Miodowicz zgadzał się tam z Wałęsą, że bez środków finansowych z Zachodu Polska „nie pójdzie do przodu”. Ale jednocześnie mówił do Wałęsy, że pluralizacja związków zawodowych nie będzie stanowić rozwiązania wszystkich naszych problemów. Bo gdyby stanowiła, to on byłby „za”.
Wałęsa odpowiadał mu, o ile dobrze pamiętam, a wtedy miałem lat z 11 (chociaż dzięki mojemu starszemu bratu „nienawidziłem ruskich i komunistów” i interesowałem się historią i polityką, a „Zachód” nęcił mnie przygodami niejakiego Johna Rambo), że pluralizm należy wprowadzić bo po prostu sprawdził się on i w ekonomii, i w polityce, i w społeczeństwie – wszędzie tam, gdzie go stosowano.
I tylko tym głupim komunistom pluralizm nie pasował, był dla nich niezrozumiały. Przedstawiali więc ówczesną opozycję jako nieodpowiedzialnych warchołów, ludzi nieodpowiedzialnych, obcą agenturę opłacaną przez Zachód, w tym przez ówczesne Niemcy Zachodnie. Propaganda TVP działała na tyle skutecznie, że przed rzeczoną debatą mniejszość Polaków była za legalizacją „Solidarności”. Dopiero debata to zmieniła.
Dziś, po ponad 30 latach upadku komuny mam jakieś dèjá vu. Oto jest jasne, że bez pieniędzy z UE „nie pójdziemy do przodu”. Żeby te pieniądze były trzeba wprowadzić pakiet reform w sądownictwie, które musi być niezależne, bo wszędzie się taki model sprawdza, a nie sprawdza się model, w którym sędzia jest klientem polityka.
I tylko PiS-owcom i przystawce (SP) taki model się w głowie nie mieści. Krzyczy więc, że opozycja to agentura niemiecka, a für Deutschland Tusk jest namiestnikiem przysłanym z Berlina. Jak dawniej bryluje w tym TVP.
Niestety, ta taktyka na razie po prostu się sprawdza. Czy sytuację może odwrócić tylko katastrofa gospodarcza?
Zostaw komentarz