I stało się! Kolejny stopień w procesie zniewolenia naszego narodu jest właśnie realizowany…
Wzorem kilku już europejskich państw, nasz krajowy polski zarząd wprowadza reżim maseczkowy w nowej odsłonie.
Wszelkie szmatki, szale, kominy mają pójść w odstawkę. Przez niemal rok czasu były ok. A tu nagle, po roku trwania „pandemii”, okazuje się, że jednak – ehm – nie chronią.
Tylko maski (swoją drogą, czy zgodne z nowymi „przepisami” będzie przerobienie chusty na maskę poprzez złożenie jej w prostokącik i przeciągnięcie sznureczków? Trzeba pokombinować).
Ciekawa sytuacja w gruncie rzeczy.
Osobiście znam niemało osób – powiedzmy – wierzących (lub starających się uchodzić za wierzących) w całą tą pandemiczną bujdę wszechczasów, które przez ostatnie miesiące nosiły nie żadne maski, ale właśnie najróżniejsze „zamienniki”.
Jak ci ludzie muszą się teraz czuć? Używali przecież nieregulaminowych „osłon twarzy”, które jak się okazuje nie działają! Myśleli więc, że „chronią siebie i innych”, a tu nic z tego! Przez tak długi czas nie chronili! Narażali staruszków. No i w ogóle jak to możliwe, że sami się nie zarazili?! I nie umarli?! Na ten straszny wirus…
Jak to być może? Drodzy „kowidziarze”. Nadal nie jesteście ani trochę wkurzeni? Nadal nie czujecie, że ktoś robi z was idiotów?
Ech. Kiedy skończy się ten koszmar…?
I jeszcze jedna refleksja.
Mogą niektórzy powiedzieć, że czepiam się za bardzo tych masek. Że w obliczu innych skutków „pandemii”, przymus noszenia tego dziadostwa na twarzy to błahy problem. Że firmy upadają i ludzie tracą pracę. Że służba zdrowia leży na łopatkach, pacjenci na inne („normalne”) choroby umierają nie mogąc dostać się do lekarzy i prowadzić leczenia, a w szpitalach przez szaleństwo kowidowe dzieją się tragedie – ludzi cierpiących w samotności, staruszków oddzielanych od bliskich i traktowanych jak „zadżumionych”, młodych rodziców przechodzących straszne chwile na porodówkach. Że upadła oświata, dzieci i młodzież straciły wiele miesięcy nauki, nikt się już nie uczy, a zamiast tego młodzi ludzie popadają w rozpacz, depresję, muszą leczyć się psychiatrycznie. Że rozbiliśmy więzi międzyludzkie, wspólnoty rodzinne, sąsiedzkie, międzynarodowe. Że niszczona jest religia i Kościół.
Można na to wszystko zwrócić uwagę.
Może i maseczki przy tym to drobiazg.
Ale…
Dla mnie jednak są one nadzwyczaj wymownym symbolem. Czymś co bez porównania z innymi rzeczami oddziaływuje wszędzie i cały czas na naszą świadomość i podświadomość. Co powoli, ale trwale niszczy nas jako wolnych ludzi. Czyni z nas niewolników.
Te nieszczęsne maski są więc również bardzo ważnym elementem całej tej diabelskiej układanki.
Korwinoidy lubują się w tabloidyzacji i ilustracjach z dvpy a cała Konfa to oszołomskie warcholstwo, która lansuje się na bredniach i jawnych kłamstwach, o których przecież nie raczysz napisać a idą w świat. Jakie masz podstawy do twierdzeń, że lockdown i maseczki nie działają? Badania naukowe świadczą przeciwnie.
Ludzie mają zdychać, co? Chcesz świata, w którym rząd skazuje ludzi na śmierć, argumentując że kasa ważniejsza niż czyjeś życie? A ludzie mają gdzieś innych i nawet byle maski nie założą?