Czuchnowski znowu nadaje. Tym razem wespół z Agnieszką Kublik zdemaskował złego „pisiora”, który zażądał łapówki od „najuczciwszego z uczciwych” polskich bankierów – Leszka Czarneckiego.

O szczegółach ujawnionej przez „gazetę wyborczą” afery można przeczytać na rozmaitych portalach.

Ja tylko prosiłbym, byście pamiętali o poniższym.

Zamieszczony we wtorkowej „wyborczej” tekst rzekomej rozmowy pomiędzy szefem KNF Markiem Chrzanowskim a bankierem Leszkiem Czarneckim zawiera informacje budzące nieufność.

Przede wszystkim uwaga podstawowa – skąd redakcja, a w szczególności Czuchnowski i Kublik wiedzą, że przedstawione im nagranie jest prawdziwe?

Prawdziwe w tym sensie, że faktycznie na taśmie jest nagrany głos Chrzanowskiego, bo w autentyczność głosu Czarneckiego nie wątpię.

By móc rozstrzygnąć autentyczność nagrania należy poddać całe nagranie długim badaniom fonoskopijnym.

Najważniejszym badaniem definiującym przydatność nagrania jako dowodu w sprawie jest ustalenie autentyczności nagrania. Za nagranie autentyczne uznaje się nagranie w pełni odzwierciedlające zdarzenie akustyczne, w przypadku którego można stwierdzić, że nie było żadnych ingerencji w materiał. W powszechnym rozumieniu materiał autentyczny jest „niezmontowany”, czyli nie zostały wycięte lub dodane żadne obce  fragmenty po jego nagraniu. W przypadku taśm magnetycznych mówi się o ciągłości zapisu jako synonimie autentyczności. Ciągłość zapisu nagrań cyfrowych nie przesądza o jego autentyczności, bowiem istnieje wiele innych cech świadczących o możliwości manipulacji przy tym nagraniu. Część z nich doświadczony fałszerz jest w stanie zamaskować, ale niektóre nie dają się zmienić i stanowią jednoznaczny dowód manipulacji przy nagraniu. Do badań samego zapisu można także zaliczyć ustalanie parametrów nagrania jak prędkość zapisu, pasmo częstotliwości, w której jest nagrany sygnał mowy, długość nagrania oraz zakłócenia występujące w nagraniu.

(…)

 Aby identyfikacja była rzetelna i wiarygodna, ekspert fonoskopii musi mieć materiał porównawczy, na podstawie którego jest w stanie wydać ekspertyzę. Materiał do analizy pobierany jest przez fonoskopa bądź inną osobę przeszkoloną do pobierania próbek dźwięku. Obszerność materiału porównawczego zależy od ilości materiału dowodowego: im mniej materiału dowodowego, tym więcej musi być materiału porównawczego.

(Ewa Kozłowska, w: Innowacyjne metody wykrywania sprawców przestępstw. Materiały z konferencji, Wrocław 2014).

Zatem pytanie pierwsze – kto i kiedy dokonał analizy fonoskopijnej nagrania?

I związane z nim kolejne:

Kto i kiedy pobrał próbki głosu od dr Chrzanowskiego potrzebne do analizy?

A skoro takich badań nie było (bo nie było, gdyż czas ich przeprowadzenia to kilka miesięcy), to na jakiej podstawie duet Czuchnowski – Kublik każe nam wierzyć, że przedstawiony tekst jest oparty o fakty?

Nie prasowe, nie propagandowe ale prawdziwe?

To nie koniec zastrzeżeń.

Otóż wg wyborczych cynglów Czuchnowskiego i Kublik wskutek działania urządzeń zagłuszających, jakoby znajdujących się w gabinecie Chrzanowskiego, z trzech wniesionych przez Czarneckiego urządzeń nagrywających dźwięk zadziałało tylko jedno.

Pytanie, na ile dokładnie?

Czy za chwilę nie pojawi się teoria, że nieznane zagłuszarki zniekształciły obraz fonoskopijny na tyle, że nie sposób ustalić, kto jest autorem wypowiadanych słów, ale za to treść jest czytelna?

