Od premiera państwa oczekuje się powagi, rozwagi i odpowiedzialności. Zwłaszcza wtedy, gdy dochodzi do zdarzenia, w którym człowiek traci przytomność podczas interwencji policji, trafia do szpitala, a jego rodzina i parlamentarzyści przez wiele godzin próbują ustalić, gdzie się znajduje.Tusk postanowił jednak wykorzystać tę sprawę, w swoim obrzydliwym stylu do politycznego ataku na prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego.
Zacznijmy jednak od początku.
W biurze Stowarzyszenia Wolnego Słowa, związanego z Adamem Borowskim, doszło do interwencji policji. Zatrzymanym był Piotr, współpracownik Borowskiego i żołnierz rezerwy Wojska Polskiego, który pomagał w finkcjonowaniu miasteczka protestu przed Trybunałem Konstytucyjnym.
Przebieg wydarzeń budzi poważne wątpliwości. Na nagraniu, które wykonali świadkowie obecni na miejscu, słychać okrzyki: „Zostawcie go!”, „Puśćcie go!”. Według relacji osób obserwujących zdarzenie Piotr został przytrzymany na ziemi, skuty kajdankami i stracił przytomność. Wezwano karetkę, która zabrała go do szpitala.
To nie jest drobiazg, który można zbyć jednym zdaniem w policyjnym komunikacie.
Jeżeli człowiek traci przytomność podczas brutalnej interwencji, trzeba dokładnie wyjaśnić, co się wydarzyło i czy użyta wobec niego siła była proporcjonalna. Tym bardziej że relacje świadków budzą pytania o sposób przeprowadzenia zatrzymania.
Tymczasem sprawa nie zakończyła się na przewiezieniu Piotra do szpitala.
Przez wiele godzin jego bliscy i parlamentarzyści próbowali ustalić, gdzie przebywa. Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz interweniowali na policji. Pojawiły się również informacje o trudnościach z nawiązaniem kontaktu zatrzymanego z adwokatem, co jest złamaniem prawa.
Szczególny niepokój wzbudziła informacja, że Piotr miał nie chcieć kontaktu z prawnikiem. Rodzina i osoby zaangażowane w jego poszukiwanie zaczęły obawiać się, czy za tą sytuacją nie kryje się coś więcej. Pojawiły się podejrzenia, że mógł zostać pobity lub nie żyje.
Jeżeli pełnomocnik nie może skontaktować się z zatrzymanym, a jego bliscy przez wiele godzin nie wiedzą, gdzie przebywa, należy wyjaśnić przyczyny takiej sytuacji. Trzeba ustalić, jaki był stan zdrowia Piotra, co działo się z nim po zatrzymaniu i czy jego prawa były respektowane.
W państwie prawa nikt nie może być pozbawiony ochrony tylko dlatego, że jego poglądy lub polityczne znajomości są niewygodne dla rządzących. Ale w państwie Tuska prawo jest łamane jak za komuny.
JEST JESZCZE JEDEN WĄTEK, KTÓRY WYMAGA WYJAŚNIENIA
W mediach społecznościowych pojawiły się informacje, że policjantka uczestnicząca w interwencji w biurze Adama Borowskiego to ta sama funkcjonariuszka, która miała zajmować się dokumentacją dotyczącą trzeźwości Marcina Kierwińskiego podczas głośnych obchodów Dnia Strażaka w 2024 roku.
Przypomnijmy, że ówczesny szef MSWiA wygłosił wtedy przemówienie, którego sposób odbioru wywołał falę komentarzy i podejrzeń o nietrzeźwość. Kierwiński stanowczo zaprzeczył, jakoby był pod wpływem alkoholu, a późniejsze badanie miało potwierdzić jego trzeźwość.
Dziś internauci wskazują na związek tej sprawy z funkcjonariuszką uczestniczącą w obecnej interwencji.
Ta informacja wymaga niezależnego potwierdzenia. Jeżeli jednak rzeczywiście chodzi o tę samą osobę, warto ustalić okoliczności obu zdarzeń, bo jest to mechanizm bandycko- mafijny.
A CO NA TO DONALD TUSK?
Wydawałoby się, że w takiej sytuacji premier powinien przede wszystkim wezwać do rzetelnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności zatrzymania.
Tymczasem Tusk opublikował wpis, w którym przedstawił własną wersję wydarzeń, (kłamliwą)a następnie natychmiast wskazał winnych.
Napisał:
„Mężczyzna z nożem w kieszeni zaatakował policjantkę pilnującą porządku pod Trybunałem Konstytucyjnym. Został zatrzymany i odpowie przed prawem. Polityczna odpowiedzialność za wzrost agresji spada na Karola Nawrockiego i Jarosława Kaczyńskiego”.
