Chciałem wszystkich poinformować, że wiem że nic nie wiem.

Przypomnienie starego, a wiecznie niedocenianego bon-motu Sokratesa, staje się idealnym podsumowaniem spazmów infosfery po nagłym ataku USA i Izraela na Iran.

Z pewną dozą ironicznego rozbawienia obserwowałem wysyp prognoz i autorytarnych stwierdzeń. Faktycznie, u nas każdy użytkownik internetu nosi w tornistrze buławę marszałka. Ludzie, którzy w piątek szli spokojnie spać, nie wiedząc co przyniesie im sobota, z niezmąconą pewnościa siebie oznajmili, że atak był spodziewany, poczuli się w obowiązku wyjaśnić Pentagonowi, że konflikt zakłóci kursowanie statków w cieśnienie Ormuz, dokładnie wiedzą jakie są cele operacji, a także czego wiedzą , nie wiedzą, planowali lub nie planowali Trump i spółka. Wszystko z poziomu kanapy przed telewizorem.

Jestem pełen podziwu dla samooceny.

Ja się na tym specjalnie nie znam. Uważam w związku z tym, że wydawanie kategorycznych sądów odnośnie przyszłości innych niż „wydaje mi się” jest w tej sytuacji sporym nadużyciem. Biorąc pod uwagę, że nie dysponujemy danymi wywiadowczymi które posiada amerykański wywiad i armia – obarczone gigantycznym marginesem niepewności.

Najprawdopodobniej błędne, bo wysunięcie trafnej diagnozy w oparciu o niekompletne dane jest mało prawdopodobne.

Soros senior, dużo bystrzejszy od syna, trafnie obstawiał ignorancję ekspertów budując swoje finansowe imperium.

Co mnie uderzyło, to szczelna i dokładna blokada informacyjna, jaka towarzyszy temu konfliktowi. Kiedy Rosja napadała Ukrainę w 2022r roku, internet zalała fala filmów i relacji. Obecnie tego nie ma, choć publika jest niewątpliwie spragniona sensacji. Dzisiaj moje spostrzeżenie potwierdził osobiście Trump: w swoim kolejnym wpisie w mediach społecznościowych wyjaśnił, że dostęp do informacji jest ściśle regulowany, a my widzimy to, co USA chce żebyśmy widzieli.

Najwyraźniej wnioski z wojen toczonych pod czujnym okiem kamery zostały wyciągnięte.

To istotne, ponieważ nie wiemy jakie są nastroje irańskiego społeczeństwa. Iran, Rosja i Chiny będą pokazywać tylko determinację w obliczu wroga, podczas gdy skonfliktowani z reżymem irańscy dysydenci, będą niemal w 100% ten reżym krytykować, co doprawdy nie jest zaskakujące. Ich stanowisko jest oczywiste przed zadaniem pytania.

Dlaczego w ogóle poruszam tę sprawę? Ponieważ nie wiemy co wydarzy się jutro. Ale możemy odnosić do faktów i minionych zdarzeń. Można sięgać do oryginalnych materiałów i wypowiedzi. Póki co Rosja i Chiny nie dołączyło do wojny, co jest dobrym znakiem. Armageddon został odroczony. USA w pierwszym uderzeniu odniosło błyskotliwy sukces taktyczny, który już obecnie jest umiarkowanym sukcesem strategicznym, choć początkowe powodzenie może zostać roztrwonione, w zależności od dalszego przebiegu zdarzeń. Trump przerzucił ciężar wspierania Ukrainy na Europę, przetestował sposób działania amerykańskich sił oraz możliwości rosyjskiego uzbrojenia w Wenezueli, po czym wykorzystał nadarzającą się okazję. Znów, patrząc wstecz, oceniam że była to okazja: Rosja uwikłana w działania na froncie ukraińskim, nie była w stanie przyjść z natychmiastową odsieczą sojusznikowi, a Chiny okazały się zbyt daleko.

Precyzyjne uderzenia przy minimalnych stratach własnych zachwiały zaufanie do rosyjskiej techniki wojskowej, wywołując popłoch różnej maści dyktatorków, jakim niespieszno w ślady Maduro i Chamenejego. Można się spodziewać, że popyt na broń z Ameryki wzrośnie, a z Rosji – zmaleje. Cel minimalny – zniszczenie aktualnej bazy militarnej i produkcyjnej – został osiągnięty, dając Izraelowi co najmniej kilka lat oddechu, zanim infrastruktura zostanie odbudowana.

