W Bergen w Norwegii mieszka mój najstarszy syn Dariusz wraz z żoną Justyną oraz moimi wnukami. Świetnie się zaaklimatyzowali po przeprowadzce z USA. W Norwegii znaleźli swoje miejsce na ziemi. Do marca ubiegłego roku wszystko było w porządku, lecz „pandemia” spowodowała, że skończyły się odwiedziny w Polsce, a wzmogła się tęsknota za najbliższymi. Ja również za nimi tęsknię. Ostatnio moją synową zbulwersowały pojawiające w norweskiej prasie oskarżenia, że głównie Polacy są odpowiedzialni za wzrost zachorowań po świętach Bożego Narodzenia. Pomimo zaleceń rządu, aby nie przemieszczać się, wielu rodaków postanowiło spotkać się z rodziną w Polsce. Sprawa została rozdmuchana przez tamtejszą prasę, co spowodowało lawinę przykrych i krzywdzących zachowań, które poruszyły moją synową na tyle, że postanowiła zabrać głos w tej sprawie. Jej słowa chwytają za serce. Tutaj tekst oryginalny – „Jeg er fra Polen, og jeg tar pandemien like alvorlig som du” – Justyna Kotowiecka https://www.bt.no/btmeninger/debatt/i/AlE5vr/jeg-er-fra-polen-og-jeg-tar-pandemien-like-alvorlig-som-du?referer=https%3A%2F%2Fwww.bt.no#Echobox=1612100697)
Tłumaczenie na język polski:
„Jestem z Polski i traktuję pandemię równie poważnie jak ty.
Nie byłam w swoim kraju od lata 2019 roku. Ominęły mnie śluby jak i pogrzeby najbliższych. Jestem wściekła, zmęczona i bezradna. Powiem ci szczerze, że naprawdę się boję. Staram się jednak o tym nie myśleć. Boję się, że kiedyś nie wytrzymam i będę płakać przy dzieciach. Wtedy odkryją, że nie jestem taka silna i stracą poczucie bezpieczeństwa. Boję się zapaści finansowej i problemów z pracą. Utrata stabilności jest początkiem wielu konfliktów rodzinnych. Obawiam się, że nadejdzie czas, kiedy będziemy mieć siebie dość. Nie mamy już o czym rozmawiać. Nic się nie dzieje, nikogo nie widzimy. Dzieci żyją w wirtualnym świecie, a za mało spędzają czasu z rówieśnikami. To samo dotyczy dorosłych. Obawiam się, że postradam zmysły czytając wiadomości. Nie wiem, co myśleć o szczepionce. Ale powiem ci jedno. Jestem naprawdę szczęśliwa, że żyję w tak ciekawych czasach i cenię każdą minutę swojego życia. Boję się, że zachoruję i nikt mi nie pomoże. Nie będzie przy mnie rodziny. Boję się samotności. Anonimowości. Obawiam się, że już nie zobaczę moich rodziców. Ostatnio często dochodzą do mnie informacje, że ktoś z rodziny jest chory. Niektórzy z nich mają ciężki przebieg Covid-19 i są hospitalizowani. Nie uczestniczę w pogrzebach. Moje serce jest złamane, ponieważ w tym roku odeszło kilka bardzo bliskich mi osób. Nie byłam również na weselach. Nie biorę udziału w ważnych wydarzeniach rodzinnych. Jestem z Polski. Ostatni raz odwiedziłam swój kraj latem 2019 roku. Stosuję się do wszystkich zaleceń i wskazówek władz. Dlaczego? Ponieważ wiem, że to jedyny sposób, w jaki możemy zatrzymać pandemię i wrócić do normalności. Do świata, tego sprzed roku. Wiem, że ty też tego chcesz. Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Zirytowani. To dziwny i trudny czas dla nas wszystkich, ale to nie ja przyniosłam ci COVID-19. To nie moja wina, że na świecie wybuchła pandemia. Proszę, nie patrz na mnie z urazą, obrzydzeniem i bez zrozumienia. Ja jestem ja – a nie wszyscy. Żaden z moich znajomych obecnie nie podróżuje. Nikt nie naraża siebie ani innych na niebezpieczeństwo. Niemniej jednak rozumiem też tych, którzy zdecydowali się odwiedzić rodzinę w Polsce na święta Bożego Narodzenia. Nikogo tu nie mają. Podjęli decyzje i ponoszą konsekwencje. Kwarantanna w Polsce. Kilka krótkich chwil z bliskimi, a potem z powrotem. Aby przekroczyć granicę, trzeba mieć negatywny wynik testu. Następnie ponownie w kwarantannie. Potem nowy test. Tak, niektórzy z nas wrócili wcześniej do pracy, ale jest to rzadkie. Często na prośbę pracodawców, którzy nie w pełni przestrzegają lub nie rozumieją przepisów. Sama niejednokrotnie zostałam poproszona o przyjście do pracy, gdy miałam gorączkę. Każdy z nas jest inny. Teraz wszyscy potrzebujemy zrozumienia, empatii i ciepła. Poszukiwanie winowajców nic nie da. Rozumiem, że jesteś przerażony i wściekły. Uwierz mi, ja też jestem człowiekiem i mam uczucia. Jesteśmy tu i teraz razem w Norwegii. I razem pokonamy wirusa. Mam też nadzieję, że wkrótce się to skończy, ale kiedy patrzę, co się dzieje, wiem, że nadal wymaga to czasu i dyscypliny oraz zrozumienia. Dlatego szanujmy się nawzajem i bądźmy mili, bardzo potrzebujemy ciepła i współczucia.

Opublikowano: 31 stycznia 2021 r., Godz. 11:47
Są osoby ktore duszą się w maskach NATYCHMIAST,czy maja je nosic?bo
MOŻE MOŻE MOŻE ktos sie zarazi,
bo MOŻE ZACHORUJE,
bo MOŻE zachoruje lekko,
bo MOŻE zachoruje ciężko ,
bo MOZE umrze (śmiertelnosć 0.02%.)
ale reszta wrzeszczy załóż,udus sie ,bo ja MOŻE….
może się nawet nie zarażę
,może nawet nie zachoruję,
może nawet lekko,
może nawet nie cięzko
,może nawet nie umrę–przeżywalnośc 99.98% i ty dla mego MOZE udus się NA PEWNO!
Zdrowi w maskach i z zakazem pracy,bo MOŻE…,NIEWAŻNE ,że zbankrutują,nieważne,że depresja,nieważne,że wszystko się zawali,NIEWAŻNE,
ważne,że ja MOŻE.
Dziekuję Bogu że ilosc klepsydr ta sama,wieksza jedynie na skutek niedopuszczenia ludzi do opieki medycznej z powodu covida i oni umierają bez dostepu do tzw.SŁUŻBY ZDROWIA.
Czy słowo SŁUŻBA,SŁUŻYC jeszcze cos znaczy?