W polityce wdzięczność rzadko bywa trwałą walutą. Po okresie bezprecedensowego wsparcia, jakiego Polska udzieliła Ukrainie, coraz wyraźniej widać, że Kijów kieruje się przede wszystkim własnym interesem państwowym. Uznając, że jego pozycja międzynarodowa jest dziś silniejsza niż na początku wojny, prowadzi coraz twardszą politykę wobec swoich partnerów, także wobec Polski.
Widać to w sporach dotyczących importu ukraińskiego zboża, transportu drogowego, udziału polskich firm w odbudowie Ukrainy czy w nierozwiązanych kwestiach historycznych, w tym ekshumacjach ofiar zbrodni wołyńskiej. Coraz częściej okazuje się, że interesy Warszawy i Kijowa nie są już tożsame.
W mojej ocenie problem nie leży jednak wyłącznie po stronie Ukrainy. Równie ważna jest postawa polskich władz. Uważam, że rząd Donalda Tuska nie prowadzi wobec Kijowa wystarczająco asertywnej polityki i zbyt słabo upomina się o polskie interesy gospodarcze oraz historyczne. Polska nie wykorzystuje swojego ogromnego wkładu we wsparcie Ukrainy jako argumentu w negocjacjach. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że także poprzednie rządy nie potrafiły skutecznie rozwiązać wielu spornych kwestii. W mojej ocenie dopiero prezydent Karol Nawrocki zapowiada bardziej stanowcze stawianie polskich interesów i otwarte mówienie o sprawach, które przez lata były odkładane na bok
Moim zdaniem Polska powinna kierować się zasadą wzajemności. Pomoc dla Ukrainy nie może oznaczać rezygnacji z obrony własnych interesów gospodarczych, historycznych i społecznych. Jeśli Kijów oczekuje dalszego wsparcia, powinien być gotów do partnerskiego dialogu a widać po butnych wypowiedziach Zełeńskiego, że jest odwrotnie. Państwo, które oddaje cześć osobom odpowiedzialnym za zbrodnie na Polakach, musi liczyć się z tym, że będzie to miało wpływ na relacje. W polityce trwałe partnerstwo opiera się nie tylko na solidarności, ale również na wzajemnym szacunku i poszanowaniu.I wiecie co?
Pamięć historyczna nie może być uzależniona od bieżącej polityki ani od tego, kto jest dziś naszym sojusznikiem.
Jeżeli uznajemy, że ofiary zasługują na prawdę i szacunek, to zasada ta musi obowiązywać zawsze. Rozumiecie ZAWSZE. Nie tylko wtedy, gdy mowa o tragediach najbardziej znanych i najlepiej udokumentowanych, ale również wtedy, gdy wspominamy ofiary rzezi wołyńskiej. Każda próba usprawiedliwiania zbrodni poprzez odwoływanie się do „innej perspektywy” prowadzi na niebezpieczną drogę.
Nie oznacza to, że wszystkie zbrodnie są identyczne. Historia zna różne wydarzenia, różne okoliczności i różną skalę cierpienia. Łączy je jednak jedno: niewinni ludzie zostali zamordowani. To powinno wystarczyć, by mówić o nich z szacunkiem i bez politycznej kalkulacji,a morderców okrytych hańbą piętnować .
Dlatego warto zadać proste pytanie. Czy nasze standardy moralne są naprawdę uniwersalne? Czy potrafimy z jednakowym szacunkiem traktować pamięć o wszystkich ofiarach, niezależnie od ich narodowości? O ofiarach Holocaustu, Wołynia ….. Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to problem nie leży w historii. Problem leży w nas samych. Wyobraźcie sobie, gdyby dzisiaj Niemcy opowiadali o Holokauście relatywizując go i używając pokrętnie ,,swojej perspektywy”i narracji, że oni mają prawo czcić swoich faszystów i nikomu nic do tego.Pomoc dla Ukrainy powinna być wstrzymana, do czasu aż odejdzie ten banderowski rząd.