Dnia 5 listopada 2015 roku na ekranach polskich kin pojawił się nowy Bond ale to w jego stylu powrócił do wielkiej polityki Antoni Macierewicz. Z tego chyba powodu nie wytrzymało serce Kiszczaka i nie jest ważne, czy zejście śmiertelne było zdarzeniem naturalnym, czy skutkiem odwiedzin seryjnego, piątkowego samobójcy. Na wieść o tym także emocje Ewy Kopacz sięgnęły zenitu i nie mogła ich powstrzymać podczas rozpaczliwego stylu dymisjonowania swojego rządu. Specjaliści od kur, czarnowidztwa, ujadania i szczucia wyczerpują swoje zapasy zółci, a dyżurnym „autorytetom”puszczają hamulce politycznej poprawności i wylewają ze swoich krtani dźwięki mowy czystej zawiści oraz podłej propagandy mainstreamu.

Zatem wkroczył ten Bond polskiej prawicy, ten młot na komuchów i zdrajców, ten gladiator pierwszej Centurii, ten wysłannik sprawiedliwości dziejowej na tych co spać spokojnie już nie powinni. Człowiek do zadań specjalnych już tu jest, a na wieść o tym trzęsą się portki pętakom i pętaczkom służb z ruskiej budy, Brukseli i Madrytu. Ewka też z trudem przełyka slinę, bo przypomiała jednak sobie, że nie przekopała na metr głębokości smoleńskiej ziemi, a zwłok w trumach nie widziała na oczy. W mediach popłoch i nie ma gdzie schować skompromitowanych twarzy, bo co bystrzejsi nadawcy zaczęli już przestawiać wajchy. Do tego, do tego jeszcze nie ma gdzie uciec, bo Angela jest już w niełasce swojego narodu. Obecni tam muzłumańscy „uchodzcy” nie są tak wyrozumiali dla innowierców i mogą użyć bez zawahania swojej ulubionej białej broni za brak akceptacji dla uznania proroka. Obranie kierunku moskiewskiego też nie wchodzi w rachubę, bo wiadomo że stamtąd się nie powraca, chyba że w trumnie. Prezydent już wiadomo, że jak gdzieś poleci to wróci, bo chroni go Opatrzność Boża.

Mieliście chamy ustępujących „elyt” złoty róg, a teraz ostała się wam kompromitacja, bo na użycie sznura macie za mało odwagi jak wszyscy tchórze bez honoru! Czas na was!

Nazywam się Antoni, Antoni Macierewicz!