W tym tekście nie chodzi ani o separatyzm, ani o rozpad Rosji, ani o to, że ktoś jakieś tereny chce jej odebrać. Chodzi natomiast o dodanie pewnego kontekstu do wojny toczącej się na wschodzie Ukrainy, gdzie Rosjanie krok po kroku wymazują z mapy jeszcze niedawno kwitnące duże i małe miasta. Miałem kilka dyskusji w Polsce z ludźmi, którzy mnie przekonywali, że Rosja potrzebuje tych terenów, bo zasoby, bo przemysł, bo potrzeba Rosji więcej ludzi z powodu jej zapaści demograficznej. Również z ludźmi, którzy pokazywali mi Mariupol jako przykład tego, że Rosja mimo wszystko zamierza ten Donbas odbudować i już teraz to robi. No a ja twierdzę, że cała ta wojna jest absurdem i Rosja nie tylko nie potrzebuje w praktyce tych terenów, ale traci kontrolę i absolutnie nie radzi sobie z zarządzaniem tą ziemią, którą już posiada. Rosja traci kontrolę nad swoją północą i wschodem – i dzieje się to nie z powodu wojny czy złej woli Zachodu, który coś Rosji chce odebrać (bardzo popularna w Rosji teza), ani nawet nie z powodu Chin, które coś tam knują na wschodzie. Tak się dzieje dlatego, że dzisiejsza Rosja nie jest w stanie zarządzać tym terenem i podtrzymywać infrastruktury, którą odziedziczyła po czasach ZSRR.

Dzisiejsze rosyjskie państwo jest państwem dzikiego kapitalizmu połączonego jednocześnie ze skrajną centralizacją procesów. Oligarcha w Rosji nie jest tym, kim był swego czasu oligarcha powiedzmy na Ukrainie – ważną, samodzielną postacią z wpływem na procesy polityczne. On jest jedynie nadzorcą, który kontroluje jakieś obszary gospodarki tylko ze względu na to, że państwo mu na to pozwala. W wyniku czego jest to państwo wielkich projektów, które inwestuje tylko w to, co jest w centrum uwagi publicznej i międzynarodowej – tworzy witryny. Lubi wielkie projekty typu Mostu Krymskiego, na których można ukraść dużo kasy z budżetu. Poza tym zostają tylko te obszary gospodarki, które realnie przynoszą zysk, typu sektora wydobywczego, produkcji stali czy zboża. Wszystko, co jest poza tym w systemie pozbawionym decentralizacji i autonomii lokalnych społeczności w podejmowaniu decyzji dotyczących ich własnego, dalekiego od stolicy życia… wymiera.

Na YouTubie jest taki rosyjski kanał o nazwie „Russkije tajny”, którego autor zajmuje się tym, że podróżuje po opuszczonych lub wymierających miastach i wsiach Rosji. Jest to jeden z kanałów w szeregu innych o podobnej treści. Link podam w komentarzu niżej dla chętnych, by samodzielnie tam pogrzebali. Zawiera on ogrom relacji z wypraw do miasteczek, w których pozostały jedynie pojedyncze starsze osoby, w których nie ma już ani infrastruktury, ani szkół, ani sklepów. Można to jakoś zrozumieć powiedzmy w wypadku Workuty, która w ciągu ostatnich 20 lat utraciła ponad połowę mieszkańców, albo innych oddalonych, północnych czy wschodnich regionów Rosji. Ale nie, dotyczy to również Rosji Centralnej i Uralu. W jednym z ostatnich filmików pojawiło się tzw. osiedle typu miejskiego Paskino – czyli taka wioska, ale z infrastrukturą i budynkami wielopiętrowymi w centrum. Znajduje się zaledwie 130 kilometrów na północ od Moskwy. Paskino zniknie za kilka lat, dlatego że nie ma tam już ani sklepów, ani szkoły czy przedszkola. Jeden autobus dojeżdża tam raz dziennie (poza wtorkami). Na Google Maps można zobaczyć, że wokół Paskina w promieniu 5 kilometrów jest jeszcze z 10 wsi. Z których tylko 4 mają wizualnie widoczne jakiekolwiek ocalałe budynki. Pozostałe to tylko pustkowia i nazwy widniejące na mapie.

No ale co tam kilka wsi, to może wcale nie być reprezentatywne. W każdym państwie są wyludniające się regiony, prawda? Można też sprawdzić statystykę rosyjską. Według stanu na rok 1991 w Rosji istniało ok. 150 tysięcy wsi i wiosek. Według oficjalnych rosyjskich danych z 2013 roku zniknęło 23 tysiące. Rosyjscy komuniści obecnie twierdzą, że ta liczba wynosi już 34 tysiące. Oficjalnych danych nie znalazłem, ale należy zakładać, że skoro proces ten cały czas postępował, to musi to być blisko tej liczby. Inaczej mówiąc, w ciągu ostatnich 30 lat w Rosji zniknęła co szósta lub co piąta wieś – w zależności od tego, jakim danym ufać. A jak jest z miastami? Według oficjalnych danych rosyjskich sprzed roku ok. 130 miast rosyjskich jest zagrożonych i może zniknąć w najbliższym czasie z powodu depopulacji i degradacji infrastruktury. Oczywiście w absolutnej większości chodzi o małe miasta z liczbą mieszkańców do 50 tysięcy. Jest też kilka średnich, takich jak wymierająca Workuta. No a ile tych miasteczek jest łącznie? Ok. 800 w całej Rosji. Inaczej mówiąc, co szóste rosyjskie miasteczko jest zagrożone tym, że zniknie z mapy świata w niedalekiej przyszłości.