Technicznie bowiem obcięcie sporej części pasma nagrania może być przeszkodą nie do pokonania dla biegłego pragnącego ustalić autentyczność nagrania konkretnej osoby. To jednak pozwoli na nieustanne podgrzewanie tematu pt. skorumpowane państwo PiS aż do wyborów do € – parlamentu.

Mimo tego najważniejszy zarzut, czyli żądanie 40 mln zł (przez trzy lata, a więc kwota porównywalna z…. wynagrodzeniem prezesa banku!) miało wyglądać tak, że prezes KNF dr Chrzanowski pokazał Czarneckiemu…. karteczkę z napisem 1%!

O tym, że taka karteczka istniała w rzeczywistości mówi… Leszek Czarnecki.

Że „wybiórcza” w powyższej sprawie nie zachowała wymaganej od rzetelnego publikatora bezstronności świadczą zestawy pytań, jakie Czuchnowski i Kublik mieli wysłać przed publikacją tekstu do prezesa KNF i radcy prawnego, który wg „gazety” miał być głównym beneficjentem „łapówkarskiej” propozycji.

Żurnaliści nie próbują potwierdzić swojego źródła informacji. Od razu chcą wiedzieć, kto Chrzanowskiemu kazał złożyć propozycję korupcyjną Czarneckiemu!

Wspominając historię – w podobny sposób pytał na pokazowych procesach oberprokurator Stalina niejaki Andriej Wyszyński.

Gdyby inne media stosowały taką samą metodę powinny teraz zapytać Michnika, czy za publikację  tekstu „40 milionów….” dostał łapówkę od Czarneckiego, czy też od Schetyny.

A może od obu razem?

I czy podzielił się nią z Czuchnowskim?

Dokładnie w ten sam sposób, jak gazeta nadredaktora Adama dochodzi do „prawdy”.

Nie po raz pierwszy „czerska” wydala z siebie sensację, mającą na celu osiągnięcie doraźnego celu politycznego.

Ot, np. publikując przed laty opinię niejakiego Andrzeja Samsona, psychologa skazanego potem za czyny lubieżne wobec małoletnich, który to twierdził, że kontrkandydat Wałęsy w wyborach prezydenckich Stan Tymiński to wariat.

Psycholog Andrzej Samson wyznał „GW”, że Stan Tymiński jest „głęboko zaburzony” i że jest „osobowością paranoidalną”. Zasugerował, że to „wariat kliniczny”, zestawiając go z przysłowiowym panem Wiesiem, któremu wydaje się, że jest Napoleonem.

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/185759,1,tyminski-stanislaw.read

Czuchnowski, zwany dla swoich zasług „cuchnowskim”, na koncie ma sporo wpadek.

Nie tak dawno przecież odkrył „aferę botów”, które rzekomo były jedynym powodem klęski wyborczej Komorowskiego.

Wcześniej zaś wg jego zwidów Macierewicz miał szantażować Kaczyńskiego i Morawieckiego jakimiś teczkami.

Wynalazł także bohaterską niczym Wanda Wasilewska kpt. Magdalenę H.

Wszystkie rewelacje po krótszej lub dłuższej chwili okazywały się zwidem „śledczego cyngla”.

Wszystkie miały na celu poruszenie ludzi i przybliżenie wymarzonego na Czerskiej końca „pisowskiej dyktatury”, czyli powrotu dotacji ze Skarbu Państwa, ukrytych pod postacią nikomu niepotrzebnych reklam.

To jednak nie przeszkadzało, aby zaprzyjaźnione z „czerskimi” media urządzały za każdym razem medialny cyrk, roztrząsający medialną „informację”.

I tym razem będzie tak samo.

Tyle, że do wyborów blisko, więc pewnie zanim dojdzie do umorzenia postępowania jeszcze nie jeden raz usłyszymy o cnotliwym bankowcu i złym „pisiorze”.

Na szczęście Chrzanowski podał się do dymisji.

W ten sposób pokazał, jak bardzo obecny rząd różni się od poprzedników.

Za PO-PSL nikt posądzany nawet o największe przewały nie ustąpił ze stanowiska na czas trwania postępowania wyjaśniającego.

13/14 11 2018