Ja pułkownik Piotr Wroński jestem za rzeczywistą dezubekizacją i dekomunizacją, ale nie godzę się na „komunistycznego, zaplutego karła reakcji”.

Proszę Państwa, powiedziałem, że ograniczam, a nie, że znikam w ogóle. Ograniczam znacznie, a ten post został na mnie wymuszony.

Proszę nie atakować mnie linkami do idiotycznej wypowiedzi gen. Dukaczewskiego w Polsacie chyba. Nie odniosę się do jej meritum, choć i ja mam kredyty i rodzinę na utrzymaniu, więc nie wiem co będzie.

Jeśli chodzi o wypowiedź generała Dukaczewskiego, to zapytam Państwa: czy nie widzicie, że on to robi specjalnie? Czy nie widzicie, że ta ustawa, to zemsta WSI i to ich sprawa, tym bardziej, że im nic nie grozi. Po roku 1990 tylko my, tacy jak ja, zagrali mocno na nerwach Ruskim i my za to płacimy. Wojsko zajęło się jedynie budowaniem własnych interesów i wpływów. Tacy, jak ja usiłowali pracować dla Polski. Raz jeszcze napiszę: moja wysoka emerytura była efektem pracy za lata po roku 1990. Za SB mam tylko 350 zł i nie chcę tego.

WSI wygrało, a to dopiero początek. Ta ustawa wpłynie mocno na nasze bezpieczeństwo wewnętrzne i jakość polityki wewnętrznej. Dukaczewski o tym wie i mówi bzdury po to, by uniemożliwić jakiekolwiek poprawki. Przykro mi, ale tal jest. Nie tylko zresztą on, ale również kilku generałów, w tym cywilnych, dopuszczonych do stołu. Odpowiedzcie sobie na pytania: kto rządził od 1980 roku? Kto wprowadził stan wojenny? Kto zajmował stanowiska komisarzy w zakładach? Kto był ministrem SW? Kto był szefem SB? Kto nadzorował władze wojewódzkie? Kto rozegrał „Solidarność” przy okrągłym stole? Nie napisze również o seryjnym samobójcy, który spotykał ludzi mogących zaszkodzić temu towarzystwu.

Oni i ich mocodawcy nie darują prób rozwiązania ich instytucji. Zapłacił za to Siemiątkowski, płaci za to min. Macierewicz i płacą za to wszyscy ci, którzy zdradzili PZPR i Ruskich. To nie koniec jeszcze., bo to zemsta za rok 1956 i 1968. Tylko proszę nie nazywać mnie antysemitą, bo to bzdura. Te daty to nie tylko sowieccy Żydzi, ale i Polacy oraz Rosjanie, którzy do tego wszystkiego doprowadzili.

Proszę w komentarzach nie linkować wypowiedzi pana generała.

Morderców księdza Jerzego ustawa dezubekizacyjna nie dotyczy, a płacę za to ja i to za prace przez 23 lata na kierunku rosyjskim w nowej Polsce. Tego pan Błaszczak nie rozumie. Przypominam, że to ja odważyłem się napisać „Spisek” i „Weryfikację” zanim pan Błaszczak nawet pomyślał o dezubekizacji. Teraz można mnie wyrzucić na śmietnik (czytaj więcej). Wszystkiego się odechciewa, a Ruskie się cieszą. Pisać cokolwiek? Po co? Jestem przecież mordercą.

I właśnie dlatego nie odwołam się, by nie dawać satysfakcji Kacapom i stawać w szeregu z mordercami księdza Jerzego. Nie potępiam tych, którzy to zrobią, ale ja mam swoje zasady.

Nie udzielę już żadnego wywiadu gdziekolwiek. Tylko FB i na razie „Na żywca”. Potem pożegnam się ze wszystkimi.

