Paweł Kukiz jest liderem politycznym XXI wieku. – Widzę w tym człowieku potencjał, o jakim nie śnią nawet politycy z tradycyjnej sceny politycznej – mówi Dariusz Pitaś, dyrektor biura klubu poselskiego Kukiz’15 w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl – Klub Parlamentarny Kukiz’15 zaczyna być uznawany w Sejmie za klub posłów merytorycznie przygotowanych do pracy, choć zaraz po wyborach wszyscy pisali, że to menażeria – to zasługa tych twardych kryteriów, które przyjęliśmy w komisji weryfikacyjnej – podkreśla doradca Pawła Kukiza i jego najbliższy współpracownik. – Paweł od dawna mówił o stowarzyszeniu, które w końcu pozwoli zmienić konstytucję partiokratyczną Kwaśniewskiego – nie możemy się dłużej oszukiwać – obecny stan rzeczy nigdy nie wyprowadzi naszego kraju z kryzysu zaufania do władzy oraz z kryzysu w ogóle – stwierdza Dariusz Pitaś w rozmowie z Krzysztofem Sitko. – Nie weźmiemy ani grosza z kieszeni podatnika (…). Finansowanie stowarzyszenia będzie wielkim zaskoczeniem dla wszystkich, a jednocześnie wyznaczy nowe standardy finansowania społecznego – zapowiada bliski współpracownik lidera Ruchu Kukzi’15.

Krzysztof Sitko: Panie Darku, kiedy zaczęła się Pana przygoda u boku Pawła Kukiza? Jaką role odegrał Pan w sukcesie wyborczym Ruchu Kukiz’15 i wprowadzeniu 42 posłów do Sejmu?
Dariusz Pitaś: Jeśli mnie pamięć nie myli, to w 2013 roku, bodajże w lutym, zainteresowałem się inicjatywą społeczną „zmieleni”, od tej pory cały czas byłem na bieżąco z działaniami Pawła Kukiza. Jeszcze przed kampanią prezydencką pojechałem na spotkanie z Pawłem do domu lekarza w Katowicach – tam porozmawialiśmy chwilę i podjąłem decyzję, że zaangażuję się całkowicie, jeżeli Paweł zdecyduje się wystartować w kampanii prezydenckiej.

Widzę w tym człowieku potencjał, o jakim nie śnią nawet polityce z tradycyjnej sceny politycznej.
Już w kampanii prezydenckiej wpadłem na pomysł, aby zorganizować grupę wolontariuszy, którzy nazwali się WoJOWnikami. Dziś ta nazwa przylgnęła do najwierniejszych wyborców Pawła, a sam Kukiz nazywa ich często Pretorianami, co bardzo pochlebia nam,WoJOWnikom. Po drodze były różne akcje WoJOWników, m.in. takie jak spektakularny rajd rowerowy do Falmirowic, na tydzień przed I turą wyborów prezydenckich, czy akcja Kukizofury.

Kukiz nie został Prezydentem, ale osiągnął wynik, który zaskoczył wszystkich w Polsce. To wtedy zapadła decyzja o wystawieniu swoich list wyborczych w wyborach do Sejmu? Czy uważa Pan, że koncepcja kampanii na zasadzie ruch bez struktur to był przysłowiowy strzał w dziesiątkę? Czy to przełożyło się na wynik?
– Myślę, że Paweł miał świadomość tego, że nie będzie łatwo wygrać wybory prezydenckie. Jednak wynik, jaki osiągnął, był fantastyczny, co do tego nie mam wątpliwości. Uważam, że już wtedy Kukiz miał plan na wystawienie swojej reprezentacji na listach w zbliżających się wyborach do sejmu.

Co do struktur, bez struktur, jak zwykł to nazywać Sanocki – mam mieszane uczucia. Być może to była trafna decyzja na czas kampanii prezydenckiej, kiedy gra się na jednego człowieka. Ale już w kampanii parlamentarnej wprowadzało to dużo chaosu, dodatkowo podział kompetencji był bardzo mglisty i niejasny – myślę, że to był błąd, jest to jednak tylko moje prywatne zdanie.

