Oskar Minge. Codziennie.
Około 60% mojego dnia pracy to dzisiaj AI i różnego rodzaju automatyzacje. Siedzę w tym, sprawdzam, łączę narzędzia, szukam kolejnych zastosowań. I ja to naprawdę uwielbiam. To są możliwości do robienia potężnych rzeczy, czasami aż trudno uwierzyć, ile można z pomocą tych narzędzi zbudować.
Więc tak, ten tekst pisze człowiek, który jest technologią zachwycony. I jednocześnie coraz bardziej boi się o młodych ludzi. Jedno z drugim jakoś musi się we mnie pomieścić.
Bo wiecie co mnie zatrzymuje? Ja pamiętam życie bez tego wszystkiego. Zdążyłem się wielu rzeczy nauczyć, popełnić masę błędów, sprawdzić, że coś potrafię, a czegoś kompletnie nie. Teraz mogę część pracy oddać narzędziu. Młody człowiek może dostać gotowy rezultat zanim w ogóle zdąży dowiedzieć się, jak do niego dojść.
I my jeszcze będziemy zachwyceni, jaki zdolny.
Ładne wypracowanie, poprawna odpowiedź, elegancka prezentacja. Bardzo proszę, piątka. Rodzic zadowolony, nauczyciel może odhaczyć, dziecko ma spokój. Tylko czy ono po tym wszystkim wie więcej? Czy wie chociaż, co z tej pracy jest jego?
Tu zaczyna mi się robić niewygodnie.
W eksperymencie opisanym w „PNAS” niemal tysiąc uczniów szkoły średniej w Turcji uczyło się matematyki w różnych warunkach. Zwykły wariant asystenta AI pomagał podczas ćwiczeń, ale kiedy zabrano do niego dostęp, ta grupa uzyskała na samodzielnym sprawdzianie wyniki o 17% niższe niż grupa bez AI. Wariant prowadzący ucznia podpowiedziami w dużej mierze ograniczył ten problem. Czyli znaczenie miało to, jak narzędzie pomagało się uczyć.
To oczywiście jeden konkretny eksperyment. Nie będę na jego podstawie ogłaszał końca edukacji. Wystarczy mi jednak, żeby zapytać, czy przypadkiem nie zachwycamy się czasami sprawnie wykonanym zadaniem, podczas gdy sam uczeń został gdzieś po drodze.
A przecież matematyka to dopiero początek.
Można już dostać gotowe przeprosiny. Wiadomość do dziewczyny. Odpowiedź po kłótni z kolegą. Wyjaśnienie, dlaczego jest nam smutno, i kilka propozycji, co z tym zrobić. Czasem to komuś pomoże, pozwoli nazwać coś, z czym sam sobie nie radzi. Ja tego nie przekreślam.
Boję się tylko, że można się bardzo przyzwyczaić do cudzych, ładniejszych słów. Tak przyzwyczaić, że własne zaczną wydawać się za słabe, za głupie, niewystarczające.
A własne słowa na początku często właśnie takie są. Niezgrabne. Człowiek coś palnie, potem żałuje, próbuje wyjaśnić. Uczy się. Tylko teraz obok leży urządzenie, które potrafi zaproponować odpowiedź dużo bardziej dojrzałą niż on sam.
Świetnie. Wiadomość dojrzała. A nadawca?
Nie wszystko da się załatwić ładnym zdaniem. Po przeprosinach trzeba jeszcze wytrzymać czyjś żal, wysłuchać, czasem coś naprawić. Nie da się całego dorastania zamknąć w dobrze sformułowanej wiadomości.
I jest jeszcze druga sprawa, chyba dla rodziców najtrudniejsza.
Wyobraźcie sobie wieczór. Dziecko siedzi w pokoju. Jest cicho. Lekcje zrobione, przynajmniej tak mówi. Wy macie za sobą pracę, zakupy, jakiś telefon, który trzeba było odebrać, i kolejną rzecz do załatwienia. Wreszcie chwila oddechu.
Naprawdę, nikogo nie zamierzam rozliczać z tego, że czasami cieszy się ciszą we własnym domu.
