Krew na szkolnych korytarzach, nastoletni zamachowcy z maczetami w rękach i domowej roboty ładunki wybuchowe w klasach – polska szkoła, dotąd uznawana za bezpieczny azyl, na naszych oczach zamienia się w strefę wojny. Kiedy w Leszczydole-Nowinach 15-letni napastnik z zimną krwią morduje szkolną sprzątaczkę, a w Ostrołęce jego rówieśnik rani nożem dziewięć osób, staje się jasne, że przekroczyliśmy granicę, zza której nie ma już prostego powrotu.

To nie są odosobnione incydenty ani zwyczajne akty młodzieńczego buntu. To krwawy, przerażający plon duchowej próżni, w jaką wpuszczono młode pokolenie. Gdy z przestrzeni publicznej ruguje się Boga, a tradycyjny dekalog zastępuje kultem bezwzględnego materializmu, doczesnych korzyści i natychmiastowego sukcesu, człowiek przestaje być bliźnim, a staje się przeszkodą lub celem ataku.

Współczesny kryzys bezpieczeństwa w szkołach – od Warszawy po Paryż – obnaża potworną prawdę: tam, gdzie lewicowi inżynierowie społeczni zdemolowali tradycyjny porządek i zastane wartości moralne, nie narodził się postępowy raj, lecz barbarzyństwo zrodzone z nihilizmu.

Mówi o tym portalowi wPolityce.pl prof. Mieczyslaw Ryba, politolog, historyk, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej oraz wykładowca akademicki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w ten sposób.: „Postępująca laicyzacja zachodniego społeczeństwa doprowadza kraje na zachód od Odry do demoralizacji, przemocy i pustki duchowej”.

Profesor Ryba rozpoczął swoją analizę od przedstawienia dramatycznego obrazu sytuacji we Francji, gdzie zamieszki wywoływane przez młodzież szkolną zwróciły na siebie uwagę obserwatorów życia społecznego nad Sekwaną. Zamieszki te, będące wynikiem głębokiego kryzysu cywilizacyjnego, doprowadziły do zaaresztowania około 5 tysięcy osób i zamknięcia blisko 890 liceów oraz uniwersytetów w całym kraju.

Kilkudziesięciu policjantów, nauczycieli oraz uczniów odniosło rany, a jeden 15-latek stracił dłoń w wyniku wybuchu granatu hukowego.

Wszystko zaczęło się od tragicznego wydarzenia, gdy podczas kontroli drogowej z rąk funkcjonariusza policji w Nanterre zginął 17-letni Nahel [27 czerwca 2023 r.]. Stamtąd iskra, napędzana mediami społecznościowymi, błyskawicznie podpaliła całą Francję. Zamieszki ogarnęły nie tylko aglomerację Paryża (m.in. Aubervilliers czy Clichy-sous-Bois), ale też wszystkie najważniejsze metropolie kraju: Marsylię, Lyon, Lille, Tuluzę, Strasbourg czy Bordeaux, docierając także do małych miasteczek i wsi. Tylko podczas jednej z najbardziej intensywnych nocy tamtego buntu francuskie ministerstwo spraw wewnętrznych poinformowało o podpaleniu lub uszkodzeniu 234 budynków i zniszczeniu 1350 pojazdów. Zatrzymano wówczas ponad 1300 osób, a 79 policjantów odniosło obrażenia.

Ten powtarzający się regularnie na przestrzeni czasu bunt francuskiej młodzieży paraliżuje państwo i pokazuje, że młode pokolenie nie traktuje tego jak jednorazowego wybryku. To głęboki kryzys systemowy i egzystencjalny, który w tym samym czasie w Polsce objawia się w znacznie bardziej tragicznej, krwawej formie ataków nastoletnich nożowników.

Profesor Ryba zastanawia się nad przyczynami tego zjawiska. Określa je jako kolejny akord wojny kulturowej i cywilizacyjnej, którą Francja zafundowała sobie przez kilkadziesiąt lat. Jest to brutalna ilustracja problemu, który przeżywa większość krajów zachodnioeuropejskich prowadzących tzw. politykę multikulturalizmu – czyli mieszania ludzi z różnych kultur i cywilizacji bez jakiejkolwiek racjonalności. Mamy do czynienia z gigantycznym kryzysem społecznym i państwowym, który z Europy Zachodniej dociera niestety także do Polski.

Spróbujmy jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego właśnie we Francji skutki tego tąpnięcia objawiły się z taką siłą i… czy na pewno nie ma już nadziei?

Jeszcze niedawno odważyłam się napisać i opublikować w polonijnych mediach felieton pod tytułem: „Francuzi masowo się nawracają. W Wielką Sobotę padł rekord chrztów”. Pisałam o tym, że rosnący trend powrotu na łono Kościoła katolickiego, objawiający się w przyjmowaniu chrztu i przystępowaniu do sakramentu pokuty przez dorosłych i młodzież, widoczny jest także w innych państwach (we Francji w ciągu roku to ponad 20 tysięcy nowych katechumenów, w Wielkiej Brytanii od 3 do 5 tysięcy, w Hiszpanii do 5 tysięcy, w Holandii kolejne setki osób). Ten wzrost liczby chrztów dowodzi, że pod grubą warstwą konsumpcjonizmu bije zupełnie nowe, głodne Boga serce młodej Europy. Jakże inny to obraz od płonących przedmieść ną Nanterre czy zdemolowanych witryn sklepowych! Tam, gdzie brakowało wyższego sensu, brakowało dekalogu, ulica rodziła nienawiść, a zagubiona młodzież sięgała po kamienie i noże.

