Okres wakacyjny nie sprzyja organizowaniu protestów przez totalną opozycję. Nie znaczy to, że zrezygnowała ona z ich organizowania jesienią. Przygotowania do nich idą pełną parą i wszystko wskazuje, że rozpoczną się one we wrześniu. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam artykuł Wojciecha Muchy i Jacka Liziniewicza, „Nowa kampania wrześniowa”, („GP”, 16.08.2017, nr 33) informujący o rozsyłaniu ankiety przez przedstawicieli „Akcji Demokracji” do 240 tys. osób, które podpisały się pod inicjatywami AD. Przy jej pomocy chcą się dowiedzieć, które z proponowanych przez nich pomysłów znajdą największy oddźwięk i poparcie wśród ich zwolenników. Spektrum proponowanych pomysłów jest bardzo duże. Od blokowania linii telefonicznych posłów PiS-u, poprzez odwiedzanie ich w biurach i protesty przed nimi do „skłonienia Komisji Europejskiej do rozpoczęcia procedury pozbawienia Polski prawa głosu w Radzie Europejskiej”.

Co wynika z tego, że politycy PiS‑u uważają, iż rozsyłana ankieta jest dowodem na to, że protesty w obronie sądów nie były spontaniczne? Kompletnie nic. Przecież totalna opozycja, totalnie nie przejmuje się tym, co o niej myśli większość Polaków.

Doskonale obrazuje to wypowiedź posła PO Borysa Budki, który w wywiadzie dla niemieckiego „Zeit Online” stwierdził „Unia Europejska musi postawić Polsce ultimatum, bo tylko wtedy, gdy zadziała zdecydowanie, rząd się podda”, mimo, że ma świadomość działania przeciwko własnemu narodowi, bo jak sam stwierdził „sankcje dotkną w pierwszym rzędzie polskich obywateli”.

Gdy czytałam tekst Muchy i Liziniewicza, zastanawiałam się, jakie kontr działania w tym czasie przygotował rząd premier B. Szydło i władze PiS-u?

Aż się prosiło aby przez czas wakacji prowadzić non stop kampanię obnażającą kłamstwa opozycji i ich fake newsy, wykorzystując w tym celu radio, telewizję, internet, pocztę elektroniczną (e-maile), sms-y. Przecież w archiwach radia, telewizji znajdują się wypowiedzi polityków opozycji, co mówili, gdy PiS był w opozycji, a co mówią dziś. Dlaczego prawie nie pokazuje się skutków podejmowanych przez nich decyzji?

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Pani Premier nie spotkała się redaktorem Tomaszem Sakiewiczem, z szefami i członkami klubów „Gazety Polskiej”, by wesprzeć ich moralnie, dowiedzieć się, co myślą na temat działania rządu, jakie mają oczekiwania dotyczące wsparcia ich działalności. Przecież ludzie w nich działający, to „sól” prawicy, najbardziej zaangażowana jej część, którą rząd powinien ze wszystkich sił wspierać oraz na nią chuchać i dmuchać.

Niedługo minie dwa lata, od kiedy B. Szydło została premierem rządu, a opozycja nieustannie zarzuca jej, że nie ma dialogu i konsultacji społecznych podczas podejmowania przez nią najważniejszych decyzji dotyczących obywateli i funkcjonowania państwa. Redaktor Grzegorz Górny, w artykule „Nie masz tarana nad Orbana”, („w Sieci”, 31.07.2017, nr 31) opisuje jak Viktor Orban przed podjęciem ważnych decyzji poprzedza je społecznymi konsultacjami, które mają formę kwestionariusza politycznego.

W tym celu w roku 2010, powołał do życia specjalny urząd w ramach kancelarii premiera, zajmujący się konsultacjami społecznymi. Wykorzystywał kwestionariusze m.in. przed re­formą systemu emerytalnego, przewalutowania kredytów we frankach szwajcarskich, w sprawie podatków, składek, płac minimalnych i emerytur, rozwiązania kryzysu imigran­tów i uchodźców w Europie.

Krytycy podjętych decyzji niewiele mają do powiedzenia, gdy rządzący powołują się na mandat społeczny, wyrażony w trakcie narodowych konsultacji. Nieważne jest to, że zawsze tylko część kwestionariuszy jest wypełniana i odsyłana z powrotem. Na podstawie zawartych w nich pytań rządzący wiedzą, czego oczekuje od nich społeczeństwo. Kto go nie odeśle, tym samym zgadza się na decyzje podjęte przez rząd.

Jak pisał Grzegorz Górny „W czerwcu br. parlament węgierski uchwalił ustawę w sprawie rejestracji NGO (organizacji pozarządowych). Spotkała się ona z krytyką wielu kręgów międzynarodowych. Dzięki re­zultatom konsultacji społecznych Orban mógł się jednak bronić, że wyraża jedynie wolę narodu, który pragnie transparentności i przejrzystości życia publicznego”.

Czytając jego artykuł zastanawiam się, co stało i stoi na przeszkodzie by i w Polsce wprowadzić konsultacje na wzór węgierskich? Czy rządzący boją się, że musieliby realizować wolę narodu? Przecież gdyby one były, wytrąciłyby argumenty zarówno opozycji jak i unijnym komisarzom.

Jeżeli rząd się nie obudzi i nie zacznie zdecydowanych oraz permanentnych kontr działań, nastroje antyrządowe zostaną tak rozbujane, że nie pomoże 500+, wzrost PKB, zmiana wieku emerytalnego, podniesienie stawki godzinowej i płacy minimalnej. Może nie doczekać końca kadencji nie mówiąc o wygraniu przyszłych wyborów. To, że prawda jest po jego stronie, a opozycja i wspierające ją środki przekazu kłamią i manipulują faktami nie ma najmniejszego znaczenia.

Wzorce leżą na ulicy, trzeba się nie bać tylko po nie odważnie sięgnąć.