Bardzo długo lewica liberalna pokazywała Wielką Brytanię jako kraj, który świetnie sobie radzi z problemami etniczno-rasowymi pomimo bardzo dużej populacji imigrantów. Sytuację na Wyspach przeciwstawiano Francji, która była wskazywana jako pojedynczy przykład „złego zarządzania” problematyką imigracyjną.
Aż do dziś.
Zalecam przeczytanie tego wpisu Konstantina Kisina – nic lepszego w sieci nie znajdziecie. W pełni zgadzam się z autorem. Przez długie dekady naprzemiennych rządów Partii Pracy i Torysów obie strony były zainteresowane podtrzymywaniem modelu gospodarczego opartego na taniej imigranckiej sile roboczej, co legło u podstaw strukturalnej niemożności zaostrzenia polityk migracyjnych. Laburzyści promowali migrację z powodów ideologicznych a Konserwatyści – bo się dzięki temu elity bogaciły. Jedni i drudzy mieli w dupie własny naród.
Dziś na Wyspach jest więcej zwolenników Państwa Islamskiego, Al Kaidy i Brygad al Nusra niż żołnierzy w brytyjskim wojsku. Populacja białych nie ma dzieci a kraj zamienia się w nieskładną masę różnych etniczności i skonfliktowanych grup religijnych. Do tego – w ramach promowanych przez elity praktyk „antydyskryminacyjnych” służby państwowe w sposób systemowy przymykały oko na rozkwit ganów w subkulturach imigranckich, które powoli przejmowały kontrolę nad przedmieściami i miastami powiatowymi. Każda próba zwrócenia uwagi na ten problem kończyła się oskarżeniami o rasizm. Nawet próby zdefiniowania populacji imigranckiej były w ten sposób kwitowane, gdyż przecież „wszyscy, którzy otrzymali brytyjskie papiery są obywatelami w tym samym stopniu i nie można tu czynić żadnych rozróżnień”.
Wytworzone w ten sposób napięcie rosło i rosło a dziś kraj wybuchł. Nawet jeśli władzom, za sprawą wprowadzenia drastycznych środków policyjnych uda się obecne zamieszki stłumić – problem pozostanie w niebawem wybuchnie ze zwielokrotnioną mocą. Za którymś razem ludzie wyjdą już z bronią. Skoro stopień społecznej frustracji był w stanie zjednoczyć Katolików i Protestantów w Ulsterze, to chyba o czymś świadczy. Tam mają tradycję walki zbrojnej.
Anglia stanęła w ogniu i on będzie się tam jeszcze długo tlił. Poziom wyparcia problemu wśród elit daje gwarancję, że frustracja wśród Brytyjczyków będzie tylko rosła.
Zostaw komentarz