Tylko że za tymi drzwiami może właśnie odbywać się najważniejsza rozmowa dziecka w tym tygodniu. O tym, że ktoś je upokorzył. Że nie zostało zaproszone. Że czuje się brzydkie, niepotrzebne albo zwyczajnie nie wie, co ze sobą zrobić.
A pierwszym rozmówcą jest aplikacja.
W amerykańskim badaniu Common Sense Media z 2025 roku 33% nastolatków korzystających z towarzyszy AI przyznało, że przynajmniej raz wybrało taki system zamiast człowieka do rozmowy o ważnej lub poważnej sprawie. Jednocześnie 80% tych użytkowników nadal spędzało więcej czasu z prawdziwymi przyjaciółmi. To dane dotyczące amerykańskich osób w wieku 13–17 lat, nie wszystkich dzieci.
Czyli daleko nam do obrazu pokolenia, które całkowicie zamieniło ludzi na chatboty. Ale ten moment, kiedy z czymś ważnym łatwiej pójść do programu, powinien nas obchodzić.
I zanim ktoś powie: zabrać telefon. Dobrze, zabierzemy. A czy od tego dziecku będzie łatwiej powiedzieć nam, czego się wstydzi? Czy znajdziemy czas, żeby usłyszeć odpowiedź, która nam się nie spodoba?
Pytam też o nas, dorosłych. Bo bardzo łatwo wymagać od młodych obecności, kiedy samemu zerka się na ekran w połowie ich zdania.
AI potrafi odpowiedzieć cierpliwie. Może pomóc coś uporządkować. Ale troskliwy ton nie daje nam jeszcze pewności, że rada jest trafna, a sytuacja dobrze zrozumiana. I sam program nie zauważy przy śniadaniu, że dziecko od kilku dni wygląda inaczej, je mniej, unika wzroku. Człowiek ma szansę to zobaczyć. O ile patrzy.
Rodzic też ma jednak swoje granice. Nie będzie dostępny przez całą dobę. Jest zmęczony, czasem odpowie za ostro, czasem czegoś nie zrozumie. Dokładanie mu kolejnego obowiązku pod hasłem „bądź lepszy od aplikacji” byłoby po prostu okrutne.
Może więc wystarczy zacząć od czegoś mniejszego. Zainteresować się tym, o czym dziecko rozmawia z AI. Bez wyśmiewania. Bez robienia z niego podejrzanego. Zapytać, czy mu to pomaga i czy zdarzyło się, że po takiej rozmowie poczuło się gorzej.
A czasami odłożyć wszystko i zapytać: z czym zostałeś dzisiaj sam?
Tylko później trzeba jeszcze zostać przy tej odpowiedzi. Nie poprawić od razu, nie wygłosić przemówienia. Zostać.
Chciałem, żeby na grafice do tego tekstu ludzie zasłaniali twarze telefonami. Na telefonach namalowane uśmiechy. Nad nimi zmęczone oczy różnych osób. Bo zewnętrznie wszystko można dzisiaj bardzo sprawnie poprawić. Zdjęcie, wypowiedź, nastrój przedstawiony światu. Z człowiekiem pod spodem jest trochę trudniej.
Nie wiem, jakie będą wszystkie skutki dorastania z generatywną AI. Tego pokolenia nie da się jeszcze obejrzeć po trzydziestu latach i wyciągnąć wygodnych wniosków. Właśnie dlatego chcę o tym rozmawiać teraz, kiedy możemy jeszcze świadomie decydować, jak tych narzędzi używać.
Ja będę używał ich dalej. Z entuzjazmem. Chcę też, żeby młodzi poznawali ich możliwości, umieli sprawdzać odpowiedzi i wyciągali z technologii coś dla siebie.
Ale chciałbym żeby po odłożeniu telefonu nadal mieli poczucie, że sami coś potrafią. Że ich niedoskonałe zdanie jest warte wypowiedzenia. Że wolno im przez chwilę nie wiedzieć.
I że jest ktoś, przed kim mogą zdjąć ten namalowany uśmiech.
minge.studio — z AI można zrobić potężne rzeczy. Zróbmy je z głową. Porozmawiajmy o współpracy i szkoleniach.
Zostaw komentarz