W Polsce też jest trudna sytuacja demograficzna i liczba mieszkańców spada w mniejszych miejscowościach, ale w naszym kraju nie ma nic podobnego do tego, co się dzieje w Rosji. I przypominam, że to się dzieje nie tylko na wschodzie i północy, ale i w „bogatym” centrum. No więc dlaczego tak jest? Dlatego, że Moskwa jest w rosyjskim systemie jednym wielkim pasożytem, który dosłownie wysysa życie z pozostałej Rosji. Brak normalnych samorządów, brak decentralizacji wydatków, koncentracja państwa na rozwoju tylko wielkiego przemysłu i wydobycia ulokowanych w konkretnych regionach i konkretnych, zazwyczaj większych miastach, oznacza, że małe wsie i miasteczka nie mają podstaw do utrzymania infrastruktury. Do tego dochodzi korupcja, ponieważ w państwie scentralizowanym im więcej jest ruchu pieniędzy z regionów do Moskwy i z powrotem – tym więcej możliwości, że gdzieś po drodze one znikną. Tym też większe są koszty administrowania tego typu systemem. Jak tylko w małym miasteczku czy wsi znika podstawowa infrastruktura – szkoła, kino, boisko, poczta, dworzec, linia autobusowa, przychodnia, sklep, ogrzewanie i woda w budynkach wielopiętrowych… ludzie zaczynają stopniowo je opuszczać. No a wraz z miasteczkiem wymierają stopniowo również okoliczne wsie. I w ten sposób z mapy znikają nie pojedyncze miejscowości, lecz całe aglomeracje.

Problemem więc nie jest sama w sobie demografia. Nie o to chodzi w tym algorytmie – problemem jest nieefektywny sposób zarządzania państwem, gdzie człowiek jest zmuszony do opuszczania wsi czy małego miasteczka. Proces ten dzieje się na taką skalę, że Rosja okazuje się jedną wielką wsią potiomkinowską. Istnieje tylko wielkie miasto z przepychem w jego centrum i cała reszta terytorium wypełniona dosłownie ruinami. Co szósta wieś i miasteczko statystycznie są ruiną. Bez żadnej wojny, bez bombardowań i żadnego złego NATO. Rosja świadomie sama siebie zżera od środka i to nie ma żadnego przełożenia na to, jak powiedzmy wygląda Europa, gdzie właśnie decentralizacja, efektywne samorządy i rozkwit małych miejscowości oraz drobnego przedsiębiorcy w nich jest miarą prawdziwego sukcesu państw europejskich.

Wracając do Donbasu – Rosja oczywiście może, po to by zyskać wizerunkowo, skoncentrować pozostałe jej zasoby, by odbudować kilka miast okupowanego regionu. Ale absolutną głupotą jest twierdzenie, iż państwo, które zupełnie sobie nie radzi z ogarnięciem własnego terytorium, po wymazaniu z mapy tak mocno zurbanizowanego Donbasu będzie mieć zasoby, chęć i ludzi do odbudowy tego regionu. W samej Rosji znika właśnie teraz ok. 130 miast i miasteczek i Rosjanie mają to gdzieś, ale na odbudowę i utrzymanie ok. swtki miast Donbasu oni na pewno natychmiast rzucą wszystkie swoje zasoby.

Za te kilkaset miliardów dolarów, które Rosja wydała na wojnę, można byłoby we wszystkich umierających miasteczkach wybudować na nowo niezbędną infrastrukturę. Gdyby Rosja w sposób odrobinę chociażby lepszy zarządzała swoimi własnymi zasobami, nie potrzebowałaby żadnej wojny. Stałaby się naturalnym wzorcem i liderem całego regionu i byłaby w stanie go utrzymać w swoich rękach zupełnie bez użycia siły. Do tego obrazu dodam, że za czasów prezydenta Poroszenki na Ukrainie ruszył pierwszy etap wielkiej reformy samorządowej, który zaczął zmieniać obraz ukraińskich wsi i miasteczek, wzorując się między innymi na doświadczeniach polskich w tej dziedzinie. Wojna niestety ten proces w dużej mierze zatrzymała, ale nawet taka połowiczna reforma na Ukrainie już dała spory impuls dla rozwoju lokalnych społeczności, co było widać gołym okiem.

___________________________________________________________
Zachęcam również do wspierania mojej niezależnej publicystyki, linki w pierwszym komentarzu. —->