Zupełnie inną energię przyniósł jednak Paryżowi obecny „raban” na ulicach – żeby użyć słów samego papieża Franciszka – wywołany przez młodzież witającą następcę świętego Piotra. Tłumy, które zalały stolicę Francji, nie niosły w rękach koktajli Mołotowa, ale transparenty z wyznaniem wiary. Świat obiegły kadry, które w laickiej Republice wydawały się dotąd niemożliwe: spowiedź odbywała się wprost na krawężnikach i na stopniach schodów. Na nagraniach i zdjęciach widać kapłanów, którzy bez konfesyjnych krat, na paryskich chodnikach wzdłuż Pól Elizejskich (Champs-Élysées), siadali na murkach lub przenośnych krzesełkach. Młodzież przyjmowała Komunię Świętą, stojąc na ulicach, które na co dzień są przecież symbolami francuskiego laicyzmu, luksusu i konsumpcjonizmu.

Ten obraz to coś znacznie więcej niż religijne uniesienie. To duchowa rekonkwista dokonana przez pokolenie, które laicki system spisał na straty. Tam, gdzie na co dzień celebruje się kult pieniądza i doczesnych przyjemności, ci młodzi ludzie przynieśli pragnienie sacrum.

Spowiedź „w locie” stała się najbardziej radykalnym aktem buntu przeciwko dyktaturze współczesnego, lewicowego świata. Pokazała, że młody człowiek nie chce już dłużej dusić się w klatce materializmu – potrzebuje oczyszczenia, prawdy o samym sobie i wybaczenia, którego algorytmy TikToka nie potrafią zaoferować. On rozpaczliwie pragnie budować na skale, której laicki świat tak bardzo próbował go pozbawić. To jest dumna, młoda kontrkultura, która w osobie Papieża odnalazła Ojca i autentyczny sens w świecie wyzutym z tradycyjnych wartości.

I w tym miejscu rodzi się uderzający, niemal proroczy kontrast. Z jednej strony mamy ulice Paryża zalane przez młodych buntowników nienawiści, rannych policjantów, zamykane szkoły, podpalane budynki i masowe aresztowania – z drugiej strony widzimy te same paryskie ulice opanowane przez młodzież, która na tych samych krawężnikach klęka, by prosić o miłosierdzie.

Mamy dwa oblicza tego samego pokolenia. Dwie skrajne odpowiedzi na tę samą pustkę duchową. Jedni, odarci z wartości, zamieniają swoją frustrację w ślepą destrukcję; drudzy – odnajdując Boga – przekuwają swój bunt w pieśń nadziei i budowanie na skale.

To właśnie ta skała okazuje się dziś najtwardszą zaporą dla procesów, które od wieków niszczą zachodnią cywilizację. Nie ma w tym przypadku – to na ulicach Paryża widać najwyraźniej, że w genach lewicy tkwi demolka tradycyjnego porządku i zastanych wartości moralnych.

To lewicowy, rewolucyjny szał, zapoczątkowany nad Sekwaną w 1789 roku, postawił sobie za cel zburzenie starego świata i zastąpienie Dekalogu kultem czystej doczesności. Jednak ten bezwzględny walec laicyzacji właśnie natrafił na opór.

Oto Francja, w której od wieków, od roku 496 katolizyzm był tkanką państowową przypomniała sobie nagle, że u zarania dziejów była przecież najstarszą córą Kościoła – dzisiaj piórem i modlitwą swojej młodzieży pisze zupełnie nowy rozdział. Ta „marnotrawna córka”, tak brutalnie potraktowana przez lewicowych inżynierów społecznych, wraca do korzeni. To fascynujący paradoks: kraj, w którym lewica najdłużej i najbardziej metodycznie demolowała tradycyjny porządek, staje się dziś miejscem, gdzie młode pokolenie z dumą ten porządek odbudowuje, pokazując całej Europie, skąd czerpać prawdziwą siłę.

Czy rządzący nad Wisłą i nad Sekwaną zrozumieją wreszcie ten sygnał? Szkoły nie uratują się przed falą brutalności za pomocą wykrywaczy metalu i policyjnych kordonów. Lekarstwem na duchową pustkę młodego pokolenia nie jest większa dawka laickiego materializmu, ale powrót do źródła, które jako jedyne potrafi zamienić pięść w otwartą dłoń.

I tym przesłaniem żegnam się dziś z Państwem. Życzę wszystkim czytelnikom spokoju ducha, odwagi, by iść pod prąd współczesnej kultury, oddalajacej nas od tego, co naprawdę ważne, oraz siły, by wspólnie powracać do źródła prawdziwej radości — do wiary, nadziei i miłości