Kiedy rozpada się związek dwojga ludzi, najgłośniej krzyczy złość dorosłych, ale najciszej cierpi dziecko. W wielu domach po wygaśnięciu relacji partnerów rozpoczyna się cicha, niszczycielska wojna o powolne wymazywanie jednego z rodziców z życia i serca dziecka. Zjawisko to w języku psychologii i prawa nazywamy alienacją rodzicielską. Polega ono na celowym, bezprawnym i długofalowym odcinaniu dziecka od drugiego opiekuna. W codziennym życiu przybiera to bardzo konkretne formy: utrudnianie lub blokowanie kontaktów telefonicznych, odwoływanie spotkań pod pretekstem rzekomej choroby czy nagłych zajęć, szantaż emocjonalny oraz powolne nastawianie dziecka przeciwko mamie lub tacie. Alienacja rodzicielska nie pozostawia śladów na ciele i nie powoduje sińców, przez co społeczeństwo oraz instytucje tak często udają, że problem nie istnieje. Musimy wreszcie zacząć traktować alienację rodzicielską nie jako zwykły spór rozwodowy czy konflikty dorosłych, ale jako bezpośrednią formę przemocy emocjonalnej i neurobiologicznej, która w sposób przewlekły niszczy rozwijający się układ nerwowy dziecka. Jej skutki drążą psychikę najmłodszych z przerażającą siłą. Dziecko nigdy nie przestaje kochać odepchniętego rodzica z własnej woli. Ono zostaje do tego stopniowo i podstępnie skłonione. To nie jest spór o opiekę czy kłótnia o alimenty. To cicha przemoc, w której dziecko staje się zakładnikiem, a jego prawo do miłości obojga rodziców staje się kartą przetargową.
​

Społeczeństwo często mylnie zakłada, że jeśli po rozstaniu rodziców dziecko traci kontakt z mamą lub tatą, to po prostu ten rodzic odpuścił, przestał się starać albo ułożył sobie życie na nowo. To jedno z najgroźniejszych kłamstw, z jakimi się spotykamy. Alienacja rodzicielska nie jest przypadkiem ani brakiem chęci ze strony odpychanego rodzica. To aktywny, systematyczny i bezwzględny proces niszczenia więzi oraz celowe łamanie praw dziecka. Mechanizm ten działa po cichu i wielotorowo. Rodzic alienujący powoli wstrzykuje swój język w umysł dziecka, wkładając w jego usta własne słowa, dorosłe pojęcia i oskarżenia, których ono nie ma prawa ani rozumieć, ani pamiętać.

Dochodzi do tego okrutny szantaż emocjonalny i konflikt lojalności. Dziecko podświadomie czuje, że okazanie cieplejszych uczuć wykluczonemu rodzicowi oznacza zdradę tego, z kim mieszka na co dzień. Aby przetrwać i utrzymać poczucie bezpieczeństwa, zaczyna ukrywać swoją miłość, a z czasem zupełnie się jej wyrzeka.

​Skutki psychiczne takiego działania są dewastujące i pozostają w człowieku na całe życie. Odcięcie dziecka od kochanego rodzica to podręcznikowy przykład przemocy emocjonalnej i neurobiologicznej. Gdy mama lub tata znika z dnia na dzień z życia dziecka w wyniku celowej manipulacji, dziecko doświadcza stanu bolesnej straty oraz ciągłego wzbudzenia układu stresu. Ten rodzic przecież żyje i często przebywa bardzo blisko. Bywa, że mieszkają w tej samej miejscowości i mijają się na chodniku, ale dziecko, poddane potężnej presji emocjonalnej, na widok kochanego dawniej rodzica reaguje wyuczoną złością, agresją, krzykami czy wręcz obelgami i pluciem, byle tylko przypodobać się rodzicowi izolującemu. W innych przypadkach dzieci są wywożone na drugi koniec Polski, kilkaset kilometrów dalej, by sama odległość i zmęczenie drogą dokończyły proces niszczenia więzi.

Dziecko w swojej świadomości składa się w połowie z matki i w połowie z ojca. Kiedy zmusza się je do nienawiści lub odrzucenia jednego z nich, w rzeczywistości uczy się nienawidzić połowy samego siebie. Skutkuje to drastycznym spadkiem poczucia własnej wartości, przewlekłymi stanami lękowymi, depresją, a w dorosłym życiu ogromnym lękiem przed bliskością i budowaniem relacji.
​

Brak widocznych obrażeń fizycznych sprawia, że sąsiedzi, szkoły, a często i instytucje państwowe bezrefleksyjnie przyjmują wygodną narrację, twierdząc, że skoro dziecko nie chce się widywać z rodzicem, to pewnie ten rodzic sobie na to zasłużył. To fatalny błąd i ignorowanie podstawowych mechanizmów psychologicznych oraz neurobiologicznych.

Dziecko poddane manipulacji odrzuca drugiego rodzica nie dlatego, że przestało go kochać, ale dlatego, że nie ma innego sposobu na przetrwanie w opresyjnym środowisku emocjonalnym, w którym się znalazło. Gdy dorosły odcina dziecko od drugiego opiekuna bez realnych i uzasadnionych przesłanek, takich jak przemoc czy zaniedbanie, nie chroni go, lecz realizuje własny odwet.

​Jako osoba, która każdego dnia stoi u boku zrozpaczonych rodziców, chcę powiedzieć jasno i bezkompromisowo: alienacja rodzicielska nie ma płci. Nie ma żadnego znaczenia, czy odcinanym od dziecka rodzicem jest matka, czy ojciec. W tym bezwzględnym konflikcie nie prowadzi się statystyk, które miałyby jakikolwiek sens, ponieważ łzy dziecka tęskniącego za ojcem są dokładnie takimi samymi łzami, jak łzy dziecka tęskniącego za matką. Matkom i ojcom w żywy sposób wyrywa się z piersi serce, odbierając im dzieci i odcinając od ich codziennego życia. Cierpią rodzice, ale najokrutniejszą cenę płacą dzieci, którym brutalnie rozdziera się cały świat i kasuje pamięć o tym, jak to jest kochać oboje rodziców bez poczucia winy.

Nie godzimy się na to, by bezsilność stała się normą, a proceduralny czas sądownictwa powoli wymazywał miłość z dziecięcych serc. Naszą misją jest obrona tych, którzy sami obronić się nie mogą.

Chcę powiedzieć każdemu alienowanemu rodzicowi, bez względu na to, czy jesteś mamą, czy tatą: nie jesteś ze swoim cierpieniem sam i nie jesteś sama. Twoja niezłomność, cierpliwość i spokój są najmocniejszym mostem, jaki budujesz dla swojego dziecka na dzień, w którym prawda przebije się przez mur kłamstw. A do całego społeczeństwa i czytelników apeluję: przestańmy patrzeć na alienację przez pryzmat wojny płci. To nie jest prywatna batalia kobiety i mężczyzny, to bezpośredni zamach na prawo dziecka do miłości obojga rodziców. Czas z tym wreszcie skończyć.