Dzisiaj pobawię się w adwokata diabła w wyjątkowo bulwersującej sprawie Szpitala Południowego, którego nowa odsłona robi właśnie błyskawiczną wiralową karierę w internecie.
Nie ma powodów, żeby bronić pana doktora Kacprzyka. Wręcz przeciwnie, a nawet uważam osobiście go za odpowiedzialnego za rozmaite negatywne konsekwencje jakie dotknęły pacjentów za jego kadencji jako koordynatora SOR. Trzeba jednak rozróżnić pojęcie odpowiedzialności od winy i zagadnień, których dotyczy.
Zanim rozpalimy pochodnie i naostrzymy widły, dobrze byłoby się zastanowić na wymiarem tej odpowiedzialności oraz jej potencjalnymi skutkami. Przede wszystkim, stwierdzenie, że błąd lekarski skutkuje śmiercią pacjenta nie jest żadnym novum, a nieusuwalnym ryzykiem w pracy każdego lekarza. W mojej branży krąży powiedzenie, że błędy lekarza kryje ziemia, architekta – zieleń. Jest jeszcze inne, bardziejk dosadne, że każdy lekarz posiada kwaterę na lokalnym cmentarzu – i jakkolwiek byłoby to gorzkie i ironiczne ujęcie sprawy, trudno dyskutować z jego prawdziwością.
Ten tylko się nie myli, kto nic nie robi. Żeby nieść pomoc, musimy akceptować związane z tym ryzyko. Nawet jeśli część przypadków niesienia pomocy okazuje się letalna dla pacjentów, sumarycznie większość wychodzi jednak lepiej, niż gdyby tej pomocy nie udzielano. Nie można więc tylko na tej podstawie zwracać się wobec lekarzy, bo uzyskamy rezultat gorszy od zamierzonego.
Konieczne jest inne ujęcie sprawy. Chodzi o rzecz bardzo trudną w konceptualizacji w dzisiejszym dyskursie publicznym – miarodajność. Nie tyle ma znaczenie, czy coś jest lub nie jest, ponieważ dla niemal dowolnej sprawy można wykazać, że istnieje takie x, które … (i tu można sobie wpisać dowolne wyrwane z kontekstu, jednostkowe spostrzeżenie). Taka absolutyzacja rodzi paradoks i wiedzie do absurdu. Jeśli sprzeczne generalizacje zostaną przyjęte jako prawdziwe przesłanki, dyskurs staje się eksplozywny: można uzasadnić praktycznie dowolną ocenę, zgodnie z zasadą ex falso quodlibet.
Znaczenie ma natomiast to, czy badane zjawisko występuje „mniej” lub „bardziej”. Nie musimy odnosić się do konkretnej wartości – a do istnienia różnicy, która jest niedysputowalna, bo z faktami się nie dyskutuje.
Problem w tym przypadku polega na tym, że nikt takich jakościowych, miarodajnych kryteriów wobec pracy lekarza (jak też pracy innych specjalistów, od urzędników po architektów) nie sformułował wyraźnie. Nie mamy uzgodnionego społecznie kryterium, żeby powiedzieć : ten lekarz nie wywiązuje się ze swoich obowiązków należycie.
Od razu zaznaczę, dlaczego nikt nie odważył się takich granic wyznaczyć. Stwierdzenie, że jeśli powyżej 10 pacjentów na 100 umiera, to lekarz musi być złym lekarzem, wydaje się eleganckie i kuszące w swojej prostocie. Wystarczy jednak zauważyć, że pacjenci poddawaniu leczeniu mogą być w różnym stanie. Wybitny specjalista może opiekować się 100 pacjentów w ciężkim stanie, z których 90 umiera, a 10 pozostałych przy życiu będzie ogromnym sukcesem. W ten sposób prosta teza o efektywności zostaje negatywnie sfalsyfikowana.
Uczciwa ocena wymaga uruchomienia myślenia abstrakcyjnego i rozważania scenariuszy kontrfaktycznych, a więc zdefiniowania, ilu pacjentów umarłoby (lub przeżyło) gdyby pomoc została im udzielona należycie (lub nienależycie).
Tym samym stawianie zarzutów w programie telewizyjnym nie jest poważne. Teza kontrfaktyczna wymaga zbadania i oceny każdego jednego przypadku przez specjalistę lub zespół specjalistów, a i tak będzie obarczona niepewnością. To nie proces na zero-jedynkowych dowodach, lecz poszlakowy, pod pewnymi względami uznaniowy.
Reasumując, jest zbyt wcześnie żeby egzaltować się wyciągać zbyt daleko idące wnioski względem pomocy medycznej udzielanej pod nadzorem lekarza-radnego. Można być pewnym tylko jednego : okoliczności są delikatnie mówiąc niestandardowe i wskazują na istnienie takiej ewentualności, która powinna być dopiero zbadana.
I mam nadzieję, że w ten sposób zostanie prześwietlona, przywracając publiczne zaufanie do szlachetnej profesji lekarskiej.
Fot.: Izabella Kozak / Kanał Zero
Zostaw komentarz