Pani Zofia Pilecka-Optułowicz pojawiła się nieoczekiwanie. Nagle stanęła przede mną przepiękna szlachetnością kobieta. Ubrana szykownie, niewysoka, szczuplutka. Z uśmiechem tak szczerym, że od razu wiedziałam, że to musi być Ona. Ukochana córka Rotmistrza Pileckiego.

Zofia Pilecka-Optułowicz i Małgorzata KupiszewskaPrzysiadłyśmy na chwilę. Na stole czekało kilkanaście książek do podpisania. Wiedziałam, że potem może być bardzo zmęczona. Wprowadziłam panią Zofię do sali wypełnionej po brzegi. Na widok pani Zofii, stojący pod ścianą kibice, o których tak ciepło będzie potem mówić, zaintonowali „Sto lat”. Moment podprowadzania pani Zofii ma miejsce, przeżywałam szczególnie. Panią Zofię witano na stojąco, śpiewając donośnie. Oklaski długo nie milkły. Ze wzruszeniem przyjęła kosz białych storczyków i kalii. I z zawadiackim uśmiechem zapytała: „Dlaczego tak krótko?” Wśród nas znalazła się niezwykle skromna osoba. Już po spotkaniu powiedziała w wywiadzie: „Chciałabym być szarą myszką”. Tadeusz Płużański zripostował natychmiast z uroczym uśmiechem: „Ale jest pani córką bohatera narodowego. I nie ma zmiłuj”.

Oczy pani Zofii są zielone. I lśnią blaskiem, kiedy mówi o swoim ojcu, Rotmistrzu Witoldzie Pileckim. Nie skarży się nigdy na swój los. Nie opowiada o własnych kłopotach ani o problemach dzieci i wnuków, choć wie, że każde z nich ma odciśnięty stempel. Po chwili namysłu doda: „Wyjątkowy”.

Rtm.-Witold-Pilecki-z-rodziną-1Pani Zofia wspominała czasy, kiedy tata, sadzając ją na ulubionego konia, Bajkę, nazywał ją „swoją małą generałką”. Żałowała, że nie przywiozła egzemplarza poematu o Sukurczach pióra jej ojca. Z okresu dzieciństwa zachowały się w jej domowych zbiorach obrazki krasnoludków, które przesłał jej z Oświęcimia. Pamięta płótna, jakie malował. Dwa z nich można obejrzeć w kościele w miejscowości Krupie na Białorusi.

Dzięki dociekliwości ludzi z pasją, czcicieli pamięci Rotmistrza, odnaleziono żyjących tam jeszcze ludzi, którzy pamiętają rodzinę Pileckich. Młodziutką Marię Pilecką, żonę, która w skromnej izbie śpiewała z innymi kolędy. To w rodzinnym gnieździe usłyszała mała Zosia słowa ojca świadczące o jego wrażliwości. Powtarzał, że „to, co żyje, ma ogromny sens istnienia”.

To w Sukurczach uczono dzieci: „Mów prawdę!”. Dlatego dzisiaj pani Zofia często unosi wskazujący palec w górę. I zaraz za palcem wędruje wzrok. Jakby nad jej głową miała pojawić się twarz Rotmistrza z karcącym wzrokiem czujnego ojca. Nie powie nic, co nie jest historycznie udokumentowane. Niepoznane.

Zofia Pilecka przy popiersiu rtm. Witolda Pileckiego - fot. Małgorzata KupiszewskaPo dawnym majątku Sukurcze, w którym mała Zosia bawiła się beztrosko, nie został kamień na kamieniu. Nie roztkliwiała się nad podróżą do Polski. Zamknęła ten epizod jednym słowem: „gehenna… potworna, zanim znalazłam się u babci”. I po chwili dodała: „Jeździłam potem z walizeczką, bo ja już nie miałam miejsca do mieszkania, kiedy nie było Sukurcz”.

Nawet dziś żyje bardzo skromnie. Z tych opowieści o czasach przedwojnia malował się obraz szczęśliwej rodziny: kochającego ojca, dobrego sąsiada, społecznika, wymagającego gospodarza.

