Kiedy porównałam zmagania wewnętrzne dwóch głównych polskich sił politycznych, w których w różny sposób trwają wewnętrzne roszady, do pandemonium i panopticum, niemal dotykalnie poczułam, jak wielu spośrod moich znajomych zatrzymało się przed tym postem z dużą dozą, hm… rezerwy…

No owszem zastrzeżenia co do jakości naszego życia politycznego ma wielu, ale znów jednak bardziej niż zastrzeżenia, do głosu dochodzi pragnienie by wygrali „nasi”. Przyznam się Wam, że całkiem nawet rozumiem i podzielam te sentymenty. Też w jakimś stopniu mam tych, którym kibicuję bardziej niż drugim. Też zwycięstwo „tych drugich” mnie przeraża i widzę w nim zwiastuna wszystkiego najgorszego. A każdym razie gorszego niż zło „naszych”, które przecież daje się tak czy inaczej usprawiedliwić…. albo chociaż wytłumaczyć. Czyż nie?

Dlaczego więc napisałam o pandemonium i panopticum? Dlatego, że na mechanizmy jakie niepodzielnie panują obecnie nie dość, że pomiedzy różnymi politycznymi ugrupowaniami, ale i w ich wnętrzu – nie ma mojej zgody. W najmniejszym stopniu. Nazywajcie mnie naiwną idealistką, albo wręcz nawet hipokrytką, mówcie że „tak jest zawsze” i inaczej być nie może, a ja Wam powiem: NIE. Na to się nie zgadzam.

Nie zgadzam się na to by kooperację i współpracę zawsze i wszędzie zastępowała BEZWZGLĘDNA rywalizacja. Nie zgadzam się na to, by żądza władzy stawała się namiętnością nie tyle istniejacą i obecną, co absolutnie uprawnioną i bezwstydną, a chwilami wręcz (obok chciwości) – jedyną. Nie zgadzam się na to, by zastępowała wszelkie idee i zwyciężała wszelkie skrupuły. Nie zgadzam się by przestawały działać jakiekolwiek ustalone zasady ludzkiej uczciwości i przyzwoitości. By zasadą stawało się nieprzestrzeganie wzajemnych umów. By oszustwo i intryga były bronią powszechnie, choć skrycie akceptowaną. By nie tylko nie szanowano, ale otwarcie lekceważono i ośmieszano tych, którzy mają choć resztki moralnych skrupułów, a nie będą mieli dość ostrych pazurów.

Nie zgadzam się też by przy ocenie ludzi przestawały się całkiem liczyć konkretne czyny i fakty (a co to jest fakt? Przecież każdy fakt można sfalsyfikować, zastąpić fejkiem, ominąć połowę, dodać trochę, kłamstwo nazwać prawdą a prawdę kłamstwem, bo przecież każdy MA SWOJĄ PRAWDĘ).

Nie zgadzam się, by konkretne czyny i realia zastępowane były słowami, powodzią słów, w które prawie nikt nie wierzy, a które jak pleśń pokrywają całą rzeczywistość.
Na to wszystko sie nie zgadzam. Być może dlatego nikt mnie do końca nie uważa za swoją. Bo jaka to swoja, która naraz moze się wkurzyć i wyjść. Oburzyć. Ba, gorzej niż zakwestionować szaty króla. Powiedzieć brutalnie, że to nie prawda, iż krol jest nagi….On po prostu chodzi w samych, starych, dziurawych gaciach.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.