Były prezenter chińskiej telewizji państwowej CCTV prosił Tajwan o pomoc. Odesłano go z powrotem do Tajlandii.
Cheng Wanjun prowadził w CCTV programy o prawie. Twierdzi, że w 2019 roku na zebraniu w redakcji nazwał Xi Jinpinga „władcą, który doprowadzi państwo do upadku”. Ktoś to nagrał i złożył donos. Cheng trafił do więzienia na sześć lat za rzekomą „nielegalną działalność gospodarczą”. Pekin często sięga po ten zarzut, kiedy chce ukarać kogoś za poglądy.
Odbywanie kary zakończył w 2025 roku, a 14 października tego roku wyjechał do Tajlandii. Biuro ONZ do spraw uchodźców uznało, że grozi mu skrajne niebezpieczeństwo, ale przyznało, że nie zapewni mu tam bezpieczeństwa.
Tajlandia już wydawała Chinom uciekinierów. W 2025 roku odesłała do ChRL 40 Ujgurów.
2 listopada Cheng wylądował na lotnisku pod Tajpej i poprosił o tymczasowe schronienie, zanim przyjmie go inny kraj. Nie wpuszczono go. Wieczorem 3 listopada był już w Bangkoku.
Sprawa nie jest jednak taka prosta. Cheng leciał z Bangkoku przez Tajpej do Pekinu, czyli miał bilet do kraju, przed którym podobno uciekał. Zdołał też legalnie wyjechać z Chin z paszportem, co rzadko udaje się ludziom naprawdę ściganym przez reżim.
Rada do Spraw Kontynentalnych, tajwański urząd do spraw relacji z ChRL, twierdzi, że poza jego własnymi słowami nie ma żadnych dowodów prześladowań. Na Tajwanie pojawia się pytanie, dlaczego z Tajlandii nie poleciał prosto do Europy czy Kanady, i podejrzewa prowokację.
Tajwan nie odsyła przy tym wszystkich. We wrześniu adwokatka Wang Xiahong, która broniła członków prześladowanego przez KPCh Kościoła Syjon, największego niezarejestrowanego kościoła protestanckiego w Pekinie, przyleciała z rodziną w podobny sposób i dostała trzy miesiące schronienia.
Autor: Hanna Shen
Dziennikarka, korespondentka GPC na Tajwanie, prowadzi swojego bloga pod adresem: haniashen.blogspot.tw
Zostaw komentarz