Publikuję coś z „Resetu” chociaż nie chce mi się pisać tej książki. Recenzujcie:

„- A co mieliśmy zrobić? Kiedy tłum wdarł się do siedziby Stazi, zresztą główni przywódcy tego tłumu, zniknęli szybko z Niemiec, znaleźli jedynie nic nieznaczące administracyjne śmiecie. Było kilka teczek jakichś współpracowników, ale okazało się, że żaden z nich nie mieszka już w Berlinie i nie wiadomo, gdzie jest. W Niemczech też ich nie było. Wiedzieliśmy, że pół roku przed obaleniem muru, Rosjanie wraz z kierownictwem Stazi buszują po archiwum. Co wzięli nie wiemy dotąd, a tego, że skopiowali prawie wszystko, jesteśmy pewni. Pół roku po zjednoczeniu CIA przekazało nam kilkadziesiąt dyskietek z dokumentami bezpieki NRD. Podobno kupili je od jakiegoś funkcjonariusza za 200 tysięcy dolarów. Co w tej sytuacji mieliśmy zrobić? Też wiemy, jak robi się teatr. Instytut ma to, co zostało, a reszta to legendy i propaganda. Ci co trzeba wiedzą, a reszta jest zadowolona z „jawności”. Podobnie z funkcjonariuszami Stazi. Niech pan nie wierzy dziennikarzom. Kilku rzeczywiście zostało dozorcami i listonoszami. Takie mają zadanie. Resztę zatrudniliśmy po cichu, bo jak mieliśmy ich kontrolować? Za dobrą zachodnią pensję mówią wiele. Niektórzy dalej prowadzą swoje źródła. Społeczeństwo lubi igrzyska, więc wybraliśmy kilku generałów oraz kilku szeregowych i prasa ma uciechę.
– Przecież oni mogą pracować dla Rosjan. – wtrąciłem.
– Wiem, wiem i nie tylko ja wiem, ale co zrobić? Ryzyko jest konieczne.
– Dlaczego…- zacząłem.
– Dlaczego to wszystko panu mówię? – przerwał mi – Nie! Nie chcę pana werbować. Pan ma tylko jedną ideologię. Tak jak ja i pan wierzy w państwo. Państwo jest jedyną pańską ideologią. Dla mnie Niemcy, dla pana Polska. Takich ludzi nie werbuję się. My nie zdradzamy, nawet jeśli zdrajcy nami rządzą, bo wiemy, że oni przeminą, a państwo zostanie, jeśli będziemy go bronić. Nawet wbrew nim. Niech pan nie przerywa, proszę. – zabrzmiał dość smutno – Zacząłem w 1979 roku. Dali mnie na kierunek rosyjski. Poświęciłem ładnych kilka lat tej pracy. Raz się udawało, raz nie. Byłem za zjednoczeniem, ale cena tego zjednoczenia okazała się być dla mnie zbyt duża. Teraz kierunek rosyjski istnieje tylko pro forma. Niby coś robimy, ale właściwie to tylko czytanie gazet. Gorbaczow zgodził się na obalenie muru, ale chciał za to czegoś w zamian. Kluczem stała się gospodarka. My teraz wzorowo współpracujemy z Moskwą, wspólne przedsiębiorstwa, wspólne interesy. Wywiad zdobywa masę przykryć, ale to tylko służy osłonie interesów. Rosjanie przestroili całe KGB na biznesmenów. Nie szukają już informacji o amerykańskich rakietach. Oni tworzą obecnie środowiska im przychylne, wchodzą w nowe partie i partyjki jak w masło. Ich spółki są atrakcyjne dla naszych, bo pozwalają na szybki zarobek, a to zadowala polityków. Są szczęśliwi. Nikt nie chce widzieć, co się za tym kryje. Nie teraz. Za kilka lat ich zwolennicy zaczną rządzić, a takich jak ja zsyła się do Drezna, by pilnowali byłych enerdowców ze Stazi.
– Zaskakuje mnie pan, doktorze Reiner. – wtrąciłem – Nadal nie rozumiem o co panu chodzi.
– Chcę, by pan zrozumiał, że są Niemcy, którym nie podoba się to bratanie z Rosją. Jesteśmy teraz sojusznikami i powinniśmy wspólnie pracować przeciwko nim, a nie popierać politykę, która znów wtłoczy was pomiędzy dwóch wrogów.
