WYBORY PREZYDENCKIE DAWNO ZA NAMI A CZŁONKOWIE KOMISJI NADAL MUSZĄ SIĘ TŁUMACZYĆ I TRACIĆ CZAS!

Podczas wyborów prezydenckich w 2025 roku pełniłem funkcję wiceprzewodniczącego Obwodowej Komisji Wyborczej w Skawinkach, gmina Lanckorona.W drugiej turze wyborów Pan Karol Nawrocki uzyskał w naszym obwodzie 81,51% głosów.
Dzisiaj, wiele miesięcy po wyborach, otrzymałem wezwanie z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Mam stawić się w charakterze świadka w sprawie dotyczącej art. 248 pkt 2 i 4 Kodeksu karnego.

Przypomnę, że artykuł ten dotyczy przestępstw przeciwko wyborom, między innymi podstępnego sporządzania dokumentów wyborczych oraz nadużyć przy przyjmowaniu lub obliczaniu głosów. Za takie czyny grozi kara pozbawienia wolności do 3 lat.Podkreślam: zostałem wezwany jako świadek, a nie osoba podejrzana o popełnienie przestępstwa. Nie mam wiedzy o tym, aby ktokolwiek z naszej komisji dopuścił się czynów opisanych w tym artykule.

Przewodnicząca naszej komisji kilka miesięcy temu była już przesłuchiwana. Teraz przyszła kolej na mnie.I teraz pytanie: czy powodem zainteresowania naszą komisją jest wysoki wynik Prezydenta Karola Nawrockiego w Skawinkach? Nie wiem tego, ale trudno nie zadawać takiego pytania, patrząc na okoliczności i upływający czas.Nie kwestionuję prawa organów ścigania do wyjaśniania wszelkich wątpliwości. Każda sprawa powinna być rzetelnie zbadana. Ale czy ktoś zastanawia się nad tym, co oznacza to dla zwykłych ludzi?

Żeby stawić się na przesłuchanie w Krakowie, muszę poświęcić praktycznie cały dzień. Dojazd do Komendy Wojewódzkiej Policji, oczekiwanie, przesłuchanie i powrót. To mój prywatny czas, koszty podróży, nerwy i kolejne obowiązki, które muszę odłożyć na bok.A przecież członkowie komisji wyborczych otrzymują dietę, która w żaden sposób nie rekompensuje takich dodatkowych obciążeń.Za kilkaset złotych diety człowiek ma poświęcić swój czas, a później jeszcze miesiącami żyć w niepewności i jeździć na przesłuchania?

Wybierani już pewnie zapomnieli o wyborach i zajmują się swoją polityczną rzeczywistością. Tymczasem zwykli obywatele, którzy wzięli na siebie odpowiedzialność za przeprowadzenie głosowania, nadal muszą poświęcać czas na wyjaśnianie spraw wyborczych.Czy tak powinno wyglądać traktowanie ludzi, którzy zdecydowali się zaangażować w życie publiczne? Czy ktoś pomyślał, że takie sytuacje mogą skutecznie zniechęcić obywateli do pracy w przyszłych komisjach wyborczych.

Kto będzie chciał brać na siebie odpowiedzialność, skoro po zakończeniu wyborów zamiast spokoju mogą czekać go kolejne wezwania, dojazdy i przesłuchania? Demokracja to nie tylko politycy, partie i walka o władzę. To również zwykli obywatele, którzy w dniu wyborów wykonują swoją pracę i pilnują procedur. Im także należy się szacunek.Oczekujemy rozsądku, rzetelności i poszanowania czasu obywateli.