Jaka była Pana rola przy tworzeniu list wyborczych, bo w Polsce mówiło się, że był Pan szarą eminencją, chociaż nigdzie Pan nie występował, to był zawsze u boku Pawła Kukiza, jest Pan jego najbliższym doradcą?
– Nie sądzę, abym był najbliższym doradcą – jest kilka osób, z którymi Paweł konsultuje swoje decyzje, choć ostatecznie podejmuje je sam – ufam w Pawła intuicję i to doradzanie ma raczej charakter wyrażania własnego zdania – myślę, że równie blisko Pawła jest Kukiz- Szczuciński i z pewnością Marszałek Tyszka, ludzi tych bardzo cenię. Każdy z nas ma różne zdanie na tematy pojawiające się w Sejmie, a Paweł wyciąga z tego, co uważa za stosowne.

Co do szarej eminencji – to za duże słowo, byłem w komisji weryfikacyjnej, jako jeden z kilku członków tej komisji, choć faktycznie zdarzało się, że ostatnie słowo (podczas nieobecności Pawła) należało do mnie. Ale były też przypadki, że należało do Dominika Kolorza – wszystko zależy z jakiego regionu był dany kandydat. Z pewnością czułem wielką odpowiedzialność i starałem się jak najlepiej wykonywać obowiązki, które powierzył mi Paweł.

Skąd zatem wokół Pana ten czarny PR i te krążące legendy o Panu? Nawet rozsyłane do mediów materiały o Pana przeszłości. Skąd to się mogło wziąć?
– To bardzo proste – nienawidzę skurwysyństwa – jak zauważałem choć cień dożłobowstwa – wycinałem delikwenta bez mrugnięcia okiem – oczywiście w związku z pozycją w radzie weryfikacyjnej naraziłem się wielu ludziom, którzy w swoich chorych umysłach widzieli się już w sejmowych ławach – dzisiaj mszczą się za nie spełnione oczekiwania, a ja z wielką przyjemnością patrzę jak wiją się w swojej nienawiści! Gdybym miał podejmować takie decyzje jeszcze raz – zrobiłbym to samo. Ujawniłem kilku psychopatów – jak się później okazało po ich działaniach – to były słuszne decyzje!

Czyli to moment tworzenia list, był krytycznym dla Ruchu Kukiz’15? To wtedy powstał rozłam wśród WoJOWników? Czemu zatem tak różne środowiska znalazły się na waszych listach i teraz w Sejmie są w waszym klubie parlamentarnym Kukiz’15?
– Nie sądzę, aby ten rozłam był trwały – jeżeli ktoś chce się nazywać WoJOWnikiem to musi zrozumieć, że najważniejsza jest Polska. Potrzebowaliśmy ludzi merytorycznych – przygotowanych do pracy w parlamencie – choć WoJOWnicy są najwierniejsi z wiernych, nie zawsze spełniali te kryteria.

Dziś Klub Parlamentarny Kukiz’15 zaczyna być uznawany w Sejmie za klub posłów merytorycznie przygotowanych do pracy, choć zaraz po wyborach wszyscy pisali, że to menażeria – to zasługa tych twardych kryteriów, które przyjęliśmy w komisji weryfikacyjnej.

A zatem teraz kluczowa sprawa, co Pana tak pociągnęło w Ruchu Kukiz’15/Pawle Kukizie, że poświęcił Pan rodzinę i tyle miesięcy życia dla IDEI?
– Nie poświęciłem rodziny – moja córka dużo pomagała przy kampanii, żona też rozumie potrzebę zmian i wspiera mnie z całych sił. Co mnie pociągnęło do działania? Od kilku lat zajmuję się postępowaniami administracyjnymi, to tak jak pływanie w szambie, przepisy mętne, co chwile zmieniane i wrogie przedsiębiorcom.

Zapracował Pan solidnie na swoją pozycję? I to z tego powodu zastąpił Pan na stanowisku dyrektora klubu parlamentarnego Kukiz’15 Krzysztofa Bosaka? Jaką Pan będzie teraz pełnił rolę w klubie?
– Nie mnie oceniać jak zapracowałem – solidnie czy nie. Tak, jestem dyrektorem biura klubu parlamentarnego Kukzi’15, a co do pozycji w klubie to chyba całkowicie normalna pozycja, jak każdego innego dyrektora w innych klubach poselskich.

Klub nie jest jednorodny – są Narodowcy, WoJOWnicy, ludzie z Solidarności Walczącej – myślę, że moje działania powinny iść w kierunku konsolidacji tych środowisk.