Choć działania wojskowe trwają zaledwie trzy dni, cały świat oczekuje nowych doniesień i rozstrzygnięć. Publiczność jest przyzwyczajona do tempa zdarzeń niczym z telewizyjnego thrillera. Życie ma jednak swój własny rytm. Ubiegłoroczne walki trwały 12 dni. Netanyahu zapowiedział, że tegoroczne mogą potrwać nawet miesiąc. Dalsze działania, jeśli nie przyniosą zmiany reżymu lub nie pogrążą Iranu w trwałym chaosie, mogą tylko pogarszać relację kosztów do korzyści. Ciekawe, czy sam Trump i jego sztabowcy wiedzą, kiedy chcą zaciągnąć hamulec i nie brnąć w koszty utopione, i będą w stanie taką decyzję podjąć w odpowiednim momencie.

Czy atak musiał nastąpić teraz? Czas został cynicznie wybrany: atak nastąpił bezpośrednio po negocjacjach. Po fakcie można dojść do wniosku, że sytuacja dojrzewała od wielu lat. Wysoce prawdopodobne, że dalsza zwłoka prowadziłaby tylko do tego, że podobna wojna jak teraz, toczyłaby się w znacznie mniej przychylnych dla USA okolicznościach.

W mojej ocenie, Amerykanie zaatakowali reżym Strażników Rewolucji, bo mogli i tego wymagały ich interesy. Jest to niemoralne samo w sobie, choć oczywiście można stworzyć uzasadnienie moralne w postaci odsunięcia zagrożenia czy wyzwolenia irańskiego społeczeństwa. Od strony heurystycznej, to strategia empiryczna i kreatywna. Tworzony jest zamysł, który następnie jest testowany i realizowany, pomimo ryzyk, jakie się za nim czają. Tymczasem Europa tonie w deliberacjach. Próbuje stworzyć kompletną mentalną mapę zewnętrznej rzeczywistości, żeby dokonać najlepszego wyboru. To niemożliwe. Finalnie nie podejmuje żadnego działania ze strachu przed konsekwencjami.

Czy to dobrze, czy to źle, USA pod kierownictwem Trumpa wykazuje się niemal prymalną żądzą mocy. Skojarzenia z filozofią Nitzschego są jak najbardziej wskazane; w tym problem moralnego dualizmu takiego podejścia. Tymczasem na tym tle Europa wydaje się sparaliżowana strachem przed skutkami działania. Boi się podejmować decyzji, tkwi w neurotycznym rozdarciu, boi się żyć.

W konsekwencji, zgodnie z ostrzeżeniami Trumpa, została zepchnięta na boczny tor decyzyjny. Nie tylko nie skonsultowano planów – główni europejscy członkowie NATO nawet nie zostali poinformowani o zamiarach. W pierwszych chwilach po ataku, wahała się tak z krytyką, jak poparciem, czekając na rozstrzygnięcie. Wsparcie zaoferowała Stanom dopiero po pierwszych oznakach powodzenia. Ursula von der Leyen stanowisko zajęła dopiero po dwóch dniach.

To czyni ze Starego Kontynentu nie kreatora, lub choć uczestnika wydarzeń – a biernego obserwatora lub przedmiot wydarzeń.
Można zauważyć, jak pomalutku wycofuje się wewnętrznie z każdej przestrzeni życia, kurczy w sobie i zanika, nie w wybuchu, lecz wskutek stopniowego rozkładu. Słabnąca demografia i ekonomia oraz zwątpienie we własną tożsamość mogą być odbierane jako objawy starczego uwiądu. To powinna być dla nas nauka i ostrzeżenie. Niestety, krytyczne spojrzenie wobec własnych słabości łatwiej zastąpić jadowitym antyamerykanizmem, połączonym z zawiścią i poczuciem wyższości. Mam nadzieję że istnieje jednak trzecia droga, odmienna od tych skrajności. Wymaga to jednak pogodzenia się z ryzykiem i podjęciem choćby nieśmiałych ruchów w nieznane.

Jak donosi Układ Sił.

„Iran realizuje plan Chameneiego mający na celu rozprzestrzenienie wojny regionalnej.

Ataki na obiekty energetyczne i cele na całym Bliskim Wschodzie stanowią strategię mającą na celu wywołanie chaosu w odwecie za atak USA i Izraela.

Siły irańskie rozpoczęły realizację planu opracowanego przez ajatollaha Alego Chameneiego i najważniejszych dowódców Teheranu, którego celem jest wywołanie chaosu na Bliskim Wschodzie, wywołanie zamieszania na rynkach światowych i podniesienie stawek w nadziei na wywarcie presji na USA i Izrael, aby wstrzymały atak.

Najwyższy przywódca, który zginął w sobotę podczas pierwszej fali ataków na Teheran, i jego współpracownicy rozpoczęli pracę nad „szczegółowym” planem po wyniszczającej 12-dniowej wojnie Izraela z republiką w czerwcu ubiegłego roku.