Zwróćmy uwagę na konstrukcję tego komunikatu.
Najpierw premier przedstawia zdarzenie zgodnie z wersją policji. Następnie przechodzi do oskarżenia prezydenta i prezesa największej partii opozycyjnej.
Tylko na jakiej podstawie przypisuje im odpowiedzialność za zachowanie konkretnego człowieka? Jakie dowody przedstawia na bezpośredni związek między działaniami tych polityków a incydentem?
W swoim wpisie takich dowodów nie wskazuje.Nie można zastępować ustaleń dotyczących konkretnego zdarzenia politycznym oskarżeniem, zanim zostaną wyjaśnione jego okoliczności.
Odpowiedzialność za konkretny czyn trzeba ustalić na podstawie dowodów. Istnieje nagranie interwencji, Świadkowie przedstawiają inną relację niż policja, trzeba to zweryfikować. Jeżeli zatrzymany stracił przytomność, należy wyjaśnić przyczynę. Jeżeli wystąpiły trudności z kontaktem z adwokatem, trzeba ustalić, dlaczego do nich doszło i złamano prawo.
To są sprawy, którymi powinny zająć się odpowiednie instytucje.
Nie partyjne konferencje, nie internetowe wpisy Tuska.
Na słowa premiera odpowiedział Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta.
Jego komentarz był wyjątkowo ostry. Zarzucił Tuskowi, że od lat przerzuca odpowiedzialność na innych, zamiast rozliczać się z własnych obietnic i decyzji.
Przypomniał obietnicę paliwa po 5,19 zł, problemy finansów publicznych, kolejki w szpitalach i trudności, z którymi mierzą się obywatele. Odniósł się również do wydatkowania pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy, które zostały roztrwonione na jachty i klubu dla zboczeńców.
W jego wypowiedzi znalazł się zarzut, że premier, zamiast zajmować się problemami państwa, nieustannie szuka winnych wśród politycznych przeciwników.
Można dyskutować o tonie tej wypowiedzi, trudno jednak nie zauważyć, że postawił on pytanie istotne dla całej debaty publicznej: czy szef rządu potrafi rozmawiać o problemach państwa bez jedzenia, kłamstw i szczucia?
Obywatele nie wybierają rządu po to, by każdego dnia oglądać kolejną odsłonę politycznej wojny. Chcą sprawnej ochrony zdrowia, bezpieczeństwa, uczciwego funkcjonowania instytucji państwowych i odpowiedzialnego gospodarowania publicznymi pieniędzmi.
Chcą również mieć pewność, że prawa człowieka nie zależą od tego, jakie poglądy ma zatrzymany ani z kim współpracuje.
Sprawa Piotra, powinna zostać wyjaśniona niezależnie od politycznych sympatii i antypatii. Nie znamy jeszcze wszystkich okoliczności zdarzenia.
Ale właśnie w takiej sytuacji premier powinien zachować szczególną ostrożność.
PREMIERZE, PAŃSTWO TO NIE PARTYJNY TEATR!
Jest w tej sprawie pewien paradoks. Tusk mówi o odpowiedzialności za wzrost agresji, a jednocześnie sam formułuje publiczne oskarżenie pod adresem prezydenta i lidera opozycji, nie przedstawiając dowodów na ich bezpośredni związek z tym zdarzeniem.
Jeżeli naprawdę zależy mu na ograniczeniu agresji, powinien zacząć od siebie, bo on aż trzęsie się z nienawiści do oponentów politycznych.
Państwo prawa oznacza, że również policja musi działać zgodnie z prawem.
Oznacza też, że człowiek zatrzymany przez policję nie traci swoich praw. Ma prawo do obrony, a okoliczności jego zatrzymania i późniejszego pobytu powinny być możliwe do zweryfikowania.
Nie wystarczy powiedzieć, że zatrzymany miał przy sobie nóż, wykorzystywany do prac gospodarczych przy miasteczku namiotowym.Trzeba ustalić, co dokładnie wydarzyło się podczas interwencji.
Rolą premiera nie jest wydawanie politycznych wyroków. Jego obowiązkiem jest dbać o państwo, które doprowadziły do ruiny.
Donald Tusk ma obowiązek odpowiadać za własne decyzje, obietnice i działania swojego rządu.
A jeśli chce rozmawiać o odpowiedzialności, powinien zacząć od odpowiedzialności za własne słowa.
Na koniec warto przytoczyć słowa Marcina Przydacza skierowane do premiera:
„Dziadzia, idź już na emeryturę i daj Polsce żyć. Tylko pamiętaj, żeby odpowiadać na pytania prokuratorów”.
Tego oczekują też obywatele.