Wybaczcie, ale będzie wpis niepoprawny politycznie (który zresztą jakiś czas temu zapowiedziałem, ale jakoś nie miałem dotąd pretekstu żeby go zamieścić (aż do dziś). Pewnie za niego za dużo „lajków” nie zbiorę, a i może mi się jakieś „cięgi” oberwą, ale czasem muszę… 😣

Otóż słyszę dziś z rana w jednej z głównych telewizyjnych stacji informacyjnych taką oto „wiadomość dnia”, że gdzieś tam w Polsce „dwie pijane nastolatki jechały na hulajnodze bez kasków i się wywróciły”. Oczywiście informacji tej towarzyszy pełen odpowiedzialnej powagi komentarz dziennikarski, jakie to niebezpiecznie potencjalnie zdarzenie (i tu się zgadzam), jak również przypomnienie, że od 1 czerwca br. obowiązuje w naszym kraju młodzież do 16-tego roku życia, poruszającą się na rowerach i hulajnogach elektrycznych kask na głowie.
No i właśnie. Przeanalizujmy – co ma wywrotka dwóch pijanych dziewcząt na hulajnodze do obowiązku kasków na rowerach?! 🤔

Po pierwsze godne uwagi, potępienia i zainteresowania odpowiednich służb, jest to, że dwie osoby niepełnoletnie były pijane!
Po drugie, zapewne nie powinno mieć miejsca to, ze poruszały się razem na jednej hulajnodze.
Po trzecie – na szczęście koniec końców nic się poważnego nie stało (pewnie mogło być gorzej).
Po czwarte – owszem kaski na hulajnogach elektrycznych – to obowiązek godny rozważenia. Ten „wynalazek ostatnich lat” rzeczywiście stwarza nieraz zagrożenie – zarówno dla jego użytkowników (szczególnie gdy poruszają się „jak wariaci”, co zdarza się nader często), jak i dla innych uczestników ruchu drogowego. Doświadczyłem tego parokrotnie – tak jako kierowca, jak i jako pieszy.
Ale – na Miłość Boską – rowery?! 🤯

Uważam, że ustawodawca się w tym punkcie zdecydowanie zagalopował! Truizmem będzie stwierdzenie, że wszyscy jeździliśmy w dzieciństwie na rowerach bez kasków. Od jakichś bagatela dwustu Lat… 🙄
Więc co się stało? Czy naprawdę w ostatnim czasie tak bardzo wzrosło zagrożenie na drogach dla rowerzystów?
(w tym np. na uliczkach osiedlowych czy ścieżkach rowerowych, gdzie też przepis obowiązuje!)

Tak radykalne ograniczenie wolności osobistej młodych ludzi powinno być jakoś mocniej uzasadnione. Pomysł poddany powinien być pod szerszą społeczną dyskusję. Władza powinna przedstawić ludziom konkretne dane, świadczące o tym, że kaski realnie poprawią bezpieczeństwo najmłodszych rowerzystów. Jednym słowem jakoś nas jako społeczeństwo (i wyborców) do takiej zmiany powinni rządzący przekonać…
Tymczasem czegoś takiego nie było, a przepis wszedł w życie dość niespodziewanie, na szybko, po cichu, przy okazji szerszych zmian w prawie o ruchu drogowym. Czy rządzący poszli za modą? Czy też na łatwiznę, chcąc pokazać, że „coś robią”? A może stoi za tym jakieś lobby?
Nie wiem. Nawet nie mam ochoty wnikać.

A zamiast tego zwrócę jeszcze uwagę na pewien „zabawny” szczegół, świadczący o tym, że przepisu chyba delikatnie „nie dopracowano”.
Otóż ten sam akt prawny, w którym wpisano obowiązek używania kasków przez młodych rowerzystów, zawiera w innym miejscu stwierdzenie, że dziecko w wieku do 10 lat kierujące rowerem ma poruszać się po chodniku (pod opieką osoby dorosłej) i – uwaga! – traktowane jest jako PIESZY!
Czy więc obowiązek noszenia kasków dotyczy wyłącznie tych rowerzystów, którzy mieszczą się w zakresie 10-16 lat i poruszają się (przynajmniej w teorii) ulicami, wraz z samochodami, czy również owych młodszych „pieszych” – maluchów jadących na swoich małych rowerkach u boku rodziców, chodnikiem?!
No, ale to już taka refleksja na marginesie. Półżartem. Wiadomo, że takie „drobne nieścisłości” w polskich prawie to norma. Liczy się wszak przede wszystkim tempo legislacji (wiadomo – mamy obecnie w Polsce „procedurę fast-foodową”). Szczególnie gdy władza chce działać z zaskoczenia i zdążyć pozmieniać to i tamto przed kolejnymi wyborami. 😜

Warto przy tym zauważyć, że Polska dołączyła w ten sposób do grona zaledwie kilku europejskich krajów, w których podobne prawo (swoją drogą – nie wiedzieć czemu) obowiązuje. Myślę natomiast, że niejeden Holender czy mieszkaniec takiej czy innej zachodnioeuropejskiej metropolii by się po głowie poskrobał – co to za głupi obowiązek?

Nikogo oczywiście do łamania prawa nie namawiam (co najwyżej wspomnę tylko o formule obywatelskiego nieposłuszeństwa – stosowanego nie tak dawno przez wielu z nas, w proteście przeciw absurdowi maseczkowemu).
Nie jestem też zwolennikiem narażania się na świadome niebezpieczeństwo! Gdy jedziemy w góry, poruszamy się ruchliwą szosą albo po prostu nie czujemy się pewnie na rowerze – kask stosujmy.

Uważam jednak, że taki powszechny „łopatologiczny” nakaz (dodatkowo wprowadzony trybem „fast-foodowym”) to przepis zły, a wręcz szkodliwy (pierwszy jego efekt, jaki zauważyłem, to drastyczne zmniejszenie liczby młodzieży na rowerach).
I kiedy słyszę tego rodzaju absurdalne wnioski, jak dziś z rana w opiniotwórczej stacji telewizyjnej, niezmiernie mnie to wkurza, przywodząc przy okazji na myśl znane aż za dobrze manipulacje o podobnym mechanizmie, stosowane w ostatnich latach przez media w innych obszarach.

Owszem – ktoś ma poczucie, że kasku potrzebuje, niech używa. Ale nie pod przymusem! A dziecko czy nastolatek na rowerze z odkrytą głową – to naprawdę – nic nienormalnego ani godnego potępienia! Nie dajmy się zwariować, zastraszyć i zmanipulować!

[zdjęcie ilustracyjne – z darmowych zasobów sieciowych – z ojczyzny rowerów – Holandii]