– Piłsudski umarł w roku 1935…- zacząłem, ale znów mi przerwał.
– Tego właśnie Rosjanie boją się u was. Nowego Piłsudskiego. Wie pan dobrze, że oni obstawiają wszystkie kierunki, nawet te mocno antyrosyjskie. Tak zawsze było. U nas totalne odprężenie. Zaczęli nawet do wywiadu i kontrwywiadu przyjmować dzieci przesiedleńców.
– Nie rozumiem?
– Wie pan, tych wszystkich, których rodzice zostali przesiedleni po 1945 roku, albo przyjechali do RFN w ramach umów z Breżniewem i Gierkiem. Śląsk, Mazury, Opolszczyzna. Do zeszłego roku zamknięte przed nimi były urzędy państwowe. MSZ i oczywiście służby. Mogli być najwyżej policjantami, bo i do Grenschutzu ich nie przyjmowano. Teraz drzwi zostały otwarte. Podobno znają Wschód. Nikt tego nie kontroluje. Nie wiem kto przeczyta pańską notatkę z tej rozmowy i czy pan w ogóle jakąś notatkę napisze, ale warto spróbować. Wy jesteście antyrosyjscy i historycznie i z natury. Może przetłumaczycie naszym, że dla Rosjan ta „odwilż” jest okazją wyłącznie do przegrupowania, zmiany sposobu stacjonowania i rozszerzenia własnych wpływów bez jednego wystrzału.
– Jesteśmy również antyniemieccy i historycznie i z natury. – skomentowałem.
– Tak. Wiem. Warto jednak być pragmatycznym. Nie musimy się kochać, ale musimy razem bronić się przed Moskwą.
– Nie do mnie ta oferta.
– Ja też nie mam na to wpływu, lecz warto rozmawiać nawet na naszym szczeblu …my, z Zachodu, pilnujemy tutaj enerdowców, bo oni was nienawidzą. Zawsze was nienawidzili. Wiem trochę o panu z akt Stazi. Ten wasz pracował i dla nich. Chyba oni go wam w roku 1980 podstawili, a jak oni to i KGB. Takich jest kilku i niech pan pójdzie ich tropem. Nasza rozmowa jest nieoficjalna. Nie nagrywam jej. Proszę mi wierzyć. Nikt w Bonn o niej nie wie. Czuję, że mnie stąd niedługo odwołają i wsadzą na jakiś boczny tor. Funkcjonariusze się skarżą na mnie, bo pilnuję ich dość mocno. Niech pan pamięta: oni was nienawidzą i kochają Rosjan. Jeśli kiedyś Niemcami zacznie rządzić ktoś ze Wschodu, z byłej NRD, to będziecie wam trudno. Kohl nie jest wieczny. Trochę czasu jeszcze upłynie do tego, ale warto już rozpocząć przygotowania. Nie namawiam pana do kochania i współpracy z Niemcami, ale do wykorzystania możliwości. Wiem, że nie zależy to od pana, lecz powinien pan docenić wysoką ocenę byłego wroga. – zaśmiał się na końcu.

Milczałem. Nie wierzyłem ani trochę w jego szczere intencje. Musieli wejść na mnie w trakcie jakiegoś spotkania Via Baltica. Chyba w Finlandii, bo tam przypiął się do mnie jakiś emezetowiec z Bonn i rozmawialiśmy o różnicach w Niemczech po zjednoczeniu. On też bał się gry Rosjan. Uznałem to wtedy za normalną rozmowę sondażową i napisałem notatkę. Wtedy musieli mnie wytypować. Zorganizowali to bezsensowne spotkanie, by odbyć taką właśnie rozmowę. Musieli wiedzieć, że tylko ja mogę przyjechać, bo obskakiwałem wszystkie tego typu imprezy. Musieli wiedzieć, gdzie rzeczywiście pracuję. Chcieli bym przekazał słowa Reinera komuś wyżej. Trudno nie zgodzić się z częścią jego wywodu, ale ich proste myślenie „albo my, albo Rosja” też jest nie do przyjęcia. Swoją drogą muszą się zdrowo nawalać u nich na górze? Zobaczymy. Napiszę, lecz sam poszukam, kto im o mnie doniósł.”