Paweł Kukiz ogłosił, że tworzy stowarzyszenie. To Pana nowe dziecko w Ruchu Kukiza? Kto będzie to wszystko organizował?
– To dziecko społeczeństwa – Paweł od dawna mówił o stowarzyszeniu, które w końcu pozwoli zmienić konstytucję partiokratyczną Kwaśniewskiego – nie możemy się dłużej oszukiwać – obecny stan rzeczy nigdy nie wyprowadzi naszego kraju z kryzysu zaufania do władzy oraz z kryzysu w ogóle. Cała organizacja będzie spoczywać na tych samych sprawdzonych ludzi, którzy pokazali swoją wartość we wszystkich trzech kampaniach – Prezydenckiej, Referendalnej i parlamentarnej – to Pawła Pretorianie i wiem, że go nie zawiodą! Ja sam, ile będę mógł, to pomogę, ale bez WoJOWników jestem niczym – drobnym nic nieznaczącym pyłkiem!

Czemu będzie służyło to stowarzyszenie? Czy będzie Pan z dyrektorskiego fotela pociągał za niewidzialne nitki posłów Kukiz’15?
– Nikt nie pociąga za żadne sznurki – wiem, że to atrakcyjna teoria, ale nieprawdziwa. Posłowie są niezależni, do tego stopnia, że prawie nie zarządza się dyscypliny głosowania. Idziemy wszyscy po nową Polskę. Za sznurki pociąga jedynie idea zmian i tak powinno zostać!

Jak zatem będą wyglądały struktury Waszego stowarzyszenia? Czy znana już jest oficjalna nazwa? Można już ujawnić w tej sprawie jakieś konkrety? Może poda Pan nam nazwiska założycieli, musi być ich co najmniej 15?
– To będzie jak zapowiedział Kukiz: „Stowarzyszenie na rzecz Nowej Konstytucji Kukiz’15”. Niestety rozczaruję Pana, ale nie ma jeszcze nazwisk poza Pawłem oczywiście – nie wyobrażam sobie innego Szefa Stowarzyszenia.
Komitet założycielski zbierze się w środę w Warszawie – zaproszonych jest kilkanaście osób z całej Polski. To ludzie, którzy od dawana walczą o zmiany w Polsce, są też posłowie, którzy mam nadzieję chętnie włączą się w ten projekt.

A zatem zaczynacie od góry tworzyć struktury jak partiokracja od 1989 roku w Polsce? Najpierw stowarzyszenie, a potem partia polityczna?
– Wszystko wyjaśni się w środę i w czwartek, a później rejestracja – na podany przez Pawła mail spływają setki deklaracji przystąpienia do stowarzyszenia – myślę, że idzie nowe. To nie jest styl, jaki był preferowany w Polsce od 1989 roku. My właśnie zrobiliśmy wszystko przy otwartej kurtynie – wpierw został podany mail do kontaktu: ruchkukizakontakt@gmail.com

Pod tym adresem zbieramy dane o chętnych. Ludzie w terenie mają organizować spotkania w okręgach i wybierać delegatów. Komitet założycielski jest potrzebny do rejestracji – to normalna procedura, którą przewiduje ustawa o stowarzyszeniach w Polsce.

Czyli niekoniecznie szefami okręgów muszą zostać posłowie z Kukiz’15? Nie boi się Pan, że to jest podobny twór i sposób działania jak przy komitetach referendalnych? Myśli Pan, że ludzie Wam znowu zaufają i będą masowo tworzyć struktury? Nie skończy się to klapą i kompromitacją oraz kolejnym wysłaniem energii setek tysięcy ludzi w kosmos?
– Posłowie niekoniecznie i nie wszędzie są naturalnymi liderami ruchu – są świetnymi posłami, tutaj pełna zgoda. Uważam, że są regiony, gdzie ludzie nie będący w parlamencie mają większe poparcie społeczne i tam, to oni powinni być liderami ruchu oraz pełnić funkcję kontrolną nad posłami, bo kto inny jak nie wyborcy powinni być recenzentami parlamentarzystów? Ludzie w ruchu dostaną taką szansę, a posłowie będą musieli zapracować sobie na ich szacunek.

Mam nadzieję, że tak będzie, a wtedy, nie będzie mowy o klapie – o takie właśnie relacje walczymy, gdzie to obywatel jest podmiotem, a Poseł jedynie posłańcem i wykonawcą woli swoich wyborców. Jeżeli pyta mnie Pan: czy skończy się to klapą? To odpowiem – jeżeli to skończy się klapą, to znaczy, że ani Posłowie, ani wyborcy nie dorośli do roli, o jakiej mówi Paweł Kukiz.

Kto będzie finansował działalność stowarzyszenia? Kukiz’15 nie weźmie dotacji partyjnej z budżetu państwa jak inne partie w Sejmie, bo był Komitetem Wyborczym Wyborców, a nie partią polityczną. Jak zatem z tym sobie poradzicie?
– Poradzimy sobie doskonale – proszę mi wierzyć – już niedługo stowarzyszenie przedstawi swoje plany. Jedno jest pewne – nie weźmiemy ani grosza z kieszeni podatnika – uważam, że obywatele wiedzą lepiej jak spożytkować swoje pieniądze. Mogę powiedzieć teraz tylko tyle, że finansowanie stowarzyszenia będzie wielkim zaskoczeniem dla wszystkich, a jednocześnie wyznaczy nowe standardy finansowania społecznego. Ale wszystko w swoim czasie.

Jak długo Kukiz’15 jest wstanie ujechać na tej energii społecznej? Myśli Pan, że to dobry sposób na rozwój waszego ruchu i jego konsolidację? Przecież ludzie liczą na ciepłe posadki i stołki, a wy im każecie płacić za swoje działania na rzecz naprawy Polski?
– Ci co liczą na ciepłe posadki i stołki z pewnością znajdą się w innych ugrupowaniach – nie w Kukiz’15. Słyszał pan powiedzenie: „Obiecuję Wam jedynie krew pot i łzy?”. Bez tych wyrzeczeń nie naprawimy Rzeczpospolitej. Nie pracujemy dla siebie jedynie, ale dla naszych dzieci i wnuków, jeżeli dzisiaj kierować nami będzie chęć zysku i brak wyrzeczeń, to będziemy odpowiedzialni za exodus Narodu Polskiego.

To być może ostatnia taka szansa – ja stawiam wszystko na jedną kartę – chcę popatrzeć swoim dzieciom w twarz i powiedzieć, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy!

Jak zatem można zrozumieć żale, jakie powstały w Krakowie, a padły z ust m.in. Kamili Kępińskiej, która była koordynatorem Ruchu Kukiza na Małopolskę i nie została posłem, cytuję: „żałuję wejścia w Ruch Kukiza, mogłam być z Gowinem i dostałabym stołek”. A to nie jedyny taki głos z Polski. Wierzy Pan w to, że znajdą się kolejni ideowcy, a może nowi frajerzy, jak mówią niektórzy wojownicy Kukiza o sobie?
– Kamila Kępińska z tego, co wiem jako jedna z pierwszych zadeklarowała przystąpienie do stowarzyszenia, a zatem absolutnie nie mogę potwierdzić Pana słów. Jeżeli frajerstwem jest walka o lepsze jutro dla Polski, to też jestem frajerem i z pewnością nim pozostanę z wyboru!

Media szeroko rozpisują się o tym, że będziecie przystawką PiS. Paweł Kukiz to zdementował, ale czy nie boi się Pan, że posłowie Waszego klubu Kukiz’15 przejdą do PiS, gdy ich odsuniecie na boczny tor przez stworzenie tego stowarzyszenia? Nie boi się Pan kolejnego rozłamu?
– Nikt nie odsuwa posłów na boczny tor – jeżeli Poseł myśli, że jest osią ruchu, ponieważ jest posłem, to myśli koniunkturalnie – osobiście nie zgadzam się z takim myśleniem. Jeszcze raz podkreślam, poseł jak najbardziej może być szefem regionu, jeżeli cieszy się szacunkiem i zaufaniem. Nie wiem, skąd ten pomysł, że zostanie odsunięty na boczny tor. Co do przejść do PIS – jeszcze nikomu nie wyszło na zdrowie przechodzenie do PiS, a nasi posłowie to bardzo inteligentni ludzie, zatem mają taką świadomość, ale ważniejszym powodem jest wspólna idea, która utrzymuje klub w całości i myślę, że tak zostanie do końca kadencji.

Czego mogę Panu życzyć na nowej drodze życia, w dyrektorskim fotelu w klubie parlamentarnego Kukiz’15?
– Raczej nie mnie, ale klubowi – mądrości w podejmowaniu decyzji i pamięci o wyborcach, którzy pokładają tak wielkie nadzieje w naszych Posłach. Wytrwałości i ciężkiej pracy, ponieważ to początek drogi, ale nie mam wątpliwości, że wygramy wspólnie i zmienimy Polskę!

Dziękuję za rozmowę.