Dodał, że plan ten zakładał ataki na zakłady energetyczne i uderzenia, które mogłyby spowodować zakłócenia w ruchu lotniczym w regionie.

„Nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko eskalować konflikt i wzniecić wielki pożar, żeby wszyscy to zobaczyli” – powiedział informator reżimu. „Kiedy przekroczyli nasze czerwone linie, łamiąc wszelkie prawa międzynarodowe, nie mogliśmy już dłużej przestrzegać zasad gry”.

Plan wdrożono pomimo śmierci Chameneiego i śmierci co najmniej pół tuzina czołowych irańskich wojskowych i funkcjonariuszy służb wywiadowczych, w tym ministra obrony i przywódcy elitarnej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, podczas masowych bombardowań przeprowadzonych przez USA i Izrael.

Ajatollah Alireza Arafi, jeden z członków trzyosobowej tymczasowej rady przywódczej, ogłoszonej kilka godzin po śmierci Chameneiego, powiedział w poniedziałek w przesłaniu wideo, że „ta wojna toczy się zgodnie z planem [Chameneiego]”.

W poniedziałek, gdy rynki otwierały się ponownie po weekendzie, reżim drastycznie zaostrzył swoją reakcję, atakując obiekty energetyczne w bogatym w ropę regionie Zatoki Perskiej, ostrzeliwując dronami kluczowy obiekt gazowy w Katarze i jedną z największych rafinerii Arabii Saudyjskiej.

Spowodowało to wstrzymanie dostaw przez Katar, jednego z największych światowych dostawców skroplonego gazu ziemnego. Ceny ropy naftowej i gazu gwałtownie wzrosły, ponieważ żegluga przez Cieśninę Ormuz, wąski szlak wodny, którym przepływa około jednej piątej światowego transportu energii i gazu, uległa zahamowaniu.

W dniach od rozpoczęcia wojny przez USA i Izrael, irańskie drony zaatakowały również hotele, lotniska i porty w takich krajach jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Irak, Oman i Bahrajn. Iran wystrzelił salwy rakiet i dronów w kierunku baz amerykańskich w całym regionie i podejrzewa się, że zaatakował również bazę brytyjską na Cyprze.

„To będzie trwać i będzie dalsza eskalacja” – powiedział informator reżimu. „Czego się spodziewali? Jeśli głowa republiki islamskiej stanie się celem ataku, czy myślą, że nic się nie wydarzy?”

Częścią strategii przyjętej przez reżim była decentralizacja procesu decyzyjnego w wojsku, aby zapobiec unieruchomieniu sił zbrojnych w wyniku zamachów na ich czołowych dowódców. Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi zasugerował, że siły Teheranu działają niezależnie.

„Nasze jednostki wojskowe są teraz w istocie niezależne i autonomicznie, a ich działania opierają się na ogólnych instrukcjach, które zostały im przekazane z wyprzedzeniem” – powiedział w niedzielę w wywiadzie dla telewizji Al Jazeera.

Taktyka ta odzwierciedla wnioski wyciągnięte z wojny w czerwcu, kiedy Iran był oszołomiony głębokością izraelskiej penetracji wywiadowczej i jego zdolnością do zamordowania swoich najwyższych dowódców wojskowych w pierwszych godzinach konfliktu. Tym razem Iran rozpoczął szybką reakcję odwetową po śmierci Chameneiego i czołowych przedstawicieli obrony.

Informator reżimu powiedział, że podczas wojny czerwcowej „dowództwo pochodziło z góry”. Ale „teraz siły na ziemi wiedzą już, co mają robić, pozostając jednocześnie w pełnej koordynacji z centrum dowodzenia”.

Brutalne ataki są odpowiedzią na to, co republika islamska postrzega jako walkę o przetrwanie. Podczas wojny czerwcowej reżim ograniczył się do odwetu na Izraelu i jednego ataku na amerykańską bazę w Katarze po tym, jak USA zbombardowały tamtejsze obiekty nuklearne, powodując ograniczone szkody.

Uważa się, że tym razem Iran wystrzelił w kierunku Zjednoczonych Emiratów Arabskich, regionalnego centrum handlu i turystyki, niemal tyle samo, jeśli nie więcej, dronów i rakiet niż na Izrael.

Jego przedstawiciele, siły proxy, którzy przeczekali wojnę w czerwcu, również przyłączyli się do konfliktu. Hezbollah wystrzelił rakiety w kierunku północnego Izraela, grożąc nową wojną w Libanie, podczas gdy irackie milicje zaatakowały bazę amerykańską w północnym Iraku i twierdziły, że zaatakowały Amerykanów na lotnisku w Bagdadzie. Zwolennicy Iranu próbowali również szturmować Zieloną Strefę, w której znajdują się ambasady państw zachodnich w stolicy Iraku.

