę. I mówię to panu jako lekarz, na podstawie rozmów z pana bratem i stanu jego serca: on tę Zuzannę naprawdę spotkał.”
Lubię tę scenę, ten dialog i tego lekarza.
Jesteście Państwo uprzedzeni.
Poznajemy Zuzannę, a raczej to, co o niej Starzec wie, albo… udaje, że wie. Jest zjawiskowo piękna, zdolna do radości ‘nie z tej ziemi’ i skazana na samotność. Mnie przypomniała o Zosi z II Części ‘Dziadów” Mickiewicza. Tak pięknej, że przypomina anioła – „przed nią bieży baranek, nad nią leci motylek”, zaś wiatr nią pomiata, bo nie wie czy jest z tego, czy z tamtego świata. Według Mickiewicza eteryczność i bezgrzeszność dyskwalifikują w kwalifikacji do raju Przynajmniej na pewien czas.
Nie wiem czy Zuzanna jest tak obojętna wobec świata jak mickiewiczowska zjawa, choć wiele na to wskazuje. Może stary profesor chce ją urealnić? Może w ten sposób próbuje ją, a przy okazji siebie samego, wykupić z niewoli samotności? Albo po prostu odkupić? Lub ostrzec przed życiem ostrożnym i ‘chłodnym’ unikającym uwikłania w materię ze swej natury ciężką i zdradliwą?
A może jest odwrotnie? Może „Listy do Zuzanny” są potężnym aktem sprzeciwu wobec współczesnego kultu ciała i materii? A może to lament starego intelektualisty nad życiem, którego się nie wykorzystało, bo z lęku przed jego niedoskonałością ominęło?
Maciejewski proponuje nam nieoczywisty egzystencjalny thriller. Odpowiedzi na pytania będzie zapewne tyle, ilu czytelników. Bo bohaterów tej opowieści będziemy rozliczać wedle naszych doświadczeń. O żadnym obiektywizmie śledczego mowy być nie może.

.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz