Ukrainę kochałem miłością sieroty, z religijnym wręcz wzruszeniem przekraczałem wielokrotnie granicę w Szegine. Szukałem śladów Rodziców, których przez wczesną śmierć Ojca, z czym związana była konieczność pójścia do pracy zmianowej Matki – dobrze nie poznałem. Chciałem też w ten sposób, tam – w miejscowościach, gdzie żyli jeszcze ludzie ich pamiętający – wywołać Ich z drugiego brzegu Styksu do ponownego zaistnienia. Współczułem szczerze ludziom tam mieszkającym , którzy żyli w cywilizacyjnym upodleniu, w przeświadczeniu, że taki to ich już los. Jednak, kiedy filozofia rezygnacji – została zastąpiona narkotyczną gloryfikacją UPA, Bandery, uświęconą dekretami ichniej pożal się władzy – coś we mnie pękło! Teraz widzę Ukrainę inaczej i okazuje się, że nie jestem w tym odosobniony, że zacytuje Ziemowita Szczereka:
” Wszędzie – na blaszanych dachach walących się przystanków, na koślawych prętach mostów – żółto-niebieskie narodowe malowanie. I, gdzie się da- a to kozak wąsaty, czubaty, a to bojec z karabinem, w mundurze UPA, a to Niebiańska Sotnia z Majdanu, w kominiarkach, ze zdobycznymi berkucińskimi tarczami, przy pałach i prętach, z mołotowami. I napisy- sława Ukrainie, sława bohaterom, sława nacji, szcze ne wmerła. Na rozkraczonych przystankach, na walących się ścianach, na rozpadających się mostach. Kraj- partyzant. Kraj – który sam zainstalował sobie upadek, sam spuścił sobie wpierdol…
Zostaw komentarz