Wielu obawiało się, że rozszerzający się konflikt regionalny będzie najgorszym scenariuszem po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 r., w którym zginęło 1200 osób. Był to największy pojedynczy mord na Żydach od czasów Holokaustu.

Choć wywołało to fale konfliktów w Strefie Gazy, Libanie, Jemenie oraz między Izraelem a Iranem, republika islamska starała się dostosować swoje zaangażowanie, kalkulując, że utrzymanie walk z dala od swoich brzegów to najlepszy sposób na zapewnienie przetrwania reżimu. Analitycy twierdzą jednak, że jej kalkulacje zmieniły się po czerwcowych atakach Izraela i USA.

Przywódca Hamasu, Jahja Sinwar, „chciał wojny regionalnej 7 października, ale jego sojusznicy stawili opór, bo tego nie chcieli” – powiedział Emile Hokayem z Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych. „Teraz Ameryka i Izrael wywołują tę wojnę regionalną na własnych warunkach”.

Większość pocisków Iranu i jego sojuszników została przechwycona przez obronę przeciwlotniczą. Podkreślając jednak chaotyczny charakter zaostrzającego się konfliktu, armia amerykańska poinformowała w poniedziałek, że kuwejcka obrona przeciwlotnicza omyłkowo zestrzeliła trzy amerykańskie myśliwce.

Według informatora reżimu odwet, skierowany m. in. przeciwko hotelom w Dubaju, „sprawia, że ​​każde miejsce, w którym przebywają Amerykanie, jest niebezpieczne i nikt nie będzie chciał się tam zatrzymać”.

Dodał, że wszyscy sąsiedzi Iranu z regionu Zatoki Perskiej, bogaci w ropę naftową, „będą teraz musieli zmierzyć się ze zwiększonym ryzykiem inwestycyjnym”.

„Inwestorzy powiedzą im: jesteście blisko Iranu i w każdej chwili rakieta może wylądować w samym środku waszego kraju” – powiedział informator.

Jednak przeprowadzając ataki na państwa Zatoki Perskiej, które w ostatnich latach próbowały przekonać prezydenta Donalda Trumpa do nawiązania stosunków dyplomatycznych z Iranem i łagodziły napięcia z Teheranem, reżim islamski naraża się na ryzyko dalszej izolacji i skłonienia sąsiadów do poparcia wojny między USA a Izraelem.

Niektórzy analitycy twierdzą, że reakcja Iranu jest przejawem lekkomyślności reżimu.

Reakcja Iranu była „koszmarnym” scenariuszem, którego obawiało się wielu, powiedziała Burcu Ozcelik, starsza pracownica naukowa londyńskiego think tanku RUSI. Dodała, że ​​agresywna retoryka Teheranu w okresie poprzedzającym wojnę wzbudziła obawy, że reżim „będzie zachowywał się irracjonalnie”.

Osoby z wewnątrz reżimu i niektórzy eksperci ds. Iranu uważają, że 86-letni Chamenei spodziewał się śmierci i śmierci jako męczennik — przebywał w swojej posiadłości w Teheranie z członkami rodziny, mimo groźby ataku.

Oznaczało to wprowadzenie środków mających na celu zapewnienie reżimowi możliwości dalszego propagowania stabilności w kraju i nasilenia reakcji na ataki USA i Izraela.

Obecnie nadzór nad operacjami wojskowymi sprawują Strażnicy Rewolucji Islamskiej, a siłami dowodzi generał dywizji Ahmad Vahidi, który zastąpił naczelnego dowódcę sił po tym, jak ten zginął w sobotę.

„Iran, w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, przygotował się na długą wojnę” – powiedział w poniedziałek w programie X Ali Larijani, najwyższy rangą urzędnik Iranu ds. bezpieczeństwa.

W rezultacie konflikt narasta i grozi wciągnięciem do niego kolejnych krajów — Wielka Brytania oświadczyła w niedzielę, że zezwoli Stanom Zjednoczonym na wykorzystanie swoich baz, w tym bazy RAF Fairford w Gloucestershire i wspólnej brytyjsko-amerykańskiej bazy wojskowej Diego Garcia na Wyspach Czagos, do przeprowadzania ataków na Iran.

„Niezależnie od tego, czy chodzi o Wielką Brytanię, czy kraje regionu, mogą one dołączyć do czegoś, nad czym nie mają żadnej kontroli” – powiedział Hokayem – „co ma swój własną trajektorię, bez wspólnego zrozumienia co do pożądanego rezultatu, tolerancji na ryzyko i tego, co będzie następnego dnia”.

Źródło: The Financial Times