Od kiedy pani Zofia dowiedziała się z dokumentów, że jej ojciec stracił życie na Rakowieckiej w Warszawie 25 maja o 21.30, co roku o tej porze staje przed gmachem więzienia z zapalonym zniczem, aby w tym miejscu modlić się za jego duszę. W miejscu, o którym mówi: „Ostatnie tchnienie mojego ojca”. Odebrano jej prawo do odwiedzania jego grobu. Do dziś nieznane jest miejsce pochówku Witolda Pileckiego.

Nie tak dawno, podczas procesu Cz. Łapińskiego, sędziego orzekającego wyrok śmierci Rotmistrza, pani Zofia dla sądzonego miała tylko litość. Nie osądzała. Nie pielęgnowała w sobie nienawiści. Ze spokojem w głosie stwierdziła: „Oskarżony żyje długo i plugawie, a mój ojciec żył krótko i pięknie”. Słowa pani Zofii spotkały się z gromkimi brawami.

Widać było wzruszenie malujące się na jej twarzy, kiedy podeszli do niej harcerze z warszawskiej drużyny imienia Rotmistrza Witolda Pileckiego. Na ich widok wstała. I przez cały czas mówiła do nich na stojąco. Cieszyła się także, widząc rodziny z dziećmi. Powiedziała o nich: „Sztafeta pokoleń”. Z radością w głosie, bojąc się, czy starczy już miejsca na ulicy, zapraszała wszystkich obecnych na wspólne czuwanie 25 maja o 21.30.

Rtm. Witold Pilecki - Walczcie o Polskę

Przez lata próbowano odebrać Rotmistrzowi pamięć i honor. Wcześniej odebrano zdrowie i życie.

Pani Zofia jest przekonana, że był człowiekiem posłanym do wypełnienia pewnej misji na ziemi. To by tłumaczyło jego promienną twarz, jakby wcale nie cierpiał, kiedy wracał z przesłuchań do celi. Rotmistrz Witold Pilecki, żegnając się z najbliższymi, zdawał sobie sprawę, jaki los spotka jego rodzinę. Dlatego prosił, aby czytając książkę Tomasza a Kempis O naśladowaniu Chrystusa, potrafili żyć nawet wtedy, gdy zostaną już tylko dziedzicami świeżego powietrza.

rtm. Witold PileckiWitold Pilecki – dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Wbrew stanowisku przełożonych m.in. generała Fieldorfa Pilecki dał się ująć w łapance na Żoliborzu i w ten sposób dobrowolnie znalazł się w Oświęcimiu. Organizował struktury konspiracji obozowej pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej najpierw w Auschwitz, a potem także w obozie w Brzezince. Organizował ucieczki i tą drogą przekazywał do dowództwa Armii Krajowej raporty o dokonującym się ludobójstwie – najpierw na Polakach, a następnie o rozpoczętej eksterminacji Żydów. Zagrożony dekonspiracją, uciekł z obozu. Próby pomocy więźniom Oświęcimia okazały się daremne. 1 sierpnia 1944 r. wybuchło powstanie. Jako członek Organizacji NIE nie mógł narażać życia w walce powstańczej. Śmierć dowódcy oddziału, gdzie pomagał rannym, była bezpośrednią przyczyną jego dekonspiracji. Objął dowództwo Oddziału Chrobry 2. Walczył z poświęceniem w powstaniu warszawskim. Reduta Pileckiego prowadziła walkę przez pełne 63 dni zrywu. Po upadku powstania trafił do obozu w Lamsdorf a później jako oficera przeniesiono go do obozu w Murnau. Po wyzwoleniu przez armię amerykańską i na mocy rozkazu gen. Andersa walczył w II Korpusie Polskim we Włoszech. Tam przyjął od gen. Andersa rozkaz o powrocie do kraju, aby tworzyć struktury podziemnej organizacji NIE. W 1947 roku został aresztowany przez władze komunistyczne. 25 maja 1948 roku zabito go strzałem w tył głowy.

Wiązowna, lipiec 2013 roku.