Zabrzmi to jak zakończenie odcinka w serialu, by widzowie nie mogli doczekać się następnego. Dostałem informację, w którą nie chcę wierzyć mimo, że wiele potwierdza, jej prawdziwość. Mam też pełną świadomość, iż opublikowanie jej wykończy mnie dokładnie i skutecznie oraz znam niektóre sposoby owego wykończenia.

Informuje o tym publicznie, bo może to być duża prowokacja przeciwko rządzącym. Przeczytajcie artykuł uważnie zanim uznacie, że jest tylko „petardką” bez sensu.

Post nie wyda się Państwu tak sensacyjny jak jego zapowiedź. Z pozoru, bo jeśli ktoś go dokładnie przeczyta, zrozumie złożoność tego wszystkiego. Nie podam nazwisk, bo nic nie jest pisemnie potwierdzone lub udokumentowane we właściwy sposób, a nawet gdyby było, to i tak nie mam do tej dokumentacji dostępu. Z tego powodu też sprawę traktuje również jako próbę prowokacji. Informacja najpierw:

W związku z ustawą dezubekizacyjną, ujawnieniem zbioru zastrzeżonego i „nagłym” pojawieniem się teczki TW „Bolek” emisariusze jednego z głównych ministrów udali się do Generała znanego z ambicji politycznych, układów oraz kilku innych rzeczy. Ów generał jest podobno podejrzanym w jakichś sprawach, związanych z dostawami dla wojska urządzeń i broni, często wadliwej. Emisariusze mieli powiedzieć swojemu rozmówcy, iż nie będzie dalszego ciągu śledztw i ich konsekwencji, jeśli ten zneutralizuje i wyciszy środowisko byłych funkcjonariuszy, szczególnie wywiadu i kontrwywiadu. Zaznaczam, że nie chodziło podobno o wyciszenie jakichś dziwnych pułkowników M., ale o rzeczywistą neutralizację ludzi „niebezpiecznych” z powodu wiedzy oraz umiejętności, a także, by z tych „walorów” mogła korzystać również druga strona. Umówiono się na „wyciszenie” „koleżeństwa” poprzez „fasadową pomoc prawną”, która ma sprawiać wrażenie działania. Generał namówił następnie jednego z emerytowanych szefów wywiadu na stworzenie grupy inicjatywnej. Sam pragnął zostać w cieniu, ze względu na czekający proces (podobno). Zaoferował bezpłatną pomoc prawną mecenasa S. z jednej z wielkopolskich kancelarii prawnych. W grupie znaleźli się emerytowani funkcjusze, usadowieni często w ciekawych miejscach i w firmach znanych polskich „oligarchów”. Zaczęli też „uspokajać” resztę. Szczególnie aktywny był niejaki G., który wręcz kazał niektórym znikać z FB i nie wtrącać się w to wszystko, ponieważ „robimy pozew zbiorowy”. Niestety, niektórzy przejrzeli tą grę i zorientowali się, że owa „pomoc prawna” to ściema, a jedyną korzyść z niej odniesie Generał, no i może jeszcze dwie osoby o wysokich szarżach. Cała sprawa miała być prowadzona poza najwyższym kierownictwem PiS i całkowicie w tajemnicy przed MON, chociaż w dużej mierze spraw wojskowych dotyczy.

Tyle informacja. Dostałem ją od kogoś, komu wierzyłem dotąd i ktoś rzeczywiście mnie w tym środowisku bronił, mówiąc wbrew wszystkim, że każdy ma prawo do swojego zdania. Potwierdziłem również istnienie tej swoistej grupy i jej formalnego lidera oraz kancelarii prawnej. Zorientowałem się, iż „pomoc prawna” będzie iluzoryczna.

Mój stosunek do ustawy dezubekizacyjnej wszyscy znacie. Ta informacja umacnia mnie tylko w decyzji, by nie poddawać się żadnej procedurze weryfikacyjnej i nie powtórzę, dlaczego, bo mówiłem już o tym publicznie i dla mnie sprawa jest zamknięta. Niektórzy, zachwycą się „genialną taktyką uciszenia koleżeństwa”. Nie pomyślą jednak, że ów „zachwyt” oznacza, iż „deal” jest prawdziwy i pozwala na „zamiecenie pod dywan” kilku grubszych afer. „Koleżeństwo” jest zaprawione w bojach i ma realnych, bardzo mocnych opiekunów, a to sprawia, iż nie tak łatwo ich załatwić „operacyjnie”. To nie film. To realne życie. Ja, natomiast, skłaniam się do osądu, iż jest to w 99% prowokacja (zgodnie z zasadami muszę dopuszczać, choćby minimalną, możliwość, iż informacja jest prawdziwa). Co przemawia za prowokacją:

1. Mój kolega był dotąd lojalny wobec mnie, lecz w zmienionej sytuacji, mojego wyboru (nawet teraz) oraz jego niechęci do PiS mógł zostać użyty, świadomie lub nie, jako „pudło rezonansowe”, gdyż nie ukrywa przed „koleżeństwem” kontaktów ze mną, w operacji inspiracyjnej, której celem jest zakamuflowane przekazanie władzy, by niektórych „zostawiła w spokoju”, bo mogą wyjść „sensacje”.
2. Informacja ta potwierdza to, co mówiłem o roku 1988, teczkach i ich prywatyzacji. Teczka TW „Bolek” była pierwszym ostrzeżeniem, a wyżej wymieniona „inicjatywa” jest kolejnym, gdyż „wyciszenie koleżeństwa” można też zrozumieć jako obietnicę: „więcej teczek „Bolków” nie będzie, jeśli odpuścicie wielkim tego środowiska”. Nota bene, ci wielcy są gotowi poświęcić każdego wyłącznie dla ochrony własnych celów i pałaców, czego „koleżeństwo” nie rozumie i daje się wpuszczać w głupie manifestacje, a mnie nazywa zdrajcą.
3. Autorzy tej prowokacji muszą liczyć się, że nie wszyscy będą siedzieć cicho. Muszą więc ostrzec środowisko przed indywidualnymi inicjatywami. Jest to też próba zmonopolizowania kanału łączności na zasadzie „nic o nas bez nas”.
4. Drugim celem tej kombinacji może być podważenie uczciwości i przeciwstawienie sobie dwóch silnych ośrodków władzy, z których jeden musiałby osłabić drugi, a w konsekwencji całą formację, gdyż wybrany przez „koleżeństwo” ośrodek uznany został za słabszy.
5. Opublikowanie tego przeze mnie może zostać , zdaniem Generałów, wykorzystane do mojej neutralizacji.

Na razie starczy. Wiem, że jesteście rozczarowani, ale trudno. Pewnie powiecie, że zapowiadałem bombę atomową, a nie wyszła nawet „petardka”. Być może tak to na pierwszy rzut oka wygląda, lecz wczytajcie się uważnie i zauważycie prawdziwą, dobrze ukrytą bombę.

Aha! Pozostał ten 1%. Cóż? Jeśli to prawda, to mój los i los mojej rodziny został już przesądzony i nie jest to zbyt radosna świadomość.