O jakich ich mi chodzi i czemu niepokój? Zaraz wyjaśnię.
Mianowicie do niedawna to było tak: gdy potrzebowałam pomocy w czymś związanym z głównym zakresem mojej działalności, czyli z działaniem w imię wolności i przeciw niewoli, z walką prześladowanych przeciw prześladowcom, walką z dziedzictwem i pozostałościami jednego z najbardziej ludojedzkich systemów, jakie zna najnowsza historia, zawsze w najtrudniejszych momentach mogłam liczyć na pewną grupę ludzi, z ktorymi w tych sprawach rozumiałam się w pół słowa. Miałam zaufanie do ich osądu i wiedziałam, że zazwyczaj (pewnie nie zawsze, ale bardzo często) mogę liczyć na zrozumienie i wsparcie, choćby psychiczne, na dobre slowo, na gest, na jakieś choćby niewielkie zaangażowanie.
To ludzie, którym zazwyczaj nie muszę tłumaczyć kto to byl Stalin i czemu nie jest nam obojętne co robił, choć umarł 70 lat temu, ani dlaczego zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej było i nawet do dziś pozostaje super ważnym wydarzeniem w historii naszego regionu, którzy czują o co chodzi, gdy mówi się o wszechogarniajacym kłamstwie i wiedzą co to takiego łagier, a co więzienie…
Kto to taki? To ludzie dawnej antykomunistycznej opozycji przed i po Solidarności. To może być przedsiebiorca, architekt, psycholog, dziennikarz, emerytka…
Choćbym się dziś z nimi diametralnie rozniła poglądami, a nawet gdyby oni uważali, że ja całkiem zgłupiałam a ja że oni – to wiem, że w 9 przypadkach na 10, jesli tylko będą potrafili czy mogli, w sprawach którymi sie zajmuję – pomogą.
I ogarnia mnie przestrach co bedzie jak oni się wykruszą? Kto jeszcze będzie rozumial tak naprawdę, w praktyce, nie ideologicznie, nie w postaci pieknych słów, tylko w głębi serca, kto bedzie jakoś tak końcami palców wyczuwał co to solidarność i czemu walka o wolnośc jest cholernie ważna, czemu komunizm jest zły, a Rosja imperialna…. No kto?
Komu z następnych to przekazano? Czy na pięćdziesięciolatkach urywa się ta wiedza?
A jak to wszystko tłumaczyć? Robić dwugodzinne wykłady i cykl seminariów za każdym razem? Jak tłumaczyć co to życie w beznadzieji, albo jak wygląda prawdziwy ruch społeczny ludziom, którzy go nigdy nie odczuli i chętnie myśla,że światem kierują tylko albo spiski, albo chwytliwe slogany?
Bardzo sie boję, że od kolejnych pokoleń oddziela nas straszliwa luka w doświadczeniu, a co gorsza luka edukacyjna (bo przecież był czas kiedy nie trzeba było być powstańcem styczniowym, by rozumieć katastrofę zaborów…).
Otwiera się tu pole do wielu rozważań i może nawet dyskusji, ale mnie kołacze się w glowie jedno; do kogo będzie można się zwrócić, w takich sprawach, gdy tych ludzi zabraknie?
Fot. NN. Zbiory Ośrodka KARTA